|04|-Jemioła

   Jednak mnie nie myliły. Miejsce pomiędzy mną, a Bieberem zajęła chamsko panna Gomez z naburmuszoną miną. Miałam ogromną ochotę walnąć ją prosto w buźkę słodkiej idiotki,lecz doszłam do wniosku,że później znajdzie się lepsza okazja.Odsunęłam się i zaczęłam udawać, że interesuje mnie zakorkowana ulica. 
-Nie uwierzysz twoje głupie fanki napadły na  mnie u Saksa! Nie mogłam kupić tego swetra od CALYPSO i tej sukienki od Christophera Kane'a, o której ostatnio ci mówiłam-powiedziała z wyrzutem w głosie i podwinęła rękaw swetra z grubej włóczki od Missoni ( wiedziałam, bo sama mam identyczny). Na jej przedramieniu skóra była lekko zaczerwieniona.-I jeszcze mnie pobiły!! Cała czerwona ręka!!
   Justina interesowało tyle co mnie-czyli miał to kompletnie w gdzieś. Tylko, że on  nie wywrócił teatralnie oczami jak ja,lecz  wpatrywał się we mnie. 
-Czy to w ogóle słyszysz co ja do ciebie mówię-Selena wyrwała się z amoku i spojrzała tam gdzie przez ostatnią minutę patrzył Bieber.-Kim do cholery jest ta dzi...-wiedziałam co miała na myśli i na pewno nie była to 'dziewczyna. Opanowałam się od dokończenia, bo Bieber przerwał jej:
-Ty masz swojego chłopczyka to dlaczego ja nie mogę mieć koleżanki?-powiedział to tak obojętnie, że trochę zabolało,ale szybko zapomniałam o mojej urazie kiedy na mnie spojrzał i posłał mi anielski uśmiech.-I ona ma imię...
-Ona mnie tyle obchodzi co wyprzedaż u JCPenney-czyli gówno mnie obchodzi-spojrzała na swoje dopracowane w każdym calu paznokcie i dodała obojętnym tonem:-Wiesz, że wszystko niszczysz?
-Ja?! Ty pierwsza zaczęłaś, a z resztą-pochylił się do przodu i wymienił kilka szeptanych zdań z Kennym za kierownicą.-Żegnam. Wysiądziesz dobrowolnie czy Kenny ma ci pomóc?
   Selena otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć, ale szybko się opamiętała i z miną obrażonej księżniczki wyszła z auta trzaskając głośno drzwiami,tak ,że oboje podskoczyliśmy. 
   Resztę drogi spędziliśmy w niemym milczeniu. Wielki SUV zatrzymał się i ochroniarz otworzył nam drzwi. Podał mi rękę,aby łatwiej było mi wysiąść. Kanadyjczyk wysiadł za mną i razem z Hamiltonem przed nami weszliśmy do wielkiego hall'u z wysokim sufitem. 
   Drzwi windy wyłożonej błyszczącym,czarnym kamieniem i wielkimi lustrami na ściankach. 
-Nie będę wam przeszkadzać?-zapytałam przerywając krępującą ciszę.
-Coś ty, nikt nie pobije rodzeństwa Smith,Chaza z Ryanem nawet kilka megafonów , do których wrzeszczałyby wszystkie  fanki Justina-Hamilton wybuchł śmiechem.- No co nie mówię prawdy?
-Mówisz,mówisz-mruknął Bieber.
   Dojechaliśmy na piętro gdzie mieściło się studio. Kenny bez trudu otworzył ciężkie drzwi i znaleźliśmy się w przestronnym pomieszczeniu z wielkimi konsolami przy weneckiej szybie. Po drugiej stronie pokoju była wielka czerwona sofa zajmująca całą ścianę i oba narożniki. 
-Rozgość się. Po drugiej stronie korytarza na pewno jest Chaz-powiedział niby od niechcenia,ale wiedziałam, że chce,abym została razem z nim.- Możesz jeśli chcesz ze mną posiedzieć w studiu i powiedzieć coś o mojej nowej piosence.
-Zostanę-zdjęłam z siebie pomarańczowy płaszcz i położyłam go na oparciu kanapy i usiadłam na wielkim czarnym fotelu przy konsoli.
    Kiedy ochroniarz wyszedł, Justin zaczął coś włączać i przełączać, aż w końcu popatrzył na mnie wielkimi oczami w kolorze płynnej czekolady z ciemnymi refleksami. 
-Tylko szczerze.
-Zawsze jestem szczera,aż do bólu-zaśmiałam się z jego poważnego tonu.-Puścisz to wreszcie?
 Skinął głową w odpowiedzi.
   Z głośników wydobyły się dźwięki dzwoneczków, które były przeczepione do sań Świętego Mikołaja.Potem  do dzwonków  dołączyły brzdęki gitary i anielski głos Kanadyjczyka. Głowa zaczęła kiwać się w rytmie piosenki. Trzy minuty minęły, a ja wciąż nuciłam melodię. 
-I jak?-zapytał zniecierpliwiony.-Może być?
-Jest świetna. Ma taki świąteczny klimat...Może w święta wejdzie na pierwsze miejsce i zepchnie Last Christmas lub Marię Carey na niższe miejsca-posłałam mu szeroki uśmiech.-Jaki ma tytuł?
-Misteloe-odpowiedział z jeszcze większym uśmiechem. 
  Pochylił się nade mną. Jego ciepły oddech drażnił moje rzęsy,ale ja pod żadnym wypadkiem nie mogłam mrugnąć. Jakieś dziwne przyciąganie popchnęło mnie jeszcze bliżej jego. Wiedziałam, że jego malinowe wargi zaraz się we mnie wpiją. Trzy...Dwa... Do pomieszczenia wszedł rozwrzeszczany mężczyzna.Oboje jak oparzeni odskoczyli od siebie. 
-Justin, ty idioto! jak mogłeś powiedzieć coś takiego Selenie!? Jej menadżerka mnie zabije albo lepiej, nas obojga. 
-Scooter poznaj Melissę-Bieber szybko zmienił temat,a menadżer Kanadyjczyka popatrzył na mnie sceptycznie.
-Droga Melisso, mogłabyś nas na chwilę zostawić samych?-Braun wciąż wlepiał wściekłe spojrzenie w piosenkarza.
-Mel,idź do Chaza. Ja zaraz do was dołączę...
   Skinęłam głową i opuściłam studio. Otworzyłam drzwi na przeciwko i pewnym krokiem weszłam do pokoju. Na sofie siedział Somers z Kennym grając na konsoli. W głębi siedział chłopiec z wielkim afro wyżywał się na swoim PSP Slim. Obok niego był inny chłopak, którego widziałam pod Starbucks'em. Kiedy zamknęłam z trzaskiem drzwi wszyscy skierowali swoje spojrzenia w moją stronę.
-Cholera! Zapomniałem-krzyknął Chaz patrząc na zegarek od Swiss'a.- A ty skąd się tu wiedziałaś, że jesteśmy tutaj?
-Justin mnie podwiózł.
Małe niedopowiedzenie chyba nic nie zmieni-przecież nie skłamałam.
-I Chaz, nic się nie stało-uśmiechnęłam się serdecznie.-Tylko małe spóźnienie.
-Dwu godzinne-powiedział wściekły na siebie.-Będę musiał mu podziękować za to, że cię tu przywiózł.
Drzwi po raz kolejny się otworzyły i Kanadyjczyk wszedł do pokoju.
-O wilku mowa-mruknęłam.
-A co obgadywaliście mnie?-zaśmiał się.-Niedługo będziemy musieli się zbierać.
-Dobra tylko wyłączę konsolę-powiedział Kenny.
Somers zaczął się krzątać po pokoju sprawdzając stoliki i szafki.
-Szukasz czegoś?-zapytałam.-Pomóc ci?
-Nie pamiętam gdzie położyłem swoją komórkę-mruknął wciąż przeszukując każdy kąt.-Widział ktoś mój telefon?
   Każdy zaczął sprawdzać różne miejsca. I kiedy Ryan zaproponował żeby zadzwonić pod numer Chaz'a,kątem oka dostrzegłam, że Justin dyskretnie wyjmuje z kieszeni komórkę i kładzie ją na blacie. Po co mu był jego iPhone?
-Znalazłem-poinformował nas.-Idziemy?
Wszyscy zgodnie opuściliśmy pokój i poszliśmy w stronę windy.



***
Heeey ludziska! Rozdział przepisałam w ciągu 4 godzin co jest wielkim sukcesem przy moim tempie pracy.
Jak samopoczucie? Już wkrótce Mikołajki , a dzisiaj Andrzejki ;) Ja swoje w szkole obchodziłam w czwartek i było zajebiście ^.^
Dziękuję wszystkim moim czytelnikom, Milka. <3

|03|-Bieberoniespodzianka

      Siedziałam na ławce i przyjrzałam się zakochanej parze,która teraz mnie minęła trzymając się za ręce.Czemu  Chaz się tak spóźnia? Minęło już 10 minut od umówionej godziny. Miałam zamiar już wstać kiedy ktoś zasłonił mi oczy i zapytał :
-Cześć, shawty- głos raczej nie przypominał głosu Somers'a, ale i tak głupio palnęłam:
-Chaz?
-Przykro mi, ale tym razem to nie on- odwróciłam się i ujrzałam kogoś kogo nigdy bym się nie spodziewała.
-O mój boże!
-Po raz kolejny nie zgadłaś-powiedział z uśmiechem na ustach.- Nie jestem żadnym bogiem, ani Chazem...
-Wiem-wciąż zaszokowana zamknęłam oczy i ponownie je otworzyłam, ale i tak tam stał.W końcu po kilku sekundach milczenia zaczęłam mówić jak najęta:-Nie mogę uwierzyć, że w ciągu jednego dnia zobaczyłam ciebie, a co dopiero rozmawiałam z tobą. I chyba nikt nie uwierzy, że stoisz obok mnie... A tak w ogóle jak ja mam się do ciebie zwracać?
-Shawty,mów mi po imieniu-uśmiechnął się zabójczo i gdyby nie fakt, że siedzę upadłabym,bo moje kolana zapomniały o swojej roli i się rozpłynęły.
-Justin, wiesz może gdzie jest Chaz?Umówiłam się z nim tutaj i jeszcze nie przyszedł...
-Pewnie zapomniał albo wciąż gra na konsoli, jak to Chaz. Jak go znowu zobaczę wygłoszę mu wykład jaką gafą jest spóźnianie się na randkę z taką piękną dziewczyną jak ty.-moje policzki się lekko zarumieniły.-Przejdziesz się ze mną po parku czy wolisz wciąż tu czekać na Chaza? Albo wiem pójdziemy na lodowisko!
-Ja oczywiście jestem chętna,ale twoja dziewczyna nie będzie mieć nic przeciwko?
-Selena? Z nią właściwie nic mnie nie łączy. Ona ma wolną rękę i ja ją mam. Nasz "związek" istnieje tylko dlatego, bo mój menadżer chciał wzbudzić jakąś sensację, bo zaczynało się robić nudno. I tak się dogadali z menadżerką Seleny. I niestety nic na to nie poradzę, ona tym bardziej.
-Współczuje. Czyli nic się nie stanie jeśli chwilę z tobą pobędę jeżdżąc, a właściwie zabijając się na lodzie?
-Nie,raczej nie-uśmiechnął się tak,aby moje kolana ponownie zapomniały o swojej roli.-Idziemy?
-Oczywiście-uśmiechnęłam się promienie.- Tylko mówię na wstępie, że nie potrafię jeździć na łyżwach. Ostatnim razem jak tutaj byłam złamałam rękę. Byłam chyba wtedy w 7 klasie.
-Nie będzie tak źle-podeszliśmy do okienka skąd można było wypożyczyć łyżwy. Stanęliśmy obok wielkiego afroamerykanina. -A właśnie to  jest Kenny Hamilton, mój najlepszy przyjaciel i ochroniarz w jednej osobie.
-Miło cię poznać-uścisnął moją dłoń, która wyglądała jak filigranowa rączka lalki z porcelany, która stoi u mnie na półce, w wielkiej dłoni ochroniarza.-A ty jak masz na imię?
-Melissa Truelove- dygnęłam i odebrałam z okienka swoje buty do jazdy na lodzie.
-Mel, idziemy na lód?-powiedział podając mi rękę,abym weszła na lód.-Nic się nie stanie.
-Boję się-mówiąc to zrobiłam krok w jego stronę. 
  Zachwiałam się i kurczowo złapałam się bandy nie puszczając dłoni Justina. Spojrzałam na lód i jeszcze mocniej ścisnęłam jego kończynę.
-Złap mnie za rękę-podał mi drugą dłoń.-Teraz przytuptaj trochę bliżej.
   Wykonałam posłusznie polecenie i poczułam się pewniej. Pomaszerowałam dalej i po kilku krokach zachwiałam się i upadłam i wpadłam prosto w ramiona Biebera.
-Shawty wszystko w porządku?-zapytał zatroskany.-Może lepiej pójdźmy na jakąś kawę, a potem jeśli będziesz chciała pójdziemy do studia,gdzie pewnie teraz Chaz i Ryan grają na konsoli.
-Na prawdę będę mogła pójść z tobą do studia?
-Powiesz mi co myślisz o jednej z nowych piosenek- pomógł mi zejść z lodu na ziemię.-A przy okazji dasz mi swój numer.
  Bez wahania podałam mu mój telefon i oddałam łyżwy do okienka.Kenny zamienił kilka zdań  z Justinem i ruszyliśmy za barczystym mężczyzną. 
-Powinnam być na ciebie złą-powiedziałam z uśmiechem kiedy skończyliśmy dyskusję o najnowszej płycie Red Hot Chili Pepers.
-Dlaczego?-powiedział zbity z tropu.
-Wciąż nie followujesz mnie na twitterze chociaż spamowałam cię codziennie od kilku miesięcy.
-Przepraszam , ale nie dam rady  follować każdego. Zaraz zacznę obserwować tylko podaj nazwę.
-xoMelsSmilexo- powiedziałam serdecznie się uśmiechając.-Przepraszam na chwilę, ale moja przyjaciółka do mnie dzwoni w sprawie życia i śmierci.
Bieber skinął głową , a ja odebrałam brzęczącą komórkę.
-Li co się stało?-Zapytałam zaniepokojona.
-Nie możesz u mnie nocować,bo moja matka powie twojej siostrze o tym, że jesteś u mnie.
-Cholera...Dobra będę musiała nocować na jakiejś ławce.Pa-rozłączyłam się.
-Fuck,fuck,fuck!-usiadłam na najbliższej ławce i schowałam twarz w dłoniach. 
-Przepraszam, że się wtrącam,ale z tego co rozumiem nie masz gdzie nocować-usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem.-Możesz zatrzymać się u mnie. Chaz na pewno się ucieszy.
    Dopiero teraz doszło do mnie, że przez ostatnią godzinę zapomniałam o Somers'ie, a spędziłam najcudowniejszą godzinę z Justinem. Nie wiedziałam co myśleć, a tym bardziej co powiedzieć, więc odpowiedziałam krótko:
-Z wielką chęcią.
A zaraz potem dodałam:
-Uratowałeś mnie od nocowania na jakiejś ławce czy kartonie.
     Byłam tak szczęśliwa, że nie myśląc rzuciłam się na szyję Kanadyjczykowi i gdyby zza krzaków nie wyskoczył facet z aparatem za pewne zaczęlibyśmy obściskiwać się na środku Central Parku przy dość dużej widowni. Kenny pociągnął nas oboje za ręce i zaczęliśmy przepychać się przez alejki pełne zakochanych par. Podczas ucieczki oberwałam gałęzią w twarz i kilka razy potknęłam się o krawężnik.
      Wreszcie po kilku minutowym biegu gwałtownie wepchnięto mnie na tylne siedzenie wielkiego SUV-a. Za mną do środka wszedł Justin uważając na to, aby nie zrobić mi najmniejszej krzywdy.-Wszystko w porządku-usiadł obok mnie z zatroskaną miną.-Nic sobie nie zrobiłaś?
-Poza kilkoma siniakami i zadrapaniem jest dobrze. -przysunął się bliżej tak blisko, że stykaliśmy się ramionami. 
   Czułam na karku jego ciepły oddech. Nachylił się tak , że dzieliły nas milimetry. Pochyliłam się jeszcze bliżej... Musnął moje wargi najpierw delikatnie potem coraz łapczywie. Drzwi samochodu otworzyły się gwałtownie. Odskoczyłam od Biebera jak oparzona. Chciałam wygonić tą osobę z auta i sprawić, że moje wargi i Kanadyjczyka stopiły się w jedno.Nie chętnie odsunęłam się od bruneta i spojrzałam na przybysza. Moje oczy chyba się myliły widząc naburmuszoną minę Seleny Gomez.


***
 Witam po tygodniu przerwy. Mamy już niedzielę i to jest straszne. Od wtorku będę miała przynajmniej 3 kartkówki i sprawdzian z anglika. Ale jest dobrze ; ) Powinnam sobie poradzić. I dziękuję mojej Kitsune-Chan za to , że czyta. <3 


P&L

|02|-Nie kompromituj się

      Usiadłam na sofie na przeciwko Li,która naprawdę nazywała się Akiro Yumishi Yuna-Zhang. Była córką znanego producenta filmowego i słynnej aktorki pochodzenia Azjatyckiego, ale od urodzenia mieszkała na terenie Stanów Zjednoczonych. Freddie był natomiast homoseksualistą i był świetnym kumplem. I jedynym facetem, z którym spokojnie  mogłam pogadać o najnowszych butach,które kupiłam u Jimmy'ego Choo i torebce od Vuitton'a.
-Zgadnijcie co dla was załatwiłam?-nie czekałam na ich odpowiedzi tylko zaczęłam dalej mówić:- Ten, z którym się zderzyłam nazywa się Chaz i przyjaźni się z Justinem Bieberem!-wyjęłam z kieszeni kamizelki karteczkę na,której podpisał się Kanadyjczyk.-Macie autograf.
-Wiedziałam!-wykrzyknęła entuzjastycznie Azjatka.-Wiedziałam, że skądś go kojarzę! Chaz Somers,oczywiście! Oh my fucking godness! Dziś musisz zerwać z Danem!
-Mówię jej to od tygodni-wtrącił się Fred.- Musimy już iść jeżeli chcemy jeszcze zdążyć do szkoły bez spóźnienia się.
-Freds mamy dzisiaj na 9 i jeszcze odwołali nam geometrie...-powiedziałam dopijając moją kawę,kiedy zabrzęczał mój telefon.- Chaz do mnie napisał! Chce się spotkać! Co mam mu odpisać?
-Będziesz pisała po drodze, a teraz musimy iść. Przecież nie pójdziesz do szkoły z wielką plamą na bluzce!-wypchnął mnie z lokalu przez szklane drzwi z zielonym logiem Starbucks'a.
   Złapał mnie za nadgarstek i w ekspresowym tempie zaczął przebierać nogami niczym Forest Gump, ciągnąc mnie za sobą. Zatrzymał się dopiero pod drzwiami mojego apartamentu. Moja pokojówka wpuściła mnie do środka. Pobiegłam prosto do mojej garderoby i kilkoma szybkimi zdjęłam z siebie brudny golf. Zamiast niego włożyłam inny czarny golf, ale tym razem od Jil'a Sanders'a. Korzystając jeszcze z wolnej chwili poprawiłam włosy i spojrzałam na łóżko, gdzie wylegiwała się moja tygrysica, którą ocaliłam podczas podróży
-Thabita!-pogłaskałam ją po pyszczku.- Bądź grzeczna i nie sprawiaj kłopotów podczas mojej nieobecności...
   Opuściłam pokój i wróciłam do salonu gdzie czekali na mnie kumple.
-No to idziemy na pewną śmierć?-jęknęłam.
-Francuski nie jest taki zły-mruknęła Akiro zakładając na siebie swoje beżowe ponczo od Isabel Marant.-Mam pomysł poproś tego Chaza, aby zapytał Justina czy pouczyłby się z tobą.
-Li, bardzo śmieszne-powiedziałam z sarkazmem.
-No to co dziewczyny, idziemy do szkoły?
-A mamy jakieś inne wyjście?-z ironią w głosie zapytała Azjatka.
-Raczej nie-stwierdziłam z kwaśnym uśmiechem na twarzy.-Dobra ludzie, taksówka na nas czeka.
    We troje wsiedliśmy do taksówki omawiając co powinnam odpisać Somers'owi. Po kilkunastu minutach stania w korku byliśmy pod gmachem szkoły. Wysiedliśmy z samochodu w charakterystycznym kolorze i stanęliśmy na dziedzińcu wśród innych licealistów. Minęliśmy pierwszoklasistki, które cieszyły się z tego,że najpopularniejszy Kanadyjczyk nagrywa nowy album i szuka dziewczyny do teledysku.Kiedy obok nich przeszłam usłyszałam szepty dotyczące mojego dzisiejszego ubioru. Na środku dziedzińca dostrzegłam mojego chłopaka. Podeszłam do niego przedłużając każdy krok. W końcu stanęłam obok niego. Chciał pocałować mnie na przywitanie,ale ja się odsunęłam.
-Coś się stało Mel?-popatrzył na mnie z troską.- Znowu kłopoty z siostrą?
-Nie mogę tak dłużej...Nie zrozum nie źle... Jesteś naprawdę świetnym chłopakiem troskliwym,czułym, słodkim... Wszyscy twierdzą, że jesteśmy idealną parą królowa szkoły i kapitan drużyny szkolnej lacross'a. Niestety wszyscy się mylą. Nie pasujemy do siebie...Przykro mi to koniec.
-Jak się nazywa?-na jego twarzy malował się spokój, ale zdradziły go zaciśnięte w pięść dłonie.
-Ale kot?-zapytałam się jak idiotka.
-Ten facet dla , którego mnie rzuciłaś.
     Od tłumaczeń uratował mnie dzwonek. Ruszyłam szybkim krokiem w stronę wejścia do szkoły, wymijając grupki ludzi,którzy z zaciekawieniem przyglądali się sytuacji,która wcześniej zaszła pomiędzy mną a Danem.
Spojrzałam przez ramię i dostrzegłam pędzących za mną przyjaciół. Zwolniłam kroku i stanęłam pod drzwiami klasy od Francuskiego. Po chwili dotarli do mnie zdyszani z wypiekami na policzkach.
-Czemu tak pędziłaś?-wydyszała Akiro.-Czemu Dan się tak na ciebie patrzy?...A już rozumiem. Zerwałaś z nim , a on teraz odstawia szopkę. Dobrze zrobiłaś.
-Odpisałaś już Chaz'owi?-wtrącił Freddie.
-Tak. Dzisiaj idę z nim na lodowisko-uśmiechnęłam się szeroko i zignorowałam mojego byłego, który teraz stał za mną i odchrząknął.-Mam nadzieję, że nie zepsuję tego. A tak w ogóle co ja na siebie założę? 
-Mel, ja cię kocham! Chcę planować z tobą przyszłość! Chcę się z tobą zestarzeć!-mój ex chyba został przez coś opętany, bo wciąż rzucał obietnice na wiatr.-Daj mi jeszcze jedną szansę!
-Nie kompromituj się-powiedziałam wywracając oczami.
  W okół nas zaczęły się zbierać małe grupki gapiów.
-Z nami koniec. Już nic do ciebie nie czuje. I przyjmij to jak mężczyzna!
  Wiedziałam, że był to cios poniżej pasa dla kapitana drużyny lacross'a. Dzwonek oznajmił koniec przerwy i wspólnie z Li i Fred'em weszliśmy do sali. Zajęłam swoją ławkę w ostatnim rzędzie przy oknie. Nauczycielka,która była starą panną z zawsze grymasem na twarzy tak jak zwykle uwzięła się na mnie i musiałam dodatkowo napisać wypracowanie na kilka stron A4 o Quebekzykach.
   Reszta lekcji minęła całkiem spokojnie nie licząc kilku nagan za rozmawianie na lekcji astronomii i angielskiego. Wreszcie po kilku godzinach spędzonych na nauce mogłam spokojnie wrócić do domu. Stanęłam pod gmachem szkoły i wdałam się w rozmowę z przyjaciółmi,lecz naszą konwersację przerwał głos dyrektorki:
-Panno Truelove,proszę za mną do gabinetu.
-Proszę pani,ale według kodeksu szkoły-który ostatnio musiałam przepisywać-nie może mnie pani zatrzymać po lekcjach.
-W takim razie jutro panno Truelove, jutro pani przyjdzie wraz z siostrą do szkoły-powiedziała obojętnie,chociaż wiedziała, że był to cios poniżej pasa.-Do widzenia.
-Do widzenia-powiedziałam ze sztuczną uprzejmością.
  Kiedy odeszła wysyczałam kilka wulgarnych uwag kierowanych pod jej adresem. Usiadłam, a właściwie klapnęłam bezwładnie na brudny krawężnik i ukryłam twarz w dłoniach.
-Po prostu cudnie, mogę się pożegnać z Chazem ,wami,wypadami na kawę i premierą-byłam krok od płaczu,ale powstrzymała mnie wieść , że obok mnie stoi moja odwieczna rywalka.-Chyba , że...
-Tym razem nocujesz u Li. Ja nie chcę tym razem brać w tym udziału!
-Dobra Fred, urządzamy pidżama-party bez ciebie!-Akiro okazałą wielki entuzjazm wiadomością o moim noclegu w jej domu.-Okej pojedziemy do ciebie do domu,abyś się jeszcze przebrała na randkę z Chaz'em i wzięła ciuchy na najbliższe dni.Potem idziesz do mnie.
-Musimy zdążyć przed Catheriną inaczej nic z tego-prawie wybiegłam na ulicę,ale Freddie złapał mnie w ostatniej chwili. Zaczęłam nerwowo wymachiwać ręką wrzeszcząc "taxi". Po chwili podjechała do nas taksówka, do której weszłam z Azjatką.
   Po kilkunastominutowej jeździe byłyśmy na miejscu.Nie czekając na pokojówkę otworzyłam drzwi do domu swoim kluczem.Wnętrze było urządzone według najnowszych trendów,czyli pokoje były pełne bezużytecznych dodatków. Jedynie mój dwu poziomowy  pokój był urządzony tak jak ja chciałam, a nie jak jakiś projektant wnętrz,którego wynajmowała moja siostra. Wysokie okna od podłogi aż do sufitu ukazywały widok na całe Upper East Side i Central Park. Cały widok zapierał dech w piersiach. Rzuciłam torebkę na podłogę przy ogromnym łóżku, które zajmowało  większą część połowy pomieszczenia. Zbliżyłam się do wielkiej garderoby i wyjęłam z niej szarą bluzkę od Isabel Marant i czarne wąskie spodnie z zamkami na nogawkach zamiast szwów. Z osobnej części miejsca wielkiej szafy wyjęłam buty  z ciemnej skóry od Jeffrey'a Campbell'a, a następnie je wsunęłam na szczupłe stopy. Przerzuciłam wszystkie potrzebne rzeczy z torebki od Chanel'a do żółtej zaprojektowaną przez dom mody Balenciga. Na dworze panował lekki chłód, więc założyłam intensywnie pomarańczowy płaszcz, który kupiłam u Karen Miller. Do całego zestawu dobrałam kaszmirowy szal w kolorze fuksji od YSL'a,błękitne rękawiczki do łokci od Kate Spade,pierścionek z dużym oczkiem z turkusu i bransoletę od Juicy Couture.
     Z głębi garderoby wyjęłam torbę sportową od LV przygotowaną na takie wypadki jak teraz. Mówić szczerze ucieczki z domu zdarzały się średnio raz na dwa tygodnie. Wzięłam do ręki swoje blackberry i spojrzałam na wyświetloną godzinę. Wkrótce miałam się spotkać na lodowisku w Central Parku z Chazem. Do pokoju wpadła Akiro i odebrała ode mnie torbę. Wróciła do domu , a ja korzystając z wolnej chwili wyjęłam zeszyt i wyrwałam z niego kartkę. Chwyciłam czarny marker i napisałam jedno zdanie: "To przez ciebie i twoje twarde zasady. PS: Nie szukaj mnie,poradzę sobie - Melissa". Zostawiłam kartkę na widocznym miejscu i opuściłam dotychczasowy dom.
     

***
Hej, jak tam ludzie z wieścią, że macie 3 dni wolnego? 
Rozdział jest mega nudny,wiem,wiem. 
Ale takie rozdziały też muszą być... Następne będą pełne akcji.
I jeżeli nie będą ciekawe bijcie mnie po moich paluszkach i porwijcie wszystkie kartki.
Mam dziwaczną wenę na religii,historii i matmie xd Wyjmuje kartkę i zapisuje następne 3. lol
Dobra nie zanudzam. 
___________________________________________________________________________________
 

|01|- Słodka ( i lepiąca)


          Wybiegłam z pokoju trzaskając drzwiami .W korytarzu minęłam mojego pieska Milo i otworzyłam drzwi frontowe tak samo głośno zamykając je jak te poprzednie.Za swoimi plecami usłyszałam krzyk mojej siostry. Nie zamierzałam  na nią czekać, tylko zbiegłam po schodach ewakuacyjnych,które ratowały mnie od kazań Catheriny dzień w dzień. Będąc na pół piętrze do moich uszu dobiegły dźwięki uderzeń obcasów z metalową podeszwą. Jedynie moja siostra w tym wieżowcu miała botki od YSL’a, na które czekała kilka miesięcy na liście.Przyspieszyłam i zaczęłam przechodzić bokiem,aby nie przewrócić się na twarz w swoich botkach od Sam’a Eldman’a,chociaż wiedziałam, że mnie nie dogoni. Z gracją pokonałam ostatni stopień i ruszyłam zatłoczonym chodnikiem w stronę Starbucks’a ,mojej oazy spokoju, gdzie bez żadnego popędzania mogłam delektować się kawą.Wyjęłam perłowe blackberry i sprawdziłam  na dużym wyświetlaczu godzinę. Będę musiała chwilę poczekać na Li,moją najlepszą przyjaciółkę,która na prawdę nazywała się Akiro Yumishi.
        Mijałam ludzi, którzy jeszcze jedną nogą byli w łóżku i zupełnie śpiące osoby,które prawie się zataczały.  Z mojej ulubionej kawiarni wyszła głośna grupka chłopaków w moim wieku i jeden ogromny afroamerykanin po trzydziestce.Minęłam ich w drzwiach ignorując gwizdy na mój widok. Weszłam do środka. Ciepłe powietrze delikatnie ogrzało moje zmarznięte policzki. Jednak jesień w Nowym Jorku nie była najcieplejsza.Wkrótce miał spaść śnieg według anorektycznej pogodynki na kanale trzecim. Zdjęłam ciepłą futrzaną kamizelkę od ALICE i zajęłam moje stare miejscówki przy oknie. Wygrzebałam z torebki  pikowany,skórzany portfel od Chanel’a i stanęłam w kolejce po moją ulubioną kawę jak i Li. Będąc prawie przy kontuarze przypomniałam sobie, że dzisiaj Freddie miał wrócić z wypadu na Malediwy,więc zamówiłam mu bez kofeinową latte z odtłuszczonym mlekiem i z cynamonem,która była obłędna. Wiedziałam to,ponieważ piłam ją co ranek.Będąc już przy kasie zamówiłam trzy kawy i zaczekałam na zamówienie. Po kilku minutach odebrałam trzy kubki i gwałtownie się obróciłam.Poczułam, że zderzyłam się z czymś lub kimś rozlewając przy tym wszędzie kawę,na siebie i na osobę ,która weszła mi w drogę.
-Cholera-fuknęłam widząc , że mój czarny,kaszmirowy golf jest cały w kawie.-Przepraszam to moja wina. Powinnam się rozejrzeć za nim się odwróciłam.
     Podniosłam głowę i ujrzałam wysokiego chłopaka w moim wieku.Miał popularną fryzurę z grzywką a’la Bieber, wielkie zielone oczy z brązowymi refleksami.Jego twarz widziałam dzisiaj rano wchodząc do Starbucks’a. Miała lekko ciapowaty wygląd, ale przecież każda ciapa wyrasta na niezłe ciacho. Weźmy przykład aktora , który grał Nevill’a w Harrym Potterze.
-To moja wina-powiedział wciąż serdecznie się uśmiechając.-Masz na te kawy i pralnie chemiczną-wręczył mi stu dolarowy banknot i wyszedł mijając w przejściu dwójkę moich przyjaciół.
Spojrzałam na miny nowo przybyłych. Na twarzy Freds’a malowało się zdziwienie, a na wargach Li pojawił się tajemniczy,koci uśmieszek.Usiadłam na przeciwko nich i uniosłam pytająco wyregulowane brwi.
-No co?-Akiro uśmiechnęła się, kiedy usłyszała mój zmieszany ton.
-Rozlałaś naszą kawę-powiedziała niewzruszonym tonem.
-Aaa, tak...-wstałam od stolika.-Już idę!
Wróciłam do kontuaru i zamówiłam napoje,wciąż obserwując stolik , przy którym siedzieli moi kumple. Nachylili się ku sobie i zaczęli o czymś dyskutować.Spojrzałam krytycznie na swoje ubranie. Na środku czarnego golfa widniała duża plama. W dotyku była lepka i mokra. Niech to diabli! Mój ulubiony kaszmirowy golf był w klejącym się płynie. Odebrałam trzy nieszczęsne napoje i wróciłam do stolika. Zajęłam swoje miejsce na przeciwko Li i Fred’a.
-No bosh...Wpadłam na niego .-wzięłam głęboki oddech.-Nic więcej!...Co mam zrobić żebyście mi uwierzyli?
Koreanka tylko porozumiewawczo spojrzała na grupkę ludzi za szybą. Wśród nich stał ten chłopak,który mnie potrącił.
-Nie,nie zrobisz mi tego!-pokręciłam przecząco głową,nie wierząc , że moja najlepsza przyjaciółka zachowała się tak perfidnie i infantylnie.-Nie podejdę do niego. I nie poproszę o ŻADEN numer telefonu, a tym bardziej jego!
-Założymy się?
-Li przysięgam, że zabiję cię przy najbliższej okazji!-wstałam i założyłam futrzaną kamizelkę.
-Jeszcze mi podziękujesz-mruknęła.
-Ale ja mam chłopaka-jęknęłam,kiedy miałam już wyjść z budynku przez szklane drzwi.
-Od miesiąca chcesz z nim zerwać-powiedziała z nutką ironii w głosie.-No idź!
Wywróciłam teatralnie oczami i ociągając każdy ruch wyszłam z budynku trzymając kurczowo kubek z kawą. Ruszyłam pewnym krokiem w stronę grupki, ale z każdym krokiem byłam coraz mniej pewna. Wzięłam głęboki oddech i pokonałam dystans dzielący mnie od kompromitacji. Stanęłam bok niego i zaczęłam mówić w zawrotnym tempie swój monolog:
-Heeej-odwrócił się w moją stronę i promiennie się uśmiechnął.- Chyba mnie pamiętasz? To mnie oblałeś kawą, a właściwie to ja oblałam nas kawą, ale wina stoi po mojej stronie jak i twojej...
W odpowiedzi skinął głową , wciąż wspierając mnie uśmiechem. Czyli nic nie wskazywało,abym miała zaraz kapitulować.
-No i jest taka mała sprawa...-kontynuowałam.-Moja przyjaciółka ze względu na to, że rozlałam jej kawę...Za karę muszę poprosić cię o numer...
-Spoko,nie ma sprawy-powiedział wciąż się uśmiechając.-A tak przy okazji jestem Chaz.
-Melissa-powiedziałam odwzajemniając uśmiech.-Mel dla przyjaciół.
-Miło cię poznać-powiedział rozciągając każdą głoskę.-A i żeby było po równo.Musisz mi dać swój numer.
Przekrzywiłam głowę i popatrzyłam poważnie na chłopaka.
-No dobrze...-powiedziałam podając mu numer.-No to cześć!
    Odwracając się po raz kolejny tego dnia zderzyłam się z kimś. Podniosłam oczy i ujrzałam widok, który każdego by zaskoczył. I na pewno ściągnąłby tu wszystkie dziewczyny w przedziale wiekowym 5-18.
-Omójbożeomójbożeomójboże!...-moje oczy pewnie musiały wyglądać jak dwa wielkie talerze.- Chyba mam jakieś urojenia. Widzę Justina Biebera przed sobą.
-Shawty, nie masz urojeń-posłał mi uśmiech, przez który nie mogłam oddychać i stać prosto.
-Omójbożeomójboże mogę prosić o autograf?-posłał mi kolejny uśmiech i podpisał się na pomiętej kartce,którą mu podałam.-Li mi nie uwierzy! Co robisz w Nowym Jorku? Z tego co wiem nie masz żadnego koncertu...
-Powoli,shawty. Oddychaj-spojrzał na mnie swoimi czekoladowymi oczami i położył ręce na moich kruchych ramionach.-No wdech,wydech,wdech,wydech...-zaczęłam spokojnie oddychać, ale moje serce zaczęło robić jakieś akrobacje i walić jakby miało wyskoczyć.- Wkrótce się dowiesz co robię tutaj.
    Z ogromnym trudem opanowałam pisk radości,podniecenia i innych emocji , które teraz mnie opanowały. No , bo kto by nie skakał z radości na widok jego przystojnej twarzy z bliska i anielskiego,zachrypniętego głosu ? Raczej nikt.
-Mogę cię przytulić?-wypaliłam czerwieniąc się.
-Nie ma sprawy-podszedł do mnie i przyjaźnie uścisnął.-My niestety musimy już iść. Miło się gadało.
Pomachałam im. Nie mogłam nic z siebie wykrztusić,dopiero, kiedy wsiedli do samochodu wydarłam się jak głupia. Ludzie popatrzyli na mnie jak na wariatkę, ale oni nawet kiedy się uśmiechałeś patrzyli na ciebie jak na idiotkę z zaburzeniami psychicznymi. Szczerząc zęby wróciłam do kawiarni, żeby pochwalić się Azjatce i Fred’owi.


***
Pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że się spodobał...
Następny rozdział postaram się napisać wkrótce.
Liczę na szczere słowa krytyki, bo wiem , że piszę jak jakaś pięciolatka. 
PS:Nie wiem czy wam się spodoba,ale będę dodawać linki pod postem z polyvore.(ubranie Mel z tego rozdziału)
P&L
_________