|08|-Ale czy aby na pewno ona nie gryzie?

    Jasne promienie porannego słońca wpadły do pokoju muskając moje powieki.Zatrzepotałam rzęsami, aby przyzwyczaić się do jasnego światła.Przeciągnęłam się i szeroko ziewnęłam. Pora wstawać, nawet mój wklęsły brzuch o tym wiedział. Rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu czegoś o mogłabym na siebie założyć. Niestety w okół nie było niczego, oprócz pomiętej kołdry na dywanie i wczorajszych ubrań. Może w szafie Justina znalazłabym jakąś koszulkę,która mogłaby tymczasowo posłużyć jako ubranie.Chwyciłam bladoróżową koszulkę i wczorajszą bieliznę. Na paluszkach podeszłam do szuflady , z której wyjęłam za duży T-shirt. Kilkoma bezgłośnymi krokami doszłam do ogromnej ,luksusowej łazienki.Szybki gorący prysznic pomógł mi się zrelaksować. Nie mogłam wysuszyć włosów, bo nie mogłam znaleźć żadnej suszarki. Ubrałam się i wróciłam do sypialni. Bieber jeszcze słodko spał na dywanie przykryty lekką kołdrą. Wymknęłam się z pokoju i weszłam do przestronnej kuchni.Zajrzałam do lodówki. W środku było mnóstwo produktów,ale nie znałam się na gotowaniu. Potrafiłam jedynie zrobić najprostsze potrawy. Czyli mogłam co najwyżej zrobić jajecznicę i kanapki. No i może zrobiłabym naleśniki, ale z wielkim trudem. Z lodówki wyjęłam jajka i inne rzeczy potrzebne do zrobienia ciasta na naleśniki. Wrzucając mąkę do dużej,metalowej miski. Zanim zaczęłam dodawać inne składniki włączyłam radio. Niezbyt głośno,aby nie obudzić Kanadyjczyka.Rozgrzałam patelnię i wylałam na nią ciasto. Z głośników wydobyła się melodia nowego hitu LMFAO. Po kilku taktach piosenka tak mi się spodobała , że zaczęłam kręcić swoimi biodrami w rytm piosenki, zapominając o naleśnikach i reszcie świata. Dopiero po kilku minutach, kiedy piosenka się skończyła ocknęłam się.W kuchni rozległ się ciągły dźwięk, który drażnił moje bębenki uszne. Rozejrzałam się dookoła. Wszędzie było mnóstwo dymu,który wydobywał się kłębami z patelni.
-Co się dzieje?!-do kuni wbiegł Justin w biegu zakładając bokserki.- Czemu tu jest tyle dymu?!
Stanęłam jak zagubione dziecko na środku pomieszczenia i rozpłakałam się. Bieber z zatroskaną miną podszedł do mnie i przytulił.
-No spokojnie...Nic się nie stało-pocieszał mnie dusząc się szarym dymem.-No już nie płacz...
-Jestem do dupy...-wybuchłam spazmatycznym płaczem.- Chciałam...(chlip) ci zroobić (chlip)... naleśniki...Jestem do niczego...!
-Nie prawda-popatrzył mi w oczy i dotknął mojego policzka.-Dla mnie jesteś idealna  i w sumie ja też nie nie potrafię gotować.
-Historia z tortem?-przypomniał mi się tekst o moim lubym w Seventeen.
-Między innymi-powiedział z uśmiechem.-Musimy tu trochę wywietrzyć... Pootwierasz okna? Ja się zajmę przygotowaniem czegoś na śniadanie.
Przytaknęłam i otworzyłam gigantyczne okna. Na zewnątrz lekko mżyło. Brrr... Nie lubię jak mży,a tym bardziej pada. Zapach spalenizny szybko się ulotnił,a pojawił się przyjemny zapach smażonych jajek.
-Mel będziesz tak miła i zerwiesz kilka listków mięty-powiedział robiąc coś przy patelni.-Doniczka z nią stoi tam-wskazał na kącik z ziołami.
Zerwałam kilka listków najbardziej rozrośniętej roślinki. Kanadyjczyk już kładł jajka na talerze ,więc wręczyłam mu je.
-Dzięki-uśmiechnął się promiennie.-Dobra, śniadanie gotowe. Nie jest zbyt wykwintne, ale mama nadzieje, że będzie ci smakować.
Położył talerze na biało-beżowym blacie,wciąż szczerząc do mnie zęby. Usiadłam na wysokim stołku barowym obok Biebera.
-Mel...?-zaczął piosenkarz,a ja uniosłam pytająco brwi.-Pamiętasz tą piosenkę,którą puszczałem ci w studiu? No,bo widzisz będę kręcił do niej teledysk. Potrzebuję do niego dziewczyny...Pomyślałem o tobie,ale nie wiem czy się zgodzisz...
-Mówisz poważnie?-powiedziałam odkładając widelec.-Chcesz żebym wystąpiła w twoim teledysku?
-O ile się zgodzisz...-nie pozwoliłam mu dokończyć, bo rzuciłam się na niego i ucałowałam.-Czyli się zgadzasz?
-Tak!!!-pisnęłam radośnie.-Ale czy twój menadżer się zgodzi? Scooter chyba mnie nie lubi.
-Scooter nie ma nic do powiedzenia-powiedział całując mnie w czubek nosa.-Spędzisz ze mną jeszcze popołudnie?
-Oczywiście,ale będę musiała jeszcze zajrzeć do domu po ubrania.
-Aż tak ostro pokłóciłaś się ze starymi?
-Zginęli w wypadku jak miałam 11 lat. Mieszkam z moją starszą siostrą.
-Współczuje-położył swoją dłoń na moją, a ja blado się uśmiechnęłam.-Daj mi chwilę i już jedziemy.
   Prawie zapomniałam, że był w samych bokserkach od C.Klein'a. Lekko uniosłam kąciki ust i założyłam spodnie od dresu,które wczoraj dostałam od Justina. Praktycznie byłam gotowa, ale spędziłąm jeszcze kilka minut siedząc na sofie wpatrując się w ścianę na przeciw.
-Gotowy-przekazał wychodząc z sypialni.
-Gotowa-mruknęłam zakładając na siebie bluzę od dresu.
Zamknęliśmy za sobą drzwi i stanęliśmy obok siebie trzymając się za ręce.
-Kiedy zaczynają się zdjęcia do teledysku?-zapytałam patrząc na nasze dłonie.
-Możemy zacząć nawet jutro-powiedział nachylając się do pocałunku.-Potrzebowaliśmy tylko dziewczyny.
-Mnie-musnęłam jego wargi,ale on nie zamierzał zakończyć na jednym pocałunku,więc wpił się w moje usta napierając na nie.
-Zgadza się-uśmiechnął się i pogładził mnie po policzku.
   Wsiedliśmy do samochodu dyskutując o na jakiś nudny temat.
-No to gdzie mam cię zawieść?-zapytał patrząc na mnie wielkimi czekoladowymi oczami.
-Wysadź mnie tutaj, zaraz wracam-otworzyłam drzwiczki i miałam już wychodzić kiedy Bieber złapał mnie za nadgarstek
-Mel, mogę iść z tobą?-powiedział puszczając mój nadgarstek i wysiadając z Ferrari.-Bo widzisz ja jestem bardzo opiekuńczy i najlepiej w ogóle nie wypuszczałbym cię z objęć.
-Dobrze, ale ostrzegam moja siostra nie jest taka słodka i nawet to, że jesteś tym Justinem nic ci nie pomoże.
-Poradzę sobie-powiedział całując mnie czule i biorąc za rękę.
-Nie boisz się, że paparazzi nas przyłapią i dowiedzą się o tym , że zerwałeś z Seleną?-zapytałam.
-Pieprzyć paparazzich,pieprzyć serwisy plotkarskie-stanął na środku chodnika i przyciągnął mnie do siebie kładąc dłonie na moich biodrach.-Liczymy się tylko my! Ty i ja!
-Justin... Tu są ludzie-mruknęłam niewzruszona. Czerwone plamy na jasnej cerze zdradzały tylko moje zakłopotanie.
-Niech wszyscy wiedzą!-uniósł głowę do nieba i wziął głęboki oddech , aby głośno krzyknąć
-Justin proszę cię nie rób tego-szepnęłam prawie bezgłośnie.
-Dobrze,shawty-powiedział wpijając się w moje wargi,które jeszcze płonęły po ostatnich pocałunkach.-Idziemy?
Przytaknęłam i weszłam do budynku. Po kilku minutach czekania na windę wreszcie weszliśmy do apartamentu.
-Alejandra, kto przyszedł?-usłyszałam głos mojej siostry z salonu.-Halo?
-Bądź cicho-uprzedziłam Kanadyjczyka i zaczęłam skradać się do mojego pokoju.-Teraz się trochę schyl,bo walniesz głową w tą półkę.
Zastosował się do mojego polecenia i nie zauważeni przeszliśmy do mojego pokoju. Dopiero w drzwiach Milo zaczął radośnie ujadać na mój widok.
-No cicho!-cicho krzyknęłam na psa.-Proszę, Miluś bądź grzeczny...
-Melissa-w korytarz stanęła Catherina z założonymi rękami.-Gdzieś ty się podziewała dziewczyno?! Wiesz co ja tu przeżywałam?!
-Bzykałaś się ze swoim asystentem? A może znalazłaś już nowego?-rzuciłam sarkastycznie szarpiąc klamkę.-Albo wiem poderwałaś mojego kumpla i jest teraz w sypialni...
Przeszłam do końca korytarza i otworzyłam szeroko drzwi do sypialni starszej siostry. No i jak się spodziewałam na białej pościeli leżał mój były chłopak Dan.
-Mel?-zapytał zdziwiony.-To nie tak jak myślisz...
-Nie wysilaj się, wiem , że moja siostra to modliszka.-powiedziałam wycofując się z pokoju na korytarz.-A teraz pozwól mi w spokoju wziąć swoje ubrania i oddalić się z tego miejsca.
Otworzyłam drzwi od swojego pokoju i wyjęłam wielki kufer od LV i wrzuciłam do środka wszystkie rzeczy jakie w padły mi ręce.
-A i tak przy okazji, wiesz , że mogą cię zamknąć za gwałt na nieletnim?-rzuciłam z największym sarkazmem na jaki mnie stać.-Justin weźmiesz to?
Przytaknął i wziął do ręki nieporęczny pakunek. Ja kontynuowałam wrzucanie wszystkich ubrań do kolejnej walizki.
-Alejandro, przygotuj Thabitę to wyjazdu!-krzyknęłam ignorując straszą Truelove,która teraz próbowała mi się wytłumaczyć.
-Dobra,siostrzyczko ja wyjeżdżam. Nie wiem gdzie, ale na pewno nie wrócę tutaj. Święta spędzę najprawdopodobniej w Aspen.-powiedziałam zrzucając z siebie dres i zakładając sweter w paski,ciasne granatowe rurki i buty od Isabel Marant. Z wieszaka zdjęłam zielony,skórzany płaszcz od Valentino,szal w kolorze butelkowym i rękawiczki od tego samego projektanta co płaszcz.
-Thabita już gotowa?-zapytałam biorąc pod pachę Milo i chwytając wielką walizkę.
-Tak proszę panienki. Ten młodzieniec wziął klatkę z małą.
-Do zobaczenia Alejandro-uściskałam kobietę w średnim wieku i wyszłam z apartamentowca.
  Skierowałam się do samochodu Biebera. Minęłam kobietę w starszym wieku pouczającą swoje małe dziecko. Kanadyjczyk wysiadł z auta i podbiegł do mnie biorąc ode mnie walizkę.
-Nie mówiłaś, że masz tygrysa!-powiedział kiedy oboje już siedzieliśmy w środku.
-Po pierwsze to jest ona i ma na imię Thabita, a po drugie nic ci nie zrobi-powiedziałam głaszcząc wielką kulkę siedzącą mi na kolanach.-I jest łagodniejsza od kotka.
-To dlaczego się rzuca w tej miniaturowej klatce?-przerażony odpalił silnik i wyjechał na drogę.
-A ty byś się nie denerwował, że zamknęli cię w metalowym kwadracie?-zapytałam.
-No, może...ale jak na razie nikt mnie nie zamknął w żadnej klatce-starał się nie patrzeć w stronę małej tygrysicy.-Na pewno mnie nie ugryzie?
-Ile razy mam ci powtarzać , że jesteś bezpieczny w jej towarzystwie?-powiedziałam patrząc z rozbawieniem na Kanadyjczyka.-Bardziej możesz obawiać się Milo.
-A co jak mi jaja odgryzie?-wybuchłam głośnym śmiechem i spojrzałam na mojego lubego,który  teraz miał minę zbitego psa.-Ja mówię poważnie.
-Wiem-wciąż dławiłam się ze śmiechu.-Dobra, będę poważna tylko nie patrz tak na mnie!
-Skupiam się na drodze. I wybacz, że nie jesteś pępkiem świata. Są jeszcze inne priorytety niż ty!I nie patrzę na ciebie podczas jazdy!
-A co robiłeś przed chwilą?-powiedziałam przytulając do piersi moją włochatą kulkę.-Wysadź mnie tutaj,jeżeli chcesz tak rozmawiać! I nie zapominaj, nie tylko ty starasz się o moje względy!
-Mel...-zaczął , ale kiedy zdał sobie sprawę z tego co powiedziałam, zatrzymał się gwałtownie wzbudzając wściekłość w kierowcach za nami.-Proszę bardzo, wsiadaj! Nic cię tu nie trzyma!
Zrobiło mi się smutno,bo myślałam, że chociaż trochę mu na mnie zależy po wczorajszej nocy. Byłabym szczęśliwsza gdyby złapał mnie za nadgarstek i natarczywie by mnie pocałował.
-Jak sobie chcesz-chwyciłam torebkę i Milo, i wysiadłam trzaskając drzwiami.-Zawieź moje rzeczy do Chaza!
Ruszyłam chodnikiem z wysoko uniesioną głową. Czułam, że w moich spojówkach zaczyna się robić wilgotno.Otarłam wierzchem dłoni łzy i ruszyłam w stronę domu Li.
-Milo zawsze będziesz przy mnie?-zapytałam, a on w odpowiedzi zawył.

 Życzę wszystkim wesołych świąt!
Jego wciąż nie ma. 
I wytłumaczcie czemu zawsze obrywam z headshota a potem dowiaduje się od Martineza, że 
to Emil mnie jebnął kilka razy -,-' ?

___________________________________________________________________________________

Brak komentarzy: