-Co się dzieje?!-do kuni wbiegł Justin w biegu zakładając bokserki.- Czemu tu jest tyle dymu?!
Stanęłam jak zagubione dziecko na środku pomieszczenia i rozpłakałam się. Bieber z zatroskaną miną podszedł do mnie i przytulił.
-No spokojnie...Nic się nie stało-pocieszał mnie dusząc się szarym dymem.-No już nie płacz...
-Jestem do dupy...-wybuchłam spazmatycznym płaczem.- Chciałam...(chlip) ci zroobić (chlip)... naleśniki...Jestem do niczego...!
-Nie prawda-popatrzył mi w oczy i dotknął mojego policzka.-Dla mnie jesteś idealna i w sumie ja też nie nie potrafię gotować.
-Historia z tortem?-przypomniał mi się tekst o moim lubym w Seventeen.
-Między innymi-powiedział z uśmiechem.-Musimy tu trochę wywietrzyć... Pootwierasz okna? Ja się zajmę przygotowaniem czegoś na śniadanie.
Przytaknęłam i otworzyłam gigantyczne okna. Na zewnątrz lekko mżyło. Brrr... Nie lubię jak mży,a tym bardziej pada. Zapach spalenizny szybko się ulotnił,a pojawił się przyjemny zapach smażonych jajek.
-Mel będziesz tak miła i zerwiesz kilka listków mięty-powiedział robiąc coś przy patelni.-Doniczka z nią stoi tam-wskazał na kącik z ziołami.
Zerwałam kilka listków najbardziej rozrośniętej roślinki. Kanadyjczyk już kładł jajka na talerze ,więc wręczyłam mu je.
-Dzięki-uśmiechnął się promiennie.-Dobra, śniadanie gotowe. Nie jest zbyt wykwintne, ale mama nadzieje, że będzie ci smakować.
Położył talerze na biało-beżowym blacie,wciąż szczerząc do mnie zęby. Usiadłam na wysokim stołku barowym obok Biebera.
-Mel...?-zaczął piosenkarz,a ja uniosłam pytająco brwi.-Pamiętasz tą piosenkę,którą puszczałem ci w studiu? No,bo widzisz będę kręcił do niej teledysk. Potrzebuję do niego dziewczyny...Pomyślałem o tobie,ale nie wiem czy się zgodzisz...
-Mówisz poważnie?-powiedziałam odkładając widelec.-Chcesz żebym wystąpiła w twoim teledysku?
-O ile się zgodzisz...-nie pozwoliłam mu dokończyć, bo rzuciłam się na niego i ucałowałam.-Czyli się zgadzasz?
-Tak!!!-pisnęłam radośnie.-Ale czy twój menadżer się zgodzi? Scooter chyba mnie nie lubi.
-Scooter nie ma nic do powiedzenia-powiedział całując mnie w czubek nosa.-Spędzisz ze mną jeszcze popołudnie?
-Oczywiście,ale będę musiała jeszcze zajrzeć do domu po ubrania.
-Aż tak ostro pokłóciłaś się ze starymi?
-Zginęli w wypadku jak miałam 11 lat. Mieszkam z moją starszą siostrą.
-Współczuje-położył swoją dłoń na moją, a ja blado się uśmiechnęłam.-Daj mi chwilę i już jedziemy.
Prawie zapomniałam, że był w samych bokserkach od C.Klein'a. Lekko uniosłam kąciki ust i założyłam spodnie od dresu,które wczoraj dostałam od Justina. Praktycznie byłam gotowa, ale spędziłąm jeszcze kilka minut siedząc na sofie wpatrując się w ścianę na przeciw.
-Gotowy-przekazał wychodząc z sypialni.
-Gotowa-mruknęłam zakładając na siebie bluzę od dresu.
Zamknęliśmy za sobą drzwi i stanęliśmy obok siebie trzymając się za ręce.
-Kiedy zaczynają się zdjęcia do teledysku?-zapytałam patrząc na nasze dłonie.
-Możemy zacząć nawet jutro-powiedział nachylając się do pocałunku.-Potrzebowaliśmy tylko dziewczyny.
-Mnie-musnęłam jego wargi,ale on nie zamierzał zakończyć na jednym pocałunku,więc wpił się w moje usta napierając na nie.
-Zgadza się-uśmiechnął się i pogładził mnie po policzku.
Wsiedliśmy do samochodu dyskutując o na jakiś nudny temat.
-No to gdzie mam cię zawieść?-zapytał patrząc na mnie wielkimi czekoladowymi oczami.
-Wysadź mnie tutaj, zaraz wracam-otworzyłam drzwiczki i miałam już wychodzić kiedy Bieber złapał mnie za nadgarstek
-Mel, mogę iść z tobą?-powiedział puszczając mój nadgarstek i wysiadając z Ferrari.-Bo widzisz ja jestem bardzo opiekuńczy i najlepiej w ogóle nie wypuszczałbym cię z objęć.
-Dobrze, ale ostrzegam moja siostra nie jest taka słodka i nawet to, że jesteś tym Justinem nic ci nie pomoże.
-Poradzę sobie-powiedział całując mnie czule i biorąc za rękę.
-Nie boisz się, że paparazzi nas przyłapią i dowiedzą się o tym , że zerwałeś z Seleną?-zapytałam.
-Pieprzyć paparazzich,pieprzyć serwisy plotkarskie-stanął na środku chodnika i przyciągnął mnie do siebie kładąc dłonie na moich biodrach.-Liczymy się tylko my! Ty i ja!
-Justin... Tu są ludzie-mruknęłam niewzruszona. Czerwone plamy na jasnej cerze zdradzały tylko moje zakłopotanie.
-Niech wszyscy wiedzą!-uniósł głowę do nieba i wziął głęboki oddech , aby głośno krzyknąć
-Justin proszę cię nie rób tego-szepnęłam prawie bezgłośnie.
-Dobrze,shawty-powiedział wpijając się w moje wargi,które jeszcze płonęły po ostatnich pocałunkach.-Idziemy?
Przytaknęłam i weszłam do budynku. Po kilku minutach czekania na windę wreszcie weszliśmy do apartamentu.
-Alejandra, kto przyszedł?-usłyszałam głos mojej siostry z salonu.-Halo?
-Bądź cicho-uprzedziłam Kanadyjczyka i zaczęłam skradać się do mojego pokoju.-Teraz się trochę schyl,bo walniesz głową w tą półkę.
Zastosował się do mojego polecenia i nie zauważeni przeszliśmy do mojego pokoju. Dopiero w drzwiach Milo zaczął radośnie ujadać na mój widok.
-No cicho!-cicho krzyknęłam na psa.-Proszę, Miluś bądź grzeczny...
-Melissa-w korytarz stanęła Catherina z założonymi rękami.-Gdzieś ty się podziewała dziewczyno?! Wiesz co ja tu przeżywałam?!
-Bzykałaś się ze swoim asystentem? A może znalazłaś już nowego?-rzuciłam sarkastycznie szarpiąc klamkę.-Albo wiem poderwałaś mojego kumpla i jest teraz w sypialni...
Przeszłam do końca korytarza i otworzyłam szeroko drzwi do sypialni starszej siostry. No i jak się spodziewałam na białej pościeli leżał mój były chłopak Dan.
-Mel?-zapytał zdziwiony.-To nie tak jak myślisz...
-Nie wysilaj się, wiem , że moja siostra to modliszka.-powiedziałam wycofując się z pokoju na korytarz.-A teraz pozwól mi w spokoju wziąć swoje ubrania i oddalić się z tego miejsca.
Otworzyłam drzwi od swojego pokoju i wyjęłam wielki kufer od LV i wrzuciłam do środka wszystkie rzeczy jakie w padły mi ręce.
-A i tak przy okazji, wiesz , że mogą cię zamknąć za gwałt na nieletnim?-rzuciłam z największym sarkazmem na jaki mnie stać.-Justin weźmiesz to?
Przytaknął i wziął do ręki nieporęczny pakunek. Ja kontynuowałam wrzucanie wszystkich ubrań do kolejnej walizki.
-Alejandro, przygotuj Thabitę to wyjazdu!-krzyknęłam ignorując straszą Truelove,która teraz próbowała mi się wytłumaczyć.
-Dobra,siostrzyczko ja wyjeżdżam. Nie wiem gdzie, ale na pewno nie wrócę tutaj. Święta spędzę najprawdopodobniej w Aspen.-powiedziałam zrzucając z siebie dres i zakładając sweter w paski,ciasne granatowe rurki i buty od Isabel Marant. Z wieszaka zdjęłam zielony,skórzany płaszcz od Valentino,szal w kolorze butelkowym i rękawiczki od tego samego projektanta co płaszcz.
-Thabita już gotowa?-zapytałam biorąc pod pachę Milo i chwytając wielką walizkę.
-Tak proszę panienki. Ten młodzieniec wziął klatkę z małą.
-Do zobaczenia Alejandro-uściskałam kobietę w średnim wieku i wyszłam z apartamentowca.
Skierowałam się do samochodu Biebera. Minęłam kobietę w starszym wieku pouczającą swoje małe dziecko. Kanadyjczyk wysiadł z auta i podbiegł do mnie biorąc ode mnie walizkę.
-Nie mówiłaś, że masz tygrysa!-powiedział kiedy oboje już siedzieliśmy w środku.
-Po pierwsze to jest ona i ma na imię Thabita, a po drugie nic ci nie zrobi-powiedziałam głaszcząc wielką kulkę siedzącą mi na kolanach.-I jest łagodniejsza od kotka.
-To dlaczego się rzuca w tej miniaturowej klatce?-przerażony odpalił silnik i wyjechał na drogę.
-A ty byś się nie denerwował, że zamknęli cię w metalowym kwadracie?-zapytałam.
-No, może...ale jak na razie nikt mnie nie zamknął w żadnej klatce-starał się nie patrzeć w stronę małej tygrysicy.-Na pewno mnie nie ugryzie?
-Ile razy mam ci powtarzać , że jesteś bezpieczny w jej towarzystwie?-powiedziałam patrząc z rozbawieniem na Kanadyjczyka.-Bardziej możesz obawiać się Milo.
-A co jak mi jaja odgryzie?-wybuchłam głośnym śmiechem i spojrzałam na mojego lubego,który teraz miał minę zbitego psa.-Ja mówię poważnie.
-Wiem-wciąż dławiłam się ze śmiechu.-Dobra, będę poważna tylko nie patrz tak na mnie!
-Skupiam się na drodze. I wybacz, że nie jesteś pępkiem świata. Są jeszcze inne priorytety niż ty!I nie patrzę na ciebie podczas jazdy!
-A co robiłeś przed chwilą?-powiedziałam przytulając do piersi moją włochatą kulkę.-Wysadź mnie tutaj,jeżeli chcesz tak rozmawiać! I nie zapominaj, nie tylko ty starasz się o moje względy!
-Mel...-zaczął , ale kiedy zdał sobie sprawę z tego co powiedziałam, zatrzymał się gwałtownie wzbudzając wściekłość w kierowcach za nami.-Proszę bardzo, wsiadaj! Nic cię tu nie trzyma!
Zrobiło mi się smutno,bo myślałam, że chociaż trochę mu na mnie zależy po wczorajszej nocy. Byłabym szczęśliwsza gdyby złapał mnie za nadgarstek i natarczywie by mnie pocałował.
-Jak sobie chcesz-chwyciłam torebkę i Milo, i wysiadłam trzaskając drzwiami.-Zawieź moje rzeczy do Chaza!
Ruszyłam chodnikiem z wysoko uniesioną głową. Czułam, że w moich spojówkach zaczyna się robić wilgotno.Otarłam wierzchem dłoni łzy i ruszyłam w stronę domu Li.
-Milo zawsze będziesz przy mnie?-zapytałam, a on w odpowiedzi zawył.
Życzę wszystkim wesołych świąt!
Jego wciąż nie ma.
I wytłumaczcie czemu zawsze obrywam z headshota a potem dowiaduje się od Martineza, że
to Emil mnie jebnął kilka razy -,-' ?
___________________________________________________________________________________
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz