|09|-Jakbyś miałą się ciąć to wołaj!

   Trzymając kurczowo mojego pupila podeszłam do drzwi luksusowego budynku , w którym mieszkała moja najlepsza przyjaciółka. Skinęłam głową portierowi i wsiadłam do windy, która miała zawieść mnie prosto do penhouse'a na ostatnim piętrze należącym do rodziny Akiro. Będąc na najwyższym piętrze  wysiadłam i stanęłam w wielkim przedpokoju z marmurową podłogą i drogimi tkaninami na ścianach.
-Och, witaj Melisso-z salonu wyszła wysoka kobieta z kruczoczarnymi włosami upiętymi w misterne upięcie.-Jak dawno cię nie widziałam... Co u ciebie?
-Nie narzekam, proszę pani. A jak pani się wiedzie?
-Dobrze, wiem , że pewnie przyszłaś tutaj pogadać z Akiro, a nie ze mną, więc Li jest u siebie. Freddie jest razem z nią...
Uśmiechnęłam się serdecznie i już miałam ruszyć schodami w stronę sypialni córki słynnej chińskiej aktorki kiedy usłyszałam entuzjastyczny okrzyk małego chłopca.Po schodach zbiegł mały brat mojej kumpeli, który trzymał kurczowo wielkiego persa za ogon.
-Melissa!!!-podbiegł do mnie wymachując kotem.-Dostałem kotecka!!! Ładny?
-Isao śliczny,ale nie wolno go tak nosić-odebrałam kociaka i pokazałam mu jak powinno się   prawidłowo nosić zwierzaka.
-Masz Milo!!!-rzucił kociątko w kąt i zaczął gonić mojego psa zapominając o mnie.
Jeszcze chwilę przyglądałam się jak malec gania mojego pupila, a potem zapomniałam o mojej silnej woli i łzy popłynęły niczym dwa strumienie po mich policzkach. Pobiegłam w stronę pokoju Li pociągając nosem. Bez pukania otworzyłam drzwi i weszłam do środka ze szklącymi się oczyma. I dopiero widząc niewyraźnie sylwetki moich przyjaciół obściskujących się na łóżku zrozumiałam jak bardzo ważne jest pukanie.
-Nic nie widziałam! A teraz wyjdę i wejdę jakby do niczego by tu nie doszło!-powiedziałam zasłaniając widok dłonią.
Zamknęłam drzwi i zapukałam, Kiedy usłyszałam ciche "proszę" weszłam do pokoju.
-Dobra, nic się nie wydarzyło. Ale należą mi się wyjaśnienia, Freds. Od ilu lat wmawiałeś mi , że jesteś homoseksualny!
-Nigdy niczego nie mówiłem ci o mojej orientacji seksualnej! I dla twojej wiadomości jestem biseksualny!
Nie odpowiedziałam  tylko się rozpłakałam jak małe dziecko. Azjatka zaraz do mnie podbiegła i przytuliła,a Fred jeszcze przez chilę udawał obrażonego , a potem zmiękł.
-To przeze mnie tak płaczesz?-zapytał głaszcząc mnie po głowie.-Przepraszam, jeżeli tak.
-To ja przepraszam. Dzisiaj wszyscy na mnie krzyczą, a mi się nic nie udaję. Wszystko niszczę i jestem do dupy!-powiedziałam przez łzy.-Pokłóciłam się z Justinem! I przerwałam wasze obściskiwanki.
-Mel,nic się nie stało-Li jeszcze mocniej mnie przytuliła.- A to nie ty powinnaś się obwiniać za wasze kłótnie. -Ile czasu minęło od waszej sprzeczki?
-Niecałe 30 minut-otarłam łzy wiedząc o czym myśli mój kumpel.-Ale z nim jest inaczej...
-Facet to facet. Zaraz mu dokopiemy-powiedziała Akiro sięgając po moją komórkę z torebki,którą przed sekundą upuściłam.-Ale jak? Ja prawie o nim nie wiem.
-Wiem, jak mu dokopać, ale on się załamie. Nie zasługuje na to...-zaczęłam gryźć moją wargę, a Azjatka podała mi moje blackberry.-Myślicie , że to dobry pomysł?
-To jest świetny pomysł. On cię skrzywdził, teraz ty się na nim zemścij-Li objęła mnie ramieniem i przyciągnęła do siebie.-No już ,wybierz jego numer.
Drżącymi dłońmi nacisnęłam zielony przycisk i przyłożyłam telefon do ucha.Przecież lekkie drażnienie niczemu nie powinno zaszkodzić. Myślałam, że po chwili włączy się poczta głosowa, ale po sekundzie odebrał.
-Mel?-usłyszałam jego głos w słuchawce.-Miałem właśnie do ciebie dzwonić z przeprosinami.
Czułam jak mięknie mi serce, ale spojrzenie mojej przyjaciółki popychało mnie do tego,aby odgryźć się na Bieberze.
-Nie musisz przepraszać-wiedziałam,że w duchu mu ulżyło,ale nie na długo.-Rezygnuję z występu w teledysku i Justin nie powinniśmy się spotykać. Nie dzwoń do mnie, a najlepiej zapomnij o mnie.
-Shawty,ale jak mam zapomnieć o wczorajszej nocy?
-Nie moja sprawa-z trudem powstrzymywałam łzy, zanim się rozłączyłam powiedziałam bezbarwnym tonem:-Żegnaj.
Straciłam władzę w nogach. Załamałam ręce i klapnęłam na sofę stojącą przy drzwiach prowadzących na taras. Jeszcze chwilę powstrzymywałam się od płaczu, ale w końcu dałam za wygraną i rozryczałam się jak małe dziecko. Akiro znowu zaczęła mnie pocieszać i wmawiać, że nie był mnie wart.
-Dacie mi chwilę?-zapytałam podkulając kolana pod brodę.
-Jakbyś miała się ciąć to wołaj-powiedziała opuszczając pokój.
   Nie minęła minuta,kiedy wróćiła oznajmiając:
-Bieber do ciebie.
Podniosłam się i otarłam wierzchem dłoni krople z moich rzęs. Poprawiłam kosmyki włosów i moment później do środka wszedł Justin z wielkim bukietem róż i miną ,która spowodowała, że zmiękło mi serce. Aczkolwiek wciąż stałam jak słup z pokerową miną przypatrując się jak Kanadyjczyk do mnie podchodzi.
-Lisso,kocham cię i wybacz mi...Proszę.-podszedł do mnie widząc , że chwiejąc się opadłam na krzesło z wrażenia.
    No , bo wiecie kto by nie zwariował słysząc wyznanie miłości z ust słynnego piosenkarza. Nawet od zwykłego licealisty to już wyróżnienie. Co prawda słyszałam wiele wyznań miłości, ale żadne nie było wypowiedziane z serca jak te.
     Justin uklęknął przy mnie i przyjrzał mi się uważnie.
-Płakałaś? Przeze mnie? Jeżeli ta,k te 100 róż nie wystarczy. Nawet nie wiem czy w tym pokoju starczyłoby miejsca na tyle róż, abym wynagrodził ci każdą łzę.
   Niewiele myśląc rzuciłam mu się na szyję płacząc. Tym razem łzami szczęścia.
-Wybaczam ci, a ty wybaczysz mi?-zapytałam tuląc się do niego.
-Zapomniałem o wszystkim zanim odjechałem.
-Chodźmy stąd, bo przeszkadzamy Li-powiedziałam ciągnąc Biebera za rękę w stronę wyjścia.
    Po drodze założyłam zielony płaszcz od Valentino i resztę ciepłych ubrań.
-Czyli jednak wystąpisz w teledysku?-zapytał biorąc na ręce Milo,który zaczął biegać w okół naszych kostek wesoło ujadając.
-Justin,sama nie wiem. Boję się... A co na to moje fanki?
-Nimi się nie przejmuj. Decyzja należy do ciebie-pocałował mnie w czoło.-Pojedziesz ze mną do Jazmyn i Jaxona? Mała na pewno będzie cię uwielbiać od pierwszej chwili kiedy cię zobaczy, a Jax na pewno zmusi cię do układania klocków, albo udawania dinozaura.
-Nie będę wam przeszkadzać w waszych rodzinnych sprawach?-zapytałam nie pewnie.
-Mel,ty już należysz do rodziny-przyłożył moje czoło do jego tak,że stykaliśmy się nosami i jego oddech muskał moje rzęsy.-Chyba masz gorączkę...
-Co ty nie powiesz doktorze Bieber...
-Shawty,mówię poważnie. Jesteś cała rozpalona.
-Pewnie lekkie przeziębienie-kichnęłam.-Nic wielkiego.
-Weźmiesz jakąś tabletkę, może zbije gorączkę.
-Just zachowujesz się jakbym była jakiś jajkiem w delikatnej skorupce...
-Bo nie chcę , żeby stałą ci się jakaś krzywda-winda się otworzyła. Kiedy weszliśmy nie chciałam kontynuować rozmowy,ale Kanadyjczyk miał inne plany.
-Pojedziemy do lekarza!
-Nie-jęknęłam.-Zaklinam cię nic mi nie jest!
-Dobra, jeśli coś ci się stanie, będzie to twoja wina.
      Wysiedliśmy z windy i wsiedliśmy do czarnego Ferrari.


***
Cześć wszystkim!
Chciałabym wam życzyć 'hapi niu jera' i spełnienia marzeń! <3

|08|-Ale czy aby na pewno ona nie gryzie?

    Jasne promienie porannego słońca wpadły do pokoju muskając moje powieki.Zatrzepotałam rzęsami, aby przyzwyczaić się do jasnego światła.Przeciągnęłam się i szeroko ziewnęłam. Pora wstawać, nawet mój wklęsły brzuch o tym wiedział. Rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu czegoś o mogłabym na siebie założyć. Niestety w okół nie było niczego, oprócz pomiętej kołdry na dywanie i wczorajszych ubrań. Może w szafie Justina znalazłabym jakąś koszulkę,która mogłaby tymczasowo posłużyć jako ubranie.Chwyciłam bladoróżową koszulkę i wczorajszą bieliznę. Na paluszkach podeszłam do szuflady , z której wyjęłam za duży T-shirt. Kilkoma bezgłośnymi krokami doszłam do ogromnej ,luksusowej łazienki.Szybki gorący prysznic pomógł mi się zrelaksować. Nie mogłam wysuszyć włosów, bo nie mogłam znaleźć żadnej suszarki. Ubrałam się i wróciłam do sypialni. Bieber jeszcze słodko spał na dywanie przykryty lekką kołdrą. Wymknęłam się z pokoju i weszłam do przestronnej kuchni.Zajrzałam do lodówki. W środku było mnóstwo produktów,ale nie znałam się na gotowaniu. Potrafiłam jedynie zrobić najprostsze potrawy. Czyli mogłam co najwyżej zrobić jajecznicę i kanapki. No i może zrobiłabym naleśniki, ale z wielkim trudem. Z lodówki wyjęłam jajka i inne rzeczy potrzebne do zrobienia ciasta na naleśniki. Wrzucając mąkę do dużej,metalowej miski. Zanim zaczęłam dodawać inne składniki włączyłam radio. Niezbyt głośno,aby nie obudzić Kanadyjczyka.Rozgrzałam patelnię i wylałam na nią ciasto. Z głośników wydobyła się melodia nowego hitu LMFAO. Po kilku taktach piosenka tak mi się spodobała , że zaczęłam kręcić swoimi biodrami w rytm piosenki, zapominając o naleśnikach i reszcie świata. Dopiero po kilku minutach, kiedy piosenka się skończyła ocknęłam się.W kuchni rozległ się ciągły dźwięk, który drażnił moje bębenki uszne. Rozejrzałam się dookoła. Wszędzie było mnóstwo dymu,który wydobywał się kłębami z patelni.
-Co się dzieje?!-do kuni wbiegł Justin w biegu zakładając bokserki.- Czemu tu jest tyle dymu?!
Stanęłam jak zagubione dziecko na środku pomieszczenia i rozpłakałam się. Bieber z zatroskaną miną podszedł do mnie i przytulił.
-No spokojnie...Nic się nie stało-pocieszał mnie dusząc się szarym dymem.-No już nie płacz...
-Jestem do dupy...-wybuchłam spazmatycznym płaczem.- Chciałam...(chlip) ci zroobić (chlip)... naleśniki...Jestem do niczego...!
-Nie prawda-popatrzył mi w oczy i dotknął mojego policzka.-Dla mnie jesteś idealna  i w sumie ja też nie nie potrafię gotować.
-Historia z tortem?-przypomniał mi się tekst o moim lubym w Seventeen.
-Między innymi-powiedział z uśmiechem.-Musimy tu trochę wywietrzyć... Pootwierasz okna? Ja się zajmę przygotowaniem czegoś na śniadanie.
Przytaknęłam i otworzyłam gigantyczne okna. Na zewnątrz lekko mżyło. Brrr... Nie lubię jak mży,a tym bardziej pada. Zapach spalenizny szybko się ulotnił,a pojawił się przyjemny zapach smażonych jajek.
-Mel będziesz tak miła i zerwiesz kilka listków mięty-powiedział robiąc coś przy patelni.-Doniczka z nią stoi tam-wskazał na kącik z ziołami.
Zerwałam kilka listków najbardziej rozrośniętej roślinki. Kanadyjczyk już kładł jajka na talerze ,więc wręczyłam mu je.
-Dzięki-uśmiechnął się promiennie.-Dobra, śniadanie gotowe. Nie jest zbyt wykwintne, ale mama nadzieje, że będzie ci smakować.
Położył talerze na biało-beżowym blacie,wciąż szczerząc do mnie zęby. Usiadłam na wysokim stołku barowym obok Biebera.
-Mel...?-zaczął piosenkarz,a ja uniosłam pytająco brwi.-Pamiętasz tą piosenkę,którą puszczałem ci w studiu? No,bo widzisz będę kręcił do niej teledysk. Potrzebuję do niego dziewczyny...Pomyślałem o tobie,ale nie wiem czy się zgodzisz...
-Mówisz poważnie?-powiedziałam odkładając widelec.-Chcesz żebym wystąpiła w twoim teledysku?
-O ile się zgodzisz...-nie pozwoliłam mu dokończyć, bo rzuciłam się na niego i ucałowałam.-Czyli się zgadzasz?
-Tak!!!-pisnęłam radośnie.-Ale czy twój menadżer się zgodzi? Scooter chyba mnie nie lubi.
-Scooter nie ma nic do powiedzenia-powiedział całując mnie w czubek nosa.-Spędzisz ze mną jeszcze popołudnie?
-Oczywiście,ale będę musiała jeszcze zajrzeć do domu po ubrania.
-Aż tak ostro pokłóciłaś się ze starymi?
-Zginęli w wypadku jak miałam 11 lat. Mieszkam z moją starszą siostrą.
-Współczuje-położył swoją dłoń na moją, a ja blado się uśmiechnęłam.-Daj mi chwilę i już jedziemy.
   Prawie zapomniałam, że był w samych bokserkach od C.Klein'a. Lekko uniosłam kąciki ust i założyłam spodnie od dresu,które wczoraj dostałam od Justina. Praktycznie byłam gotowa, ale spędziłąm jeszcze kilka minut siedząc na sofie wpatrując się w ścianę na przeciw.
-Gotowy-przekazał wychodząc z sypialni.
-Gotowa-mruknęłam zakładając na siebie bluzę od dresu.
Zamknęliśmy za sobą drzwi i stanęliśmy obok siebie trzymając się za ręce.
-Kiedy zaczynają się zdjęcia do teledysku?-zapytałam patrząc na nasze dłonie.
-Możemy zacząć nawet jutro-powiedział nachylając się do pocałunku.-Potrzebowaliśmy tylko dziewczyny.
-Mnie-musnęłam jego wargi,ale on nie zamierzał zakończyć na jednym pocałunku,więc wpił się w moje usta napierając na nie.
-Zgadza się-uśmiechnął się i pogładził mnie po policzku.
   Wsiedliśmy do samochodu dyskutując o na jakiś nudny temat.
-No to gdzie mam cię zawieść?-zapytał patrząc na mnie wielkimi czekoladowymi oczami.
-Wysadź mnie tutaj, zaraz wracam-otworzyłam drzwiczki i miałam już wychodzić kiedy Bieber złapał mnie za nadgarstek
-Mel, mogę iść z tobą?-powiedział puszczając mój nadgarstek i wysiadając z Ferrari.-Bo widzisz ja jestem bardzo opiekuńczy i najlepiej w ogóle nie wypuszczałbym cię z objęć.
-Dobrze, ale ostrzegam moja siostra nie jest taka słodka i nawet to, że jesteś tym Justinem nic ci nie pomoże.
-Poradzę sobie-powiedział całując mnie czule i biorąc za rękę.
-Nie boisz się, że paparazzi nas przyłapią i dowiedzą się o tym , że zerwałeś z Seleną?-zapytałam.
-Pieprzyć paparazzich,pieprzyć serwisy plotkarskie-stanął na środku chodnika i przyciągnął mnie do siebie kładąc dłonie na moich biodrach.-Liczymy się tylko my! Ty i ja!
-Justin... Tu są ludzie-mruknęłam niewzruszona. Czerwone plamy na jasnej cerze zdradzały tylko moje zakłopotanie.
-Niech wszyscy wiedzą!-uniósł głowę do nieba i wziął głęboki oddech , aby głośno krzyknąć
-Justin proszę cię nie rób tego-szepnęłam prawie bezgłośnie.
-Dobrze,shawty-powiedział wpijając się w moje wargi,które jeszcze płonęły po ostatnich pocałunkach.-Idziemy?
Przytaknęłam i weszłam do budynku. Po kilku minutach czekania na windę wreszcie weszliśmy do apartamentu.
-Alejandra, kto przyszedł?-usłyszałam głos mojej siostry z salonu.-Halo?
-Bądź cicho-uprzedziłam Kanadyjczyka i zaczęłam skradać się do mojego pokoju.-Teraz się trochę schyl,bo walniesz głową w tą półkę.
Zastosował się do mojego polecenia i nie zauważeni przeszliśmy do mojego pokoju. Dopiero w drzwiach Milo zaczął radośnie ujadać na mój widok.
-No cicho!-cicho krzyknęłam na psa.-Proszę, Miluś bądź grzeczny...
-Melissa-w korytarz stanęła Catherina z założonymi rękami.-Gdzieś ty się podziewała dziewczyno?! Wiesz co ja tu przeżywałam?!
-Bzykałaś się ze swoim asystentem? A może znalazłaś już nowego?-rzuciłam sarkastycznie szarpiąc klamkę.-Albo wiem poderwałaś mojego kumpla i jest teraz w sypialni...
Przeszłam do końca korytarza i otworzyłam szeroko drzwi do sypialni starszej siostry. No i jak się spodziewałam na białej pościeli leżał mój były chłopak Dan.
-Mel?-zapytał zdziwiony.-To nie tak jak myślisz...
-Nie wysilaj się, wiem , że moja siostra to modliszka.-powiedziałam wycofując się z pokoju na korytarz.-A teraz pozwól mi w spokoju wziąć swoje ubrania i oddalić się z tego miejsca.
Otworzyłam drzwi od swojego pokoju i wyjęłam wielki kufer od LV i wrzuciłam do środka wszystkie rzeczy jakie w padły mi ręce.
-A i tak przy okazji, wiesz , że mogą cię zamknąć za gwałt na nieletnim?-rzuciłam z największym sarkazmem na jaki mnie stać.-Justin weźmiesz to?
Przytaknął i wziął do ręki nieporęczny pakunek. Ja kontynuowałam wrzucanie wszystkich ubrań do kolejnej walizki.
-Alejandro, przygotuj Thabitę to wyjazdu!-krzyknęłam ignorując straszą Truelove,która teraz próbowała mi się wytłumaczyć.
-Dobra,siostrzyczko ja wyjeżdżam. Nie wiem gdzie, ale na pewno nie wrócę tutaj. Święta spędzę najprawdopodobniej w Aspen.-powiedziałam zrzucając z siebie dres i zakładając sweter w paski,ciasne granatowe rurki i buty od Isabel Marant. Z wieszaka zdjęłam zielony,skórzany płaszcz od Valentino,szal w kolorze butelkowym i rękawiczki od tego samego projektanta co płaszcz.
-Thabita już gotowa?-zapytałam biorąc pod pachę Milo i chwytając wielką walizkę.
-Tak proszę panienki. Ten młodzieniec wziął klatkę z małą.
-Do zobaczenia Alejandro-uściskałam kobietę w średnim wieku i wyszłam z apartamentowca.
  Skierowałam się do samochodu Biebera. Minęłam kobietę w starszym wieku pouczającą swoje małe dziecko. Kanadyjczyk wysiadł z auta i podbiegł do mnie biorąc ode mnie walizkę.
-Nie mówiłaś, że masz tygrysa!-powiedział kiedy oboje już siedzieliśmy w środku.
-Po pierwsze to jest ona i ma na imię Thabita, a po drugie nic ci nie zrobi-powiedziałam głaszcząc wielką kulkę siedzącą mi na kolanach.-I jest łagodniejsza od kotka.
-To dlaczego się rzuca w tej miniaturowej klatce?-przerażony odpalił silnik i wyjechał na drogę.
-A ty byś się nie denerwował, że zamknęli cię w metalowym kwadracie?-zapytałam.
-No, może...ale jak na razie nikt mnie nie zamknął w żadnej klatce-starał się nie patrzeć w stronę małej tygrysicy.-Na pewno mnie nie ugryzie?
-Ile razy mam ci powtarzać , że jesteś bezpieczny w jej towarzystwie?-powiedziałam patrząc z rozbawieniem na Kanadyjczyka.-Bardziej możesz obawiać się Milo.
-A co jak mi jaja odgryzie?-wybuchłam głośnym śmiechem i spojrzałam na mojego lubego,który  teraz miał minę zbitego psa.-Ja mówię poważnie.
-Wiem-wciąż dławiłam się ze śmiechu.-Dobra, będę poważna tylko nie patrz tak na mnie!
-Skupiam się na drodze. I wybacz, że nie jesteś pępkiem świata. Są jeszcze inne priorytety niż ty!I nie patrzę na ciebie podczas jazdy!
-A co robiłeś przed chwilą?-powiedziałam przytulając do piersi moją włochatą kulkę.-Wysadź mnie tutaj,jeżeli chcesz tak rozmawiać! I nie zapominaj, nie tylko ty starasz się o moje względy!
-Mel...-zaczął , ale kiedy zdał sobie sprawę z tego co powiedziałam, zatrzymał się gwałtownie wzbudzając wściekłość w kierowcach za nami.-Proszę bardzo, wsiadaj! Nic cię tu nie trzyma!
Zrobiło mi się smutno,bo myślałam, że chociaż trochę mu na mnie zależy po wczorajszej nocy. Byłabym szczęśliwsza gdyby złapał mnie za nadgarstek i natarczywie by mnie pocałował.
-Jak sobie chcesz-chwyciłam torebkę i Milo, i wysiadłam trzaskając drzwiami.-Zawieź moje rzeczy do Chaza!
Ruszyłam chodnikiem z wysoko uniesioną głową. Czułam, że w moich spojówkach zaczyna się robić wilgotno.Otarłam wierzchem dłoni łzy i ruszyłam w stronę domu Li.
-Milo zawsze będziesz przy mnie?-zapytałam, a on w odpowiedzi zawył.

 Życzę wszystkim wesołych świąt!
Jego wciąż nie ma. 
I wytłumaczcie czemu zawsze obrywam z headshota a potem dowiaduje się od Martineza, że 
to Emil mnie jebnął kilka razy -,-' ?

___________________________________________________________________________________

|07|-Zwycięstwo, ale czy ,aby na pewno?

    Po kilku godzinnej cudownej randce wreszcie wróciliśmy do penhouse'a Justina. Ostatnie trzy godziny spędziliśmy w Central Parku całując się na moście,karmiąc kaczki i spacerując w okół stawu. Nawet odważyliśmy się popłynąć łódką, ale oboje doszliśmy do wniosku, że nie  najlepiej wiosłujemy. Zdjęłam z siebie kożuch i usiadłam na wielkiej kanapie.
-Mel,a ty jeszcze nie gotowa?-zapytał Kenny,który dopiero co wszedł do pokoju.
-A już idziemy?
-Za momen...
-Cholera! Nie mam żadnych rzeczy do ćwiczeń....-przerwałam mu.
-Ja ci coś pożyczę-powiedział Bieber,którego wcześniej nie zauważyłam.-Powinienem mieć coś w twoim rozmiarze.
    Wspólnie poszliśmy do pokoju Kanadyjczyka. Przez całą drogę nie odezwaliśmy się do siebie. Kiedy oboje znaleźliśmy się w sypialni należącej do piosenkarza.Podszedł do mnie i wpił się w moje wargi.
-Nie możemy tu za długo siedzieć-powiedziałam odsuwając się od Biebera.
-Dobrze, ale wieczorem siedzimy, a właściwie całujemy się bez oporów.
-Oczywiście-powiedziałam muskając jego wargi.-Masz dla mnie jakiś dres?
-Mhm,powinienem mieć gdzieś od D&G...-zaczął grzebać po szufladach.-Kupiłem go kiedyś dla Seleny,ale stwierdziła, że nie będzie grać w kosza albo chodzić w nim. Znalazłem!
    Z szuflady wyjął szare spodnie od dresu,a następnie bluzę od kompletu.
-Weź go sobie.Mi się nie przyda.
-Dzięki...-wycofałam się do drzwi .-Teraz idę się przebrać. Do zobaczenia w salonie.
    Pobiegłam do pokoju i zrzuciłam z siebie ubrania i założyłam dres, który dał mi Bieber i luźną kaszmirową koszulkę od CALYPSO. Na stopy wsunęłam szare Vansy. Poprawiłam włosy i opuściłam pomieszczenie, i dołączyłam do wszystkich w salonie.
-Idziemy?-zapytałam.
   W odpowiedzi wszyscy skinęli głową. Zauważyłam, że do naszego towarzystwa dołączył menadżer Kanadyjczyka.Razem zeszliśmy do wielkiego SUV-a opędzając się od ogarniętych furią nastolatek. Po kilku minutach szarpaniny i kilkunastu spędzonych na podpisywanie kartek i różnych części ciała, wreszcie wsiedliśmy do samochodu. Jedna dziewczyna mnie rozpoznała. Nie żebym była wielką celebrytką,ale wzięłam udział w kilkunastu sesjach dla TEENVOGUE'a i jeszcze w innych magazynach.Teraz wzięłam się za aktorstwo ,wkrótce na ekrany wchodził film ze mną w roli głównej.Przez ostatnie pół roku musiałam udawać zakochaną w Taylorze Lautherze, który był moim filmowym partnerem. Nie powiem, że było źle, ale mogło być lepiej.  Z rozważeń o mojej"karierze wyrwał mnie głos Kenny'ego,który zaczął dyskutować ze Scooterem na temat drogi.Siedząc na przeciwko Ryana czułam się nie zręcznie, nawet nie wiecie jak bardzo. Szczególnie, że byłam wciśnięta pomiędzy Justina,który trzymał moją dłoń rozmawiając razem z ochroniarzem i Braunem, a Chazem który podobnie jak Bieber ściskał moją rękę. Prawie zapomniałam o Shay,która posyłała mi jadowite spojrzenia. Cudowna atmosfera,prawda? Minuty mijały, a my wciąż siedzieliśmy w ogromnym SUV-ie. Kiedy lekko przymknęłam powieki rozległ się głos Hamiltona:
-Dzieciaki, jesteśmy na miejscu!
Wysiedliśmy i udaliśmy się w ślimaczym tempie do wielkiego budynku.
-Mel, na pewno wygrasz...-szepnął Somers kiedy wchodziłam na boisko.-Dla mnie .
w odpowiedzi posłałam mu promienny uśmiech.
   Po drugiej stronie pojawiła się moja przeciwniczka w dresie od Juicy Couture, ze starej kolekcji. Spojrzałam na Kanadyjczyka,który kłócił się ze swoim menadżerem. Sekundę później odwzajemnił spojrzenie i posłał mi uśmiech. Z obmyśleń wyrwał mnie głośny hałas gwizdka Kenny'ego. Przez trzy czwarte przegrywałam , ale pod koniec kiedy Kenny już prawie oznajmił zwycięstwo Shay ja rzuciłam do kosza trzy razy za trzy punkty. Zaczęłam prowadzić dwoma punktami  i mierzyłam się do kolejnego rzuty kiedy Hamilton dmuchnął w gwizdek, a wszyscy wydali okrzyk radości. Chaz podbiegł do mnie , a ja wskoczyłam mu w ramiona z entuzjastycznym okrzykiem na ustach.
-Wiedziałem, że wygrasz ten mecz...-nachylił się i szepnął mi do ucha.
-Bez twojego dopingu nie dałabym rady.
-Dobra dziewczyny, teraz my wchodzimy na boisko!- Ryan zrzucił bluzę i pobiegł na boisko trzymając w lewej dłoni piłkę.
   Ja usiadłam na jednym z plastikowych krzesełek przy boisku i założyłam nogę na nogę. Przyglądałam się rozgrywką chłopców. Po kilku rozegranych meczach, kiedy opanowałam już mój dopingujący okrzyk . Scooter oznajmił:
-Dzieciaki pora wracać!
Zaczęłam zbierać wszystkie swoje rzeczy i wrzucać drobiazgi do swojej torebki kiedy poczułam czyjąś dłoń najpierw na mojej tali, a potem na biodrze. Odwróciłam się i chociaż wiedziałam kogo zobaczę, zaskoczył mnie widok Biebera ze zmierzwionymi włosami i zaczerwionymi policzkami.
-Mogę cię gdzieś dzisiaj zabrać?-zapytał szelmowsko się uśmiechając.-Nie będziesz musiała się przebierać.
-Na pewno? W dresie nie najlepiej wyglądam.
-Ty nawet w worku świetnie byś wyglądała!
-Dzięki-posłałam mu promienny uśmiech.-No ro gdzie mnie zabierasz?
-Niespodzianka...-powiedział delikatnie muskając moje wargi.-No to idziemy?
Skinęłam głową i idąc obok siebie wsiedliśmy do czarnego Ferrari, które skądś się tu wzięło podczas naszej nieobecności, ale nie zamierzałam wnikać w szczegóły.Kanadyjczyk szarmancko otworzył mi drzwiczki , a ja uśmiechając się wsiadłam do sportowego samochodu.
-Kiedy dowiem się gdzie jedziemy?-zapytałam po pół godzinnej jeździe.
-Zaraz,moja niecierpliwa Melisso...-powiedział skupiając się na drodze.-Dobra jesteśmy na miejscu.
Zanim zebrałam się , żeby otworzyć drzwiczki Bieber już grzecznie uchylił je.
  Posłałam mu serdeczny uśmiech i trzymając się za ręce weszliśmy do windy, która wjechała na prywatne piętro  należące do Justina.
-Witam w moich skromnych progach -powiedział kiedy drzwi się rozsunęły.-Nie jest jeszcze całkiem urządzone...
Ściana na przeciwko ukazywała w całej okazałości Upper East Side nocą i migoczącą wstążkę,którą była East Rivier. Podeszłam do okna i musnęłam opuszkami palców szybę.
-To jeszcze nie wszystko...-zaprowadził mnie do pokoju z wielkim puchatym dywanem zamiast łóżka. Okna sięgały od podłogi aż do samego sufitu i ukazywały jeszcze piękniejszy widok.
Bieber pocałował mnie w kark i delikatnie zsunął ze mnie bluzę. A potem wszystko potoczyło się bardzo szybko...

***
Rozdział dedykuje mojej kochanej kitsunechan, która ma dzisiaj urodziny. Życzę jej dużo snów z yaoi i wieeelu pomysłów na nowe wątki w opowiadaniu. <3 
A Emilka przeżywa załamanie i pytanie do moich kochanych czytelniczek : Da się umrzeć z tęsknoty, za kimś kogo prawie się nie zna?
_________________________________________________________________________________

|06|-Przyjechała tu aż z Stanford, a on nie chce się przywitać!

    Po całej nocy spędzonej na przewracaniu się z boku na bok zapadłam wreszcie  w głębszy sen. Śniło mi się , że leżałam w tym samym łóżku co teraz tylko, że pomiędzy Justinem,który dobierał się do mnie i robił mi malinki, a Chazem, który gładził mnie delikatnie po policzku. Chciałam krzyknąć, ale z moich ust nie wydobył się żaden dźwięk. Przyjrzałam się dokładnie obojgu i dostrzegłam, że ich oczy nie wyrażają niczego. Jakby byli zaprogramowani do tego...Teraz oboje zaczęli się nade mną nachylać i nachalnie zrywać ze mnie ubranie. Dobrze widziałam jak Somers rozpina rozporek. Z mojej krtani wydobył się paniczny wrzask, a po moich powiekach popłynęły dwa strumienie ciepłych łez.
    Gwałtownie otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Wszystko było bez zmian. Chaz leżał na mojej piersi i jedną ręką ją obmacywał i ślinił się przyciskając policzek do drugiej.
    Delikatnie go od siebie odsunęłam i wyszłam na paluszkach z pokoju. Otworzyłam sąsiednie drzwi i weszłam do pokoju Justina. Bieber już wstał  i teraz w samych bokserkach siedział na łóżku z laptopem na kolanach.
-Słodko wyglądasz w samej koszulce-powiedział odłożywszy komputer na etażerkę obok łóżka.
-Z szopą na głowie szczególnie-wtrąciłam.-Ale dziękuję za komplement.
-Podziękowania przyjmuje tylko w pocałunkach-podszedł do mnie i naparł na moje wargi.-Za komplement należą się jeszcze cztery.
-Co za zdzierstwo-mruknęłam i zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam go tak samo gorliwie jak wczoraj.
-Tęskniłem.
-Dziś będę spała u ciebie-wskoczyłam na niego i uczepiłam się go jak małpka.-Boję się spać sama,bo mam koszmary.
-I co my z tym zrobimy?-powiedział między pocałunkami.-Nie pozwolę ci spać...
-Śniadanie!!!-usłyszeliśmy głos Kenny'ego zza drzwi.
    Szybkim ruchem wygładziłam włosy i poprawiłam koszulkę od Isabel Marant,która ledwo zasłaniała mi tyłek. Wyszłam z pokoju sprawdzając czy przypadkiem nie ma tam Chaza. Będąc pewna wolnej drogi ruszyłam korytarzem pewnym krokiem. W kuchni był tylko Hamilton z miską musli w ręce.
-Dzień dobry-powiedziałam siadając na stoliku barowym.
-Dobry,doby-mruknął robiąc krótką pauzę.-Widzę, że rozkochałaś w sobie Chaza i Justina.
-Dlaczego tak uważasz?-zapytałam jak idiotka.
-Widać po tym jak po tym jak na patrzą na ciebie.Nawet ślepy by zauważył-ochroniarz wziął głęboki oddech.-Dziewczyno, nie zazdroszczę ci. Oboje są świetni na sówj sposób.
   Do kuchni weszli kumple rozmawiając o jakiejś nowej grze na konsolę.
-O czym gadacie?-zapytał Somers siadając obok mnie.
-Cześć ludzie!-do pokoju weszła wysoka szatynka z krzywym nosem.
   Była ubrana w jakieś ciuchy od Wet Seal'a z zeszłego sezonu i buty, które kupiła pewnie na wyprzedaży w Macy's. I w sumie żaden element do siebie nie pasował, bo kto ubiera podróbki EMU Australia w kolorze jasnego brązu do jasnej błękitnej bokserki i szaro-białego płaszcza ? Szczególnie, że wykończenia butów były w kolorze fuksji!
-Shay skąd się tu wzięłaś?-zapytał zaskoczony Chaz.
-Nie cieszysz się? Przyjechałam tu aż z Stanford, a ty nawet mnie nie przywitasz?
  Spojrzałam na Ryana,który teraz złośliwie się do mnie uśmiechał. Wiedziałam , że to on ją tu sprowadził,aby pogodziła się ze swoim byłym. Tylko nie wiedział, że ja łatwo nie odpuszczam.
-Chaz ja pójdę się przebrać i zaraz pójdziemy-musnęłam jego usta i teraz odwzajemniłam uśmiech Butlerowi. nawet nie wiecie jak zaskoczona mina Shay mnie ustafakcjonowała.
    Wróciłam do sypialni i ze swojej torby,którą po drodze wzięłam od Li. Wyjęłam z niej : czarny golf z krótkim rękawem kupiony w Barneys,długą zwiewną spódnicę do kostek w kolorze nude ( spódnica maxi), kożuch od Karl'a Donoghue i długi kaszmirowy szal, i botki w podobnym kolorze co spódnica.
   Ze stosikiem ubrań zamknęłam się w łazience i oddałam się przyjemności. Stanęłam pod strumieniem gorącej wody i delektowałam się kroplami spływającymi wzdłuż mojego kręgosłupa. Po kilku minutach wyszłam z kabiny i wtarłam w siebie balsam od D&G. Wysuszyłam w ekspresowym tempie włosy i zaczesałam je i zaplotłam je w luźny warkocz na boku. Z kosmetyczki wyjęłam bezbarwny błyszczyk od Dolce& Gabbana,tusz i cień do powiek od Chanela i wykonałam delikatny makijaż. Wychodząc z łazienki po raz ostatni na moje odbicie w lustrze. Przy drzwiach wyjściowych stał już Chaz patrząc wściekle na Shay. Wiedziałam, że wciąż ją kocha i nie mogłam nic na to poradzić. Ale Ryan'owi nie odpuszczę i będę się bawić uczuciami jego kumpla póki nie odpuści. Uśmiechnęłam się sztucznie i podeszłam do Somersa.
-Jestem gotowa.
-Zaraz pójdziemy tylko dowiem się jeszcze od Justina kiedy idziemy pograć w kosza...Wiesz wynajem sali...
-Spoko-powiedziałam siadając na oparciu sofy.-A będę mogła wam pokibicować?
-A ty w ogóle znasz zasady kosza?-wykipła Shay.-Wiesz jest duża i dość duża piłka najczęściej poma...
-Tak się składa, że gram w reprezentacji szkoły.
-No to szykuje się bitwa pomiędzy Mel,a Shay-Bieber pewnym krokiem wszedł do pokoju-Będzie ciekawie. Kenny zgodzisz się być sędzią?
Ochroniarz skinął głową, a my pożegnawszy się wyszliśmy z apartamentu.


***
No i macie moje kochane 6 rozdział ^.^
Za dużo by pisać, aby ogarnąć ogłoszenia.

___________________________________________________________________
Link do otufit'u (Shay)
Link do otufit'u ( Melissa)

|05|-Nie złość Ryana, bo...Właśnie dlaczego?

    Po tym jak wszyscy zdziwieni wiadomością, że zostaję na noc w apartamencie sam na sam z trzema facetami plus jednym dwunastolatkiem. Zaczęli planować jaki film wybiorą na dzisiejszy wieczór, a ja zamknęłam się w pokoju. Grzebałam przy torbie wyjmując kolejne ubrania rozmyślając przy tym o całym dniu. Nigdy nie przydarzyło mi się tle zdarzeń w ciągu jednego dnia. Wylanie kawy na Chaza,spotkanie Justina,Ryana, zerwanie z Danem,ucieczka z domu,randka z Bieberem( mogę to spokojnie nazwać randką). Moje życie zawsze ograniczało się tylko co dwu tygodniowych "ucieczek" z domu i wydawaniu pieniędzy, które zostawili nam rodzice po swojej śmierci. Wiedziałam, że teraz na zawszę się to zmieni. Zdjęłam obcisłe rurki i założyłam szorty sięgające do tali. Na koszulkę od Isabel Marant założyłam gruby sweter od A.P.C. Zamiast wysokich obcasów od J.Campbella założyłam szare Vansy. Kiedy skończyłam się ubierać usłyszałam ciche pukanie. Do pokoju wszedł Justin. Uśmiechnęłam się na jego widok.Usiadłam na łóżku i poklepałam miejsce obok mnie.
-Nie dziwię się, że masz kilkanaście milionów fanów. No , bo kto nie kocha  twojego tyłka w tych rurkach?
-Dziewczyna , na której mi zależy...-po raz trzeci tego dnia nachylił się nade mną,aby mnie pocałować. Bawił się mną doprowadzając do szaleństwa przybliżając się i oddalając. Kiedy wreszcie mnie pocałował poczułam motyle w brzuchu, ale tą piękną chwilę przerwał skrzyp otwieranych drzwi.
-Przepraszam musiałem pomylić pokoje-powiedział bez cienia skruchy Butler- I od razu...Zaraz zacznie się film.
    Zeszliśmy z łóżka. Chciałam już wyjść,ale Bieber złapał mnie za nadgarstek i  gwałtownie przyciągnął do siebie wpijając się  w moje wargi. Rozchyliłam je lekko, a on perfidnie ten fakt wykorzystał  i jego język zaczął badać wnętrze mojej jamy ustnej. Dobra przyznaję się bez bicia nie byłam mu dłużna i mój język zaczął się droczyć. Wciąż trwając w namiętnym pocałunku  zarzuciłam mu ręce na szyję Justinowi. Dopiero po kilku minutach wymieniania śliny musieliśmy zaczerpnąć tchu. Popatrzyłam na Kanadyjczyka. Miał zaczerwienione policzki ,lekko zmierzwione włosy i jego oczy płonęły namiętnością.
-To był mój najlepszy pocałunek-powiedziałam wciąż nierówno oddychając.-A mam wprawę od siódmej klasy.
-Jeszcze dziś to powtórzymy?-mruknął gryząc mój płatek uszny.-Teraz powinniśmy już iść, bo wzbudzimy jakieś podejrzenia.
-Dziś przyjadę do ciebie-mruknęłam i jeszcze raz natarczywie wpiłam się w jego usta.-O ile Chaz mnie nie zatrzyma.
   Oboje wyszliśmy razem z pokoju rozmawiając o planach na jutro. Somers siedział już na sofie,więc dosiadłam się do niego podkulając nogi. Bieber przysiad po mojej lewej stronie. Doszłam do wniosku, że przydałby się popkorn,więc zapytałam się czy ktoś chce.
-Pomogę ci-powiedział niechętnie Ryan.
  Kiedy oboje znaleźliśmy się sami w kuchni kumpel piosenkarza popatrzył na mnie z wyrzutem, a jego sympatyczny wyraz twarzy zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
-O co chodzi?
-Nie lubię dziewczyn takich jak ty. Nie wiem co oboje widzą w tobie-nawet nie mrugnął.-We troje znamy się od dzieciństwa i jakaś dwulicowa dziwka nie zniszczy naszej 9-ęcio letniej przyjaźni.
-A co ja złego zrobiłam?
-Oboje zwodzisz i okręcasz ich sobie w okół palca-powiedział beznamiętnie.-Chaz na pewno wróci do Shay, z którą chodził od roku. A Justin słucha Scootera jak wyroczni , a on z tego co wiem nie popiera związku Justina z tobą.
-Kłamiesz-wzięłam dużą miskę i nerwowo zaczęłam wsypywać popcorn do niej.-I nie wtrącaj się.
   Wróciłam na sofę po drodze gasząc światło. Podkuliłam  nogi i oparłam głowę o ramię Somersa i złapałam za rękę Justina.
   Film był nudny,ale nawet przy wielkim wysiłku nie mogłam powstrzymać się od ziewania, a tym bardziej od trzymania otwartych powiek. Doszłam do wniosku, że nikt nie zauważy, że przymknę na chwilę oczy. Tylko na sekundę. Ołowiane powieki zamknęły się, a ja zapadłam w płytki sen. Jakąś godzinę później poczułam jak ktoś bierze mnie na ręce i gdzieś niesie. Trzaska drzwiami i kładzie na czymś miękkim.Uchyliłam powieki,lecz wciąż nie widziałam twarzy osoby,która mnie tu zaniosła. Ktoś położył się obok mnie i dotknął mojego policzka.
-Jak mam ci wynagrodzić to, że zapomniałam o dzisiejszej randce?-szepnął Chaz i delikatnie mnie pocałował.
-Nie mam pojęcia. Zabierzesz mnie na kawę,albo inną randkę?-powiedziałam zachrypniętym głosem.-A teraz mnie przytul. I pocałuj.


***
Siabadana da! Jestem mega szczęśliwa. Nawet nie jestem tego w stanie opisać. 
Ale i tak rzygam ze stresu. <3
Dziękuję za 4 pocałunki. <3


_____________________________________________________________________
 Link do otufit'u