|09|-Jakbyś miałą się ciąć to wołaj!

   Trzymając kurczowo mojego pupila podeszłam do drzwi luksusowego budynku , w którym mieszkała moja najlepsza przyjaciółka. Skinęłam głową portierowi i wsiadłam do windy, która miała zawieść mnie prosto do penhouse'a na ostatnim piętrze należącym do rodziny Akiro. Będąc na najwyższym piętrze  wysiadłam i stanęłam w wielkim przedpokoju z marmurową podłogą i drogimi tkaninami na ścianach.
-Och, witaj Melisso-z salonu wyszła wysoka kobieta z kruczoczarnymi włosami upiętymi w misterne upięcie.-Jak dawno cię nie widziałam... Co u ciebie?
-Nie narzekam, proszę pani. A jak pani się wiedzie?
-Dobrze, wiem , że pewnie przyszłaś tutaj pogadać z Akiro, a nie ze mną, więc Li jest u siebie. Freddie jest razem z nią...
Uśmiechnęłam się serdecznie i już miałam ruszyć schodami w stronę sypialni córki słynnej chińskiej aktorki kiedy usłyszałam entuzjastyczny okrzyk małego chłopca.Po schodach zbiegł mały brat mojej kumpeli, który trzymał kurczowo wielkiego persa za ogon.
-Melissa!!!-podbiegł do mnie wymachując kotem.-Dostałem kotecka!!! Ładny?
-Isao śliczny,ale nie wolno go tak nosić-odebrałam kociaka i pokazałam mu jak powinno się   prawidłowo nosić zwierzaka.
-Masz Milo!!!-rzucił kociątko w kąt i zaczął gonić mojego psa zapominając o mnie.
Jeszcze chwilę przyglądałam się jak malec gania mojego pupila, a potem zapomniałam o mojej silnej woli i łzy popłynęły niczym dwa strumienie po mich policzkach. Pobiegłam w stronę pokoju Li pociągając nosem. Bez pukania otworzyłam drzwi i weszłam do środka ze szklącymi się oczyma. I dopiero widząc niewyraźnie sylwetki moich przyjaciół obściskujących się na łóżku zrozumiałam jak bardzo ważne jest pukanie.
-Nic nie widziałam! A teraz wyjdę i wejdę jakby do niczego by tu nie doszło!-powiedziałam zasłaniając widok dłonią.
Zamknęłam drzwi i zapukałam, Kiedy usłyszałam ciche "proszę" weszłam do pokoju.
-Dobra, nic się nie wydarzyło. Ale należą mi się wyjaśnienia, Freds. Od ilu lat wmawiałeś mi , że jesteś homoseksualny!
-Nigdy niczego nie mówiłem ci o mojej orientacji seksualnej! I dla twojej wiadomości jestem biseksualny!
Nie odpowiedziałam  tylko się rozpłakałam jak małe dziecko. Azjatka zaraz do mnie podbiegła i przytuliła,a Fred jeszcze przez chilę udawał obrażonego , a potem zmiękł.
-To przeze mnie tak płaczesz?-zapytał głaszcząc mnie po głowie.-Przepraszam, jeżeli tak.
-To ja przepraszam. Dzisiaj wszyscy na mnie krzyczą, a mi się nic nie udaję. Wszystko niszczę i jestem do dupy!-powiedziałam przez łzy.-Pokłóciłam się z Justinem! I przerwałam wasze obściskiwanki.
-Mel,nic się nie stało-Li jeszcze mocniej mnie przytuliła.- A to nie ty powinnaś się obwiniać za wasze kłótnie. -Ile czasu minęło od waszej sprzeczki?
-Niecałe 30 minut-otarłam łzy wiedząc o czym myśli mój kumpel.-Ale z nim jest inaczej...
-Facet to facet. Zaraz mu dokopiemy-powiedziała Akiro sięgając po moją komórkę z torebki,którą przed sekundą upuściłam.-Ale jak? Ja prawie o nim nie wiem.
-Wiem, jak mu dokopać, ale on się załamie. Nie zasługuje na to...-zaczęłam gryźć moją wargę, a Azjatka podała mi moje blackberry.-Myślicie , że to dobry pomysł?
-To jest świetny pomysł. On cię skrzywdził, teraz ty się na nim zemścij-Li objęła mnie ramieniem i przyciągnęła do siebie.-No już ,wybierz jego numer.
Drżącymi dłońmi nacisnęłam zielony przycisk i przyłożyłam telefon do ucha.Przecież lekkie drażnienie niczemu nie powinno zaszkodzić. Myślałam, że po chwili włączy się poczta głosowa, ale po sekundzie odebrał.
-Mel?-usłyszałam jego głos w słuchawce.-Miałem właśnie do ciebie dzwonić z przeprosinami.
Czułam jak mięknie mi serce, ale spojrzenie mojej przyjaciółki popychało mnie do tego,aby odgryźć się na Bieberze.
-Nie musisz przepraszać-wiedziałam,że w duchu mu ulżyło,ale nie na długo.-Rezygnuję z występu w teledysku i Justin nie powinniśmy się spotykać. Nie dzwoń do mnie, a najlepiej zapomnij o mnie.
-Shawty,ale jak mam zapomnieć o wczorajszej nocy?
-Nie moja sprawa-z trudem powstrzymywałam łzy, zanim się rozłączyłam powiedziałam bezbarwnym tonem:-Żegnaj.
Straciłam władzę w nogach. Załamałam ręce i klapnęłam na sofę stojącą przy drzwiach prowadzących na taras. Jeszcze chwilę powstrzymywałam się od płaczu, ale w końcu dałam za wygraną i rozryczałam się jak małe dziecko. Akiro znowu zaczęła mnie pocieszać i wmawiać, że nie był mnie wart.
-Dacie mi chwilę?-zapytałam podkulając kolana pod brodę.
-Jakbyś miała się ciąć to wołaj-powiedziała opuszczając pokój.
   Nie minęła minuta,kiedy wróćiła oznajmiając:
-Bieber do ciebie.
Podniosłam się i otarłam wierzchem dłoni krople z moich rzęs. Poprawiłam kosmyki włosów i moment później do środka wszedł Justin z wielkim bukietem róż i miną ,która spowodowała, że zmiękło mi serce. Aczkolwiek wciąż stałam jak słup z pokerową miną przypatrując się jak Kanadyjczyk do mnie podchodzi.
-Lisso,kocham cię i wybacz mi...Proszę.-podszedł do mnie widząc , że chwiejąc się opadłam na krzesło z wrażenia.
    No , bo wiecie kto by nie zwariował słysząc wyznanie miłości z ust słynnego piosenkarza. Nawet od zwykłego licealisty to już wyróżnienie. Co prawda słyszałam wiele wyznań miłości, ale żadne nie było wypowiedziane z serca jak te.
     Justin uklęknął przy mnie i przyjrzał mi się uważnie.
-Płakałaś? Przeze mnie? Jeżeli ta,k te 100 róż nie wystarczy. Nawet nie wiem czy w tym pokoju starczyłoby miejsca na tyle róż, abym wynagrodził ci każdą łzę.
   Niewiele myśląc rzuciłam mu się na szyję płacząc. Tym razem łzami szczęścia.
-Wybaczam ci, a ty wybaczysz mi?-zapytałam tuląc się do niego.
-Zapomniałem o wszystkim zanim odjechałem.
-Chodźmy stąd, bo przeszkadzamy Li-powiedziałam ciągnąc Biebera za rękę w stronę wyjścia.
    Po drodze założyłam zielony płaszcz od Valentino i resztę ciepłych ubrań.
-Czyli jednak wystąpisz w teledysku?-zapytał biorąc na ręce Milo,który zaczął biegać w okół naszych kostek wesoło ujadając.
-Justin,sama nie wiem. Boję się... A co na to moje fanki?
-Nimi się nie przejmuj. Decyzja należy do ciebie-pocałował mnie w czoło.-Pojedziesz ze mną do Jazmyn i Jaxona? Mała na pewno będzie cię uwielbiać od pierwszej chwili kiedy cię zobaczy, a Jax na pewno zmusi cię do układania klocków, albo udawania dinozaura.
-Nie będę wam przeszkadzać w waszych rodzinnych sprawach?-zapytałam nie pewnie.
-Mel,ty już należysz do rodziny-przyłożył moje czoło do jego tak,że stykaliśmy się nosami i jego oddech muskał moje rzęsy.-Chyba masz gorączkę...
-Co ty nie powiesz doktorze Bieber...
-Shawty,mówię poważnie. Jesteś cała rozpalona.
-Pewnie lekkie przeziębienie-kichnęłam.-Nic wielkiego.
-Weźmiesz jakąś tabletkę, może zbije gorączkę.
-Just zachowujesz się jakbym była jakiś jajkiem w delikatnej skorupce...
-Bo nie chcę , żeby stałą ci się jakaś krzywda-winda się otworzyła. Kiedy weszliśmy nie chciałam kontynuować rozmowy,ale Kanadyjczyk miał inne plany.
-Pojedziemy do lekarza!
-Nie-jęknęłam.-Zaklinam cię nic mi nie jest!
-Dobra, jeśli coś ci się stanie, będzie to twoja wina.
      Wysiedliśmy z windy i wsiedliśmy do czarnego Ferrari.


***
Cześć wszystkim!
Chciałabym wam życzyć 'hapi niu jera' i spełnienia marzeń! <3

|08|-Ale czy aby na pewno ona nie gryzie?

    Jasne promienie porannego słońca wpadły do pokoju muskając moje powieki.Zatrzepotałam rzęsami, aby przyzwyczaić się do jasnego światła.Przeciągnęłam się i szeroko ziewnęłam. Pora wstawać, nawet mój wklęsły brzuch o tym wiedział. Rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu czegoś o mogłabym na siebie założyć. Niestety w okół nie było niczego, oprócz pomiętej kołdry na dywanie i wczorajszych ubrań. Może w szafie Justina znalazłabym jakąś koszulkę,która mogłaby tymczasowo posłużyć jako ubranie.Chwyciłam bladoróżową koszulkę i wczorajszą bieliznę. Na paluszkach podeszłam do szuflady , z której wyjęłam za duży T-shirt. Kilkoma bezgłośnymi krokami doszłam do ogromnej ,luksusowej łazienki.Szybki gorący prysznic pomógł mi się zrelaksować. Nie mogłam wysuszyć włosów, bo nie mogłam znaleźć żadnej suszarki. Ubrałam się i wróciłam do sypialni. Bieber jeszcze słodko spał na dywanie przykryty lekką kołdrą. Wymknęłam się z pokoju i weszłam do przestronnej kuchni.Zajrzałam do lodówki. W środku było mnóstwo produktów,ale nie znałam się na gotowaniu. Potrafiłam jedynie zrobić najprostsze potrawy. Czyli mogłam co najwyżej zrobić jajecznicę i kanapki. No i może zrobiłabym naleśniki, ale z wielkim trudem. Z lodówki wyjęłam jajka i inne rzeczy potrzebne do zrobienia ciasta na naleśniki. Wrzucając mąkę do dużej,metalowej miski. Zanim zaczęłam dodawać inne składniki włączyłam radio. Niezbyt głośno,aby nie obudzić Kanadyjczyka.Rozgrzałam patelnię i wylałam na nią ciasto. Z głośników wydobyła się melodia nowego hitu LMFAO. Po kilku taktach piosenka tak mi się spodobała , że zaczęłam kręcić swoimi biodrami w rytm piosenki, zapominając o naleśnikach i reszcie świata. Dopiero po kilku minutach, kiedy piosenka się skończyła ocknęłam się.W kuchni rozległ się ciągły dźwięk, który drażnił moje bębenki uszne. Rozejrzałam się dookoła. Wszędzie było mnóstwo dymu,który wydobywał się kłębami z patelni.
-Co się dzieje?!-do kuni wbiegł Justin w biegu zakładając bokserki.- Czemu tu jest tyle dymu?!
Stanęłam jak zagubione dziecko na środku pomieszczenia i rozpłakałam się. Bieber z zatroskaną miną podszedł do mnie i przytulił.
-No spokojnie...Nic się nie stało-pocieszał mnie dusząc się szarym dymem.-No już nie płacz...
-Jestem do dupy...-wybuchłam spazmatycznym płaczem.- Chciałam...(chlip) ci zroobić (chlip)... naleśniki...Jestem do niczego...!
-Nie prawda-popatrzył mi w oczy i dotknął mojego policzka.-Dla mnie jesteś idealna  i w sumie ja też nie nie potrafię gotować.
-Historia z tortem?-przypomniał mi się tekst o moim lubym w Seventeen.
-Między innymi-powiedział z uśmiechem.-Musimy tu trochę wywietrzyć... Pootwierasz okna? Ja się zajmę przygotowaniem czegoś na śniadanie.
Przytaknęłam i otworzyłam gigantyczne okna. Na zewnątrz lekko mżyło. Brrr... Nie lubię jak mży,a tym bardziej pada. Zapach spalenizny szybko się ulotnił,a pojawił się przyjemny zapach smażonych jajek.
-Mel będziesz tak miła i zerwiesz kilka listków mięty-powiedział robiąc coś przy patelni.-Doniczka z nią stoi tam-wskazał na kącik z ziołami.
Zerwałam kilka listków najbardziej rozrośniętej roślinki. Kanadyjczyk już kładł jajka na talerze ,więc wręczyłam mu je.
-Dzięki-uśmiechnął się promiennie.-Dobra, śniadanie gotowe. Nie jest zbyt wykwintne, ale mama nadzieje, że będzie ci smakować.
Położył talerze na biało-beżowym blacie,wciąż szczerząc do mnie zęby. Usiadłam na wysokim stołku barowym obok Biebera.
-Mel...?-zaczął piosenkarz,a ja uniosłam pytająco brwi.-Pamiętasz tą piosenkę,którą puszczałem ci w studiu? No,bo widzisz będę kręcił do niej teledysk. Potrzebuję do niego dziewczyny...Pomyślałem o tobie,ale nie wiem czy się zgodzisz...
-Mówisz poważnie?-powiedziałam odkładając widelec.-Chcesz żebym wystąpiła w twoim teledysku?
-O ile się zgodzisz...-nie pozwoliłam mu dokończyć, bo rzuciłam się na niego i ucałowałam.-Czyli się zgadzasz?
-Tak!!!-pisnęłam radośnie.-Ale czy twój menadżer się zgodzi? Scooter chyba mnie nie lubi.
-Scooter nie ma nic do powiedzenia-powiedział całując mnie w czubek nosa.-Spędzisz ze mną jeszcze popołudnie?
-Oczywiście,ale będę musiała jeszcze zajrzeć do domu po ubrania.
-Aż tak ostro pokłóciłaś się ze starymi?
-Zginęli w wypadku jak miałam 11 lat. Mieszkam z moją starszą siostrą.
-Współczuje-położył swoją dłoń na moją, a ja blado się uśmiechnęłam.-Daj mi chwilę i już jedziemy.
   Prawie zapomniałam, że był w samych bokserkach od C.Klein'a. Lekko uniosłam kąciki ust i założyłam spodnie od dresu,które wczoraj dostałam od Justina. Praktycznie byłam gotowa, ale spędziłąm jeszcze kilka minut siedząc na sofie wpatrując się w ścianę na przeciw.
-Gotowy-przekazał wychodząc z sypialni.
-Gotowa-mruknęłam zakładając na siebie bluzę od dresu.
Zamknęliśmy za sobą drzwi i stanęliśmy obok siebie trzymając się za ręce.
-Kiedy zaczynają się zdjęcia do teledysku?-zapytałam patrząc na nasze dłonie.
-Możemy zacząć nawet jutro-powiedział nachylając się do pocałunku.-Potrzebowaliśmy tylko dziewczyny.
-Mnie-musnęłam jego wargi,ale on nie zamierzał zakończyć na jednym pocałunku,więc wpił się w moje usta napierając na nie.
-Zgadza się-uśmiechnął się i pogładził mnie po policzku.
   Wsiedliśmy do samochodu dyskutując o na jakiś nudny temat.
-No to gdzie mam cię zawieść?-zapytał patrząc na mnie wielkimi czekoladowymi oczami.
-Wysadź mnie tutaj, zaraz wracam-otworzyłam drzwiczki i miałam już wychodzić kiedy Bieber złapał mnie za nadgarstek
-Mel, mogę iść z tobą?-powiedział puszczając mój nadgarstek i wysiadając z Ferrari.-Bo widzisz ja jestem bardzo opiekuńczy i najlepiej w ogóle nie wypuszczałbym cię z objęć.
-Dobrze, ale ostrzegam moja siostra nie jest taka słodka i nawet to, że jesteś tym Justinem nic ci nie pomoże.
-Poradzę sobie-powiedział całując mnie czule i biorąc za rękę.
-Nie boisz się, że paparazzi nas przyłapią i dowiedzą się o tym , że zerwałeś z Seleną?-zapytałam.
-Pieprzyć paparazzich,pieprzyć serwisy plotkarskie-stanął na środku chodnika i przyciągnął mnie do siebie kładąc dłonie na moich biodrach.-Liczymy się tylko my! Ty i ja!
-Justin... Tu są ludzie-mruknęłam niewzruszona. Czerwone plamy na jasnej cerze zdradzały tylko moje zakłopotanie.
-Niech wszyscy wiedzą!-uniósł głowę do nieba i wziął głęboki oddech , aby głośno krzyknąć
-Justin proszę cię nie rób tego-szepnęłam prawie bezgłośnie.
-Dobrze,shawty-powiedział wpijając się w moje wargi,które jeszcze płonęły po ostatnich pocałunkach.-Idziemy?
Przytaknęłam i weszłam do budynku. Po kilku minutach czekania na windę wreszcie weszliśmy do apartamentu.
-Alejandra, kto przyszedł?-usłyszałam głos mojej siostry z salonu.-Halo?
-Bądź cicho-uprzedziłam Kanadyjczyka i zaczęłam skradać się do mojego pokoju.-Teraz się trochę schyl,bo walniesz głową w tą półkę.
Zastosował się do mojego polecenia i nie zauważeni przeszliśmy do mojego pokoju. Dopiero w drzwiach Milo zaczął radośnie ujadać na mój widok.
-No cicho!-cicho krzyknęłam na psa.-Proszę, Miluś bądź grzeczny...
-Melissa-w korytarz stanęła Catherina z założonymi rękami.-Gdzieś ty się podziewała dziewczyno?! Wiesz co ja tu przeżywałam?!
-Bzykałaś się ze swoim asystentem? A może znalazłaś już nowego?-rzuciłam sarkastycznie szarpiąc klamkę.-Albo wiem poderwałaś mojego kumpla i jest teraz w sypialni...
Przeszłam do końca korytarza i otworzyłam szeroko drzwi do sypialni starszej siostry. No i jak się spodziewałam na białej pościeli leżał mój były chłopak Dan.
-Mel?-zapytał zdziwiony.-To nie tak jak myślisz...
-Nie wysilaj się, wiem , że moja siostra to modliszka.-powiedziałam wycofując się z pokoju na korytarz.-A teraz pozwól mi w spokoju wziąć swoje ubrania i oddalić się z tego miejsca.
Otworzyłam drzwi od swojego pokoju i wyjęłam wielki kufer od LV i wrzuciłam do środka wszystkie rzeczy jakie w padły mi ręce.
-A i tak przy okazji, wiesz , że mogą cię zamknąć za gwałt na nieletnim?-rzuciłam z największym sarkazmem na jaki mnie stać.-Justin weźmiesz to?
Przytaknął i wziął do ręki nieporęczny pakunek. Ja kontynuowałam wrzucanie wszystkich ubrań do kolejnej walizki.
-Alejandro, przygotuj Thabitę to wyjazdu!-krzyknęłam ignorując straszą Truelove,która teraz próbowała mi się wytłumaczyć.
-Dobra,siostrzyczko ja wyjeżdżam. Nie wiem gdzie, ale na pewno nie wrócę tutaj. Święta spędzę najprawdopodobniej w Aspen.-powiedziałam zrzucając z siebie dres i zakładając sweter w paski,ciasne granatowe rurki i buty od Isabel Marant. Z wieszaka zdjęłam zielony,skórzany płaszcz od Valentino,szal w kolorze butelkowym i rękawiczki od tego samego projektanta co płaszcz.
-Thabita już gotowa?-zapytałam biorąc pod pachę Milo i chwytając wielką walizkę.
-Tak proszę panienki. Ten młodzieniec wziął klatkę z małą.
-Do zobaczenia Alejandro-uściskałam kobietę w średnim wieku i wyszłam z apartamentowca.
  Skierowałam się do samochodu Biebera. Minęłam kobietę w starszym wieku pouczającą swoje małe dziecko. Kanadyjczyk wysiadł z auta i podbiegł do mnie biorąc ode mnie walizkę.
-Nie mówiłaś, że masz tygrysa!-powiedział kiedy oboje już siedzieliśmy w środku.
-Po pierwsze to jest ona i ma na imię Thabita, a po drugie nic ci nie zrobi-powiedziałam głaszcząc wielką kulkę siedzącą mi na kolanach.-I jest łagodniejsza od kotka.
-To dlaczego się rzuca w tej miniaturowej klatce?-przerażony odpalił silnik i wyjechał na drogę.
-A ty byś się nie denerwował, że zamknęli cię w metalowym kwadracie?-zapytałam.
-No, może...ale jak na razie nikt mnie nie zamknął w żadnej klatce-starał się nie patrzeć w stronę małej tygrysicy.-Na pewno mnie nie ugryzie?
-Ile razy mam ci powtarzać , że jesteś bezpieczny w jej towarzystwie?-powiedziałam patrząc z rozbawieniem na Kanadyjczyka.-Bardziej możesz obawiać się Milo.
-A co jak mi jaja odgryzie?-wybuchłam głośnym śmiechem i spojrzałam na mojego lubego,który  teraz miał minę zbitego psa.-Ja mówię poważnie.
-Wiem-wciąż dławiłam się ze śmiechu.-Dobra, będę poważna tylko nie patrz tak na mnie!
-Skupiam się na drodze. I wybacz, że nie jesteś pępkiem świata. Są jeszcze inne priorytety niż ty!I nie patrzę na ciebie podczas jazdy!
-A co robiłeś przed chwilą?-powiedziałam przytulając do piersi moją włochatą kulkę.-Wysadź mnie tutaj,jeżeli chcesz tak rozmawiać! I nie zapominaj, nie tylko ty starasz się o moje względy!
-Mel...-zaczął , ale kiedy zdał sobie sprawę z tego co powiedziałam, zatrzymał się gwałtownie wzbudzając wściekłość w kierowcach za nami.-Proszę bardzo, wsiadaj! Nic cię tu nie trzyma!
Zrobiło mi się smutno,bo myślałam, że chociaż trochę mu na mnie zależy po wczorajszej nocy. Byłabym szczęśliwsza gdyby złapał mnie za nadgarstek i natarczywie by mnie pocałował.
-Jak sobie chcesz-chwyciłam torebkę i Milo, i wysiadłam trzaskając drzwiami.-Zawieź moje rzeczy do Chaza!
Ruszyłam chodnikiem z wysoko uniesioną głową. Czułam, że w moich spojówkach zaczyna się robić wilgotno.Otarłam wierzchem dłoni łzy i ruszyłam w stronę domu Li.
-Milo zawsze będziesz przy mnie?-zapytałam, a on w odpowiedzi zawył.

 Życzę wszystkim wesołych świąt!
Jego wciąż nie ma. 
I wytłumaczcie czemu zawsze obrywam z headshota a potem dowiaduje się od Martineza, że 
to Emil mnie jebnął kilka razy -,-' ?

___________________________________________________________________________________

|07|-Zwycięstwo, ale czy ,aby na pewno?

    Po kilku godzinnej cudownej randce wreszcie wróciliśmy do penhouse'a Justina. Ostatnie trzy godziny spędziliśmy w Central Parku całując się na moście,karmiąc kaczki i spacerując w okół stawu. Nawet odważyliśmy się popłynąć łódką, ale oboje doszliśmy do wniosku, że nie  najlepiej wiosłujemy. Zdjęłam z siebie kożuch i usiadłam na wielkiej kanapie.
-Mel,a ty jeszcze nie gotowa?-zapytał Kenny,który dopiero co wszedł do pokoju.
-A już idziemy?
-Za momen...
-Cholera! Nie mam żadnych rzeczy do ćwiczeń....-przerwałam mu.
-Ja ci coś pożyczę-powiedział Bieber,którego wcześniej nie zauważyłam.-Powinienem mieć coś w twoim rozmiarze.
    Wspólnie poszliśmy do pokoju Kanadyjczyka. Przez całą drogę nie odezwaliśmy się do siebie. Kiedy oboje znaleźliśmy się w sypialni należącej do piosenkarza.Podszedł do mnie i wpił się w moje wargi.
-Nie możemy tu za długo siedzieć-powiedziałam odsuwając się od Biebera.
-Dobrze, ale wieczorem siedzimy, a właściwie całujemy się bez oporów.
-Oczywiście-powiedziałam muskając jego wargi.-Masz dla mnie jakiś dres?
-Mhm,powinienem mieć gdzieś od D&G...-zaczął grzebać po szufladach.-Kupiłem go kiedyś dla Seleny,ale stwierdziła, że nie będzie grać w kosza albo chodzić w nim. Znalazłem!
    Z szuflady wyjął szare spodnie od dresu,a następnie bluzę od kompletu.
-Weź go sobie.Mi się nie przyda.
-Dzięki...-wycofałam się do drzwi .-Teraz idę się przebrać. Do zobaczenia w salonie.
    Pobiegłam do pokoju i zrzuciłam z siebie ubrania i założyłam dres, który dał mi Bieber i luźną kaszmirową koszulkę od CALYPSO. Na stopy wsunęłam szare Vansy. Poprawiłam włosy i opuściłam pomieszczenie, i dołączyłam do wszystkich w salonie.
-Idziemy?-zapytałam.
   W odpowiedzi wszyscy skinęli głową. Zauważyłam, że do naszego towarzystwa dołączył menadżer Kanadyjczyka.Razem zeszliśmy do wielkiego SUV-a opędzając się od ogarniętych furią nastolatek. Po kilku minutach szarpaniny i kilkunastu spędzonych na podpisywanie kartek i różnych części ciała, wreszcie wsiedliśmy do samochodu. Jedna dziewczyna mnie rozpoznała. Nie żebym była wielką celebrytką,ale wzięłam udział w kilkunastu sesjach dla TEENVOGUE'a i jeszcze w innych magazynach.Teraz wzięłam się za aktorstwo ,wkrótce na ekrany wchodził film ze mną w roli głównej.Przez ostatnie pół roku musiałam udawać zakochaną w Taylorze Lautherze, który był moim filmowym partnerem. Nie powiem, że było źle, ale mogło być lepiej.  Z rozważeń o mojej"karierze wyrwał mnie głos Kenny'ego,który zaczął dyskutować ze Scooterem na temat drogi.Siedząc na przeciwko Ryana czułam się nie zręcznie, nawet nie wiecie jak bardzo. Szczególnie, że byłam wciśnięta pomiędzy Justina,który trzymał moją dłoń rozmawiając razem z ochroniarzem i Braunem, a Chazem który podobnie jak Bieber ściskał moją rękę. Prawie zapomniałam o Shay,która posyłała mi jadowite spojrzenia. Cudowna atmosfera,prawda? Minuty mijały, a my wciąż siedzieliśmy w ogromnym SUV-ie. Kiedy lekko przymknęłam powieki rozległ się głos Hamiltona:
-Dzieciaki, jesteśmy na miejscu!
Wysiedliśmy i udaliśmy się w ślimaczym tempie do wielkiego budynku.
-Mel, na pewno wygrasz...-szepnął Somers kiedy wchodziłam na boisko.-Dla mnie .
w odpowiedzi posłałam mu promienny uśmiech.
   Po drugiej stronie pojawiła się moja przeciwniczka w dresie od Juicy Couture, ze starej kolekcji. Spojrzałam na Kanadyjczyka,który kłócił się ze swoim menadżerem. Sekundę później odwzajemnił spojrzenie i posłał mi uśmiech. Z obmyśleń wyrwał mnie głośny hałas gwizdka Kenny'ego. Przez trzy czwarte przegrywałam , ale pod koniec kiedy Kenny już prawie oznajmił zwycięstwo Shay ja rzuciłam do kosza trzy razy za trzy punkty. Zaczęłam prowadzić dwoma punktami  i mierzyłam się do kolejnego rzuty kiedy Hamilton dmuchnął w gwizdek, a wszyscy wydali okrzyk radości. Chaz podbiegł do mnie , a ja wskoczyłam mu w ramiona z entuzjastycznym okrzykiem na ustach.
-Wiedziałem, że wygrasz ten mecz...-nachylił się i szepnął mi do ucha.
-Bez twojego dopingu nie dałabym rady.
-Dobra dziewczyny, teraz my wchodzimy na boisko!- Ryan zrzucił bluzę i pobiegł na boisko trzymając w lewej dłoni piłkę.
   Ja usiadłam na jednym z plastikowych krzesełek przy boisku i założyłam nogę na nogę. Przyglądałam się rozgrywką chłopców. Po kilku rozegranych meczach, kiedy opanowałam już mój dopingujący okrzyk . Scooter oznajmił:
-Dzieciaki pora wracać!
Zaczęłam zbierać wszystkie swoje rzeczy i wrzucać drobiazgi do swojej torebki kiedy poczułam czyjąś dłoń najpierw na mojej tali, a potem na biodrze. Odwróciłam się i chociaż wiedziałam kogo zobaczę, zaskoczył mnie widok Biebera ze zmierzwionymi włosami i zaczerwionymi policzkami.
-Mogę cię gdzieś dzisiaj zabrać?-zapytał szelmowsko się uśmiechając.-Nie będziesz musiała się przebierać.
-Na pewno? W dresie nie najlepiej wyglądam.
-Ty nawet w worku świetnie byś wyglądała!
-Dzięki-posłałam mu promienny uśmiech.-No ro gdzie mnie zabierasz?
-Niespodzianka...-powiedział delikatnie muskając moje wargi.-No to idziemy?
Skinęłam głową i idąc obok siebie wsiedliśmy do czarnego Ferrari, które skądś się tu wzięło podczas naszej nieobecności, ale nie zamierzałam wnikać w szczegóły.Kanadyjczyk szarmancko otworzył mi drzwiczki , a ja uśmiechając się wsiadłam do sportowego samochodu.
-Kiedy dowiem się gdzie jedziemy?-zapytałam po pół godzinnej jeździe.
-Zaraz,moja niecierpliwa Melisso...-powiedział skupiając się na drodze.-Dobra jesteśmy na miejscu.
Zanim zebrałam się , żeby otworzyć drzwiczki Bieber już grzecznie uchylił je.
  Posłałam mu serdeczny uśmiech i trzymając się za ręce weszliśmy do windy, która wjechała na prywatne piętro  należące do Justina.
-Witam w moich skromnych progach -powiedział kiedy drzwi się rozsunęły.-Nie jest jeszcze całkiem urządzone...
Ściana na przeciwko ukazywała w całej okazałości Upper East Side nocą i migoczącą wstążkę,którą była East Rivier. Podeszłam do okna i musnęłam opuszkami palców szybę.
-To jeszcze nie wszystko...-zaprowadził mnie do pokoju z wielkim puchatym dywanem zamiast łóżka. Okna sięgały od podłogi aż do samego sufitu i ukazywały jeszcze piękniejszy widok.
Bieber pocałował mnie w kark i delikatnie zsunął ze mnie bluzę. A potem wszystko potoczyło się bardzo szybko...

***
Rozdział dedykuje mojej kochanej kitsunechan, która ma dzisiaj urodziny. Życzę jej dużo snów z yaoi i wieeelu pomysłów na nowe wątki w opowiadaniu. <3 
A Emilka przeżywa załamanie i pytanie do moich kochanych czytelniczek : Da się umrzeć z tęsknoty, za kimś kogo prawie się nie zna?
_________________________________________________________________________________

|06|-Przyjechała tu aż z Stanford, a on nie chce się przywitać!

    Po całej nocy spędzonej na przewracaniu się z boku na bok zapadłam wreszcie  w głębszy sen. Śniło mi się , że leżałam w tym samym łóżku co teraz tylko, że pomiędzy Justinem,który dobierał się do mnie i robił mi malinki, a Chazem, który gładził mnie delikatnie po policzku. Chciałam krzyknąć, ale z moich ust nie wydobył się żaden dźwięk. Przyjrzałam się dokładnie obojgu i dostrzegłam, że ich oczy nie wyrażają niczego. Jakby byli zaprogramowani do tego...Teraz oboje zaczęli się nade mną nachylać i nachalnie zrywać ze mnie ubranie. Dobrze widziałam jak Somers rozpina rozporek. Z mojej krtani wydobył się paniczny wrzask, a po moich powiekach popłynęły dwa strumienie ciepłych łez.
    Gwałtownie otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Wszystko było bez zmian. Chaz leżał na mojej piersi i jedną ręką ją obmacywał i ślinił się przyciskając policzek do drugiej.
    Delikatnie go od siebie odsunęłam i wyszłam na paluszkach z pokoju. Otworzyłam sąsiednie drzwi i weszłam do pokoju Justina. Bieber już wstał  i teraz w samych bokserkach siedział na łóżku z laptopem na kolanach.
-Słodko wyglądasz w samej koszulce-powiedział odłożywszy komputer na etażerkę obok łóżka.
-Z szopą na głowie szczególnie-wtrąciłam.-Ale dziękuję za komplement.
-Podziękowania przyjmuje tylko w pocałunkach-podszedł do mnie i naparł na moje wargi.-Za komplement należą się jeszcze cztery.
-Co za zdzierstwo-mruknęłam i zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam go tak samo gorliwie jak wczoraj.
-Tęskniłem.
-Dziś będę spała u ciebie-wskoczyłam na niego i uczepiłam się go jak małpka.-Boję się spać sama,bo mam koszmary.
-I co my z tym zrobimy?-powiedział między pocałunkami.-Nie pozwolę ci spać...
-Śniadanie!!!-usłyszeliśmy głos Kenny'ego zza drzwi.
    Szybkim ruchem wygładziłam włosy i poprawiłam koszulkę od Isabel Marant,która ledwo zasłaniała mi tyłek. Wyszłam z pokoju sprawdzając czy przypadkiem nie ma tam Chaza. Będąc pewna wolnej drogi ruszyłam korytarzem pewnym krokiem. W kuchni był tylko Hamilton z miską musli w ręce.
-Dzień dobry-powiedziałam siadając na stoliku barowym.
-Dobry,doby-mruknął robiąc krótką pauzę.-Widzę, że rozkochałaś w sobie Chaza i Justina.
-Dlaczego tak uważasz?-zapytałam jak idiotka.
-Widać po tym jak po tym jak na patrzą na ciebie.Nawet ślepy by zauważył-ochroniarz wziął głęboki oddech.-Dziewczyno, nie zazdroszczę ci. Oboje są świetni na sówj sposób.
   Do kuchni weszli kumple rozmawiając o jakiejś nowej grze na konsolę.
-O czym gadacie?-zapytał Somers siadając obok mnie.
-Cześć ludzie!-do pokoju weszła wysoka szatynka z krzywym nosem.
   Była ubrana w jakieś ciuchy od Wet Seal'a z zeszłego sezonu i buty, które kupiła pewnie na wyprzedaży w Macy's. I w sumie żaden element do siebie nie pasował, bo kto ubiera podróbki EMU Australia w kolorze jasnego brązu do jasnej błękitnej bokserki i szaro-białego płaszcza ? Szczególnie, że wykończenia butów były w kolorze fuksji!
-Shay skąd się tu wzięłaś?-zapytał zaskoczony Chaz.
-Nie cieszysz się? Przyjechałam tu aż z Stanford, a ty nawet mnie nie przywitasz?
  Spojrzałam na Ryana,który teraz złośliwie się do mnie uśmiechał. Wiedziałam , że to on ją tu sprowadził,aby pogodziła się ze swoim byłym. Tylko nie wiedział, że ja łatwo nie odpuszczam.
-Chaz ja pójdę się przebrać i zaraz pójdziemy-musnęłam jego usta i teraz odwzajemniłam uśmiech Butlerowi. nawet nie wiecie jak zaskoczona mina Shay mnie ustafakcjonowała.
    Wróciłam do sypialni i ze swojej torby,którą po drodze wzięłam od Li. Wyjęłam z niej : czarny golf z krótkim rękawem kupiony w Barneys,długą zwiewną spódnicę do kostek w kolorze nude ( spódnica maxi), kożuch od Karl'a Donoghue i długi kaszmirowy szal, i botki w podobnym kolorze co spódnica.
   Ze stosikiem ubrań zamknęłam się w łazience i oddałam się przyjemności. Stanęłam pod strumieniem gorącej wody i delektowałam się kroplami spływającymi wzdłuż mojego kręgosłupa. Po kilku minutach wyszłam z kabiny i wtarłam w siebie balsam od D&G. Wysuszyłam w ekspresowym tempie włosy i zaczesałam je i zaplotłam je w luźny warkocz na boku. Z kosmetyczki wyjęłam bezbarwny błyszczyk od Dolce& Gabbana,tusz i cień do powiek od Chanela i wykonałam delikatny makijaż. Wychodząc z łazienki po raz ostatni na moje odbicie w lustrze. Przy drzwiach wyjściowych stał już Chaz patrząc wściekle na Shay. Wiedziałam, że wciąż ją kocha i nie mogłam nic na to poradzić. Ale Ryan'owi nie odpuszczę i będę się bawić uczuciami jego kumpla póki nie odpuści. Uśmiechnęłam się sztucznie i podeszłam do Somersa.
-Jestem gotowa.
-Zaraz pójdziemy tylko dowiem się jeszcze od Justina kiedy idziemy pograć w kosza...Wiesz wynajem sali...
-Spoko-powiedziałam siadając na oparciu sofy.-A będę mogła wam pokibicować?
-A ty w ogóle znasz zasady kosza?-wykipła Shay.-Wiesz jest duża i dość duża piłka najczęściej poma...
-Tak się składa, że gram w reprezentacji szkoły.
-No to szykuje się bitwa pomiędzy Mel,a Shay-Bieber pewnym krokiem wszedł do pokoju-Będzie ciekawie. Kenny zgodzisz się być sędzią?
Ochroniarz skinął głową, a my pożegnawszy się wyszliśmy z apartamentu.


***
No i macie moje kochane 6 rozdział ^.^
Za dużo by pisać, aby ogarnąć ogłoszenia.

___________________________________________________________________
Link do otufit'u (Shay)
Link do otufit'u ( Melissa)

|05|-Nie złość Ryana, bo...Właśnie dlaczego?

    Po tym jak wszyscy zdziwieni wiadomością, że zostaję na noc w apartamencie sam na sam z trzema facetami plus jednym dwunastolatkiem. Zaczęli planować jaki film wybiorą na dzisiejszy wieczór, a ja zamknęłam się w pokoju. Grzebałam przy torbie wyjmując kolejne ubrania rozmyślając przy tym o całym dniu. Nigdy nie przydarzyło mi się tle zdarzeń w ciągu jednego dnia. Wylanie kawy na Chaza,spotkanie Justina,Ryana, zerwanie z Danem,ucieczka z domu,randka z Bieberem( mogę to spokojnie nazwać randką). Moje życie zawsze ograniczało się tylko co dwu tygodniowych "ucieczek" z domu i wydawaniu pieniędzy, które zostawili nam rodzice po swojej śmierci. Wiedziałam, że teraz na zawszę się to zmieni. Zdjęłam obcisłe rurki i założyłam szorty sięgające do tali. Na koszulkę od Isabel Marant założyłam gruby sweter od A.P.C. Zamiast wysokich obcasów od J.Campbella założyłam szare Vansy. Kiedy skończyłam się ubierać usłyszałam ciche pukanie. Do pokoju wszedł Justin. Uśmiechnęłam się na jego widok.Usiadłam na łóżku i poklepałam miejsce obok mnie.
-Nie dziwię się, że masz kilkanaście milionów fanów. No , bo kto nie kocha  twojego tyłka w tych rurkach?
-Dziewczyna , na której mi zależy...-po raz trzeci tego dnia nachylił się nade mną,aby mnie pocałować. Bawił się mną doprowadzając do szaleństwa przybliżając się i oddalając. Kiedy wreszcie mnie pocałował poczułam motyle w brzuchu, ale tą piękną chwilę przerwał skrzyp otwieranych drzwi.
-Przepraszam musiałem pomylić pokoje-powiedział bez cienia skruchy Butler- I od razu...Zaraz zacznie się film.
    Zeszliśmy z łóżka. Chciałam już wyjść,ale Bieber złapał mnie za nadgarstek i  gwałtownie przyciągnął do siebie wpijając się  w moje wargi. Rozchyliłam je lekko, a on perfidnie ten fakt wykorzystał  i jego język zaczął badać wnętrze mojej jamy ustnej. Dobra przyznaję się bez bicia nie byłam mu dłużna i mój język zaczął się droczyć. Wciąż trwając w namiętnym pocałunku  zarzuciłam mu ręce na szyję Justinowi. Dopiero po kilku minutach wymieniania śliny musieliśmy zaczerpnąć tchu. Popatrzyłam na Kanadyjczyka. Miał zaczerwienione policzki ,lekko zmierzwione włosy i jego oczy płonęły namiętnością.
-To był mój najlepszy pocałunek-powiedziałam wciąż nierówno oddychając.-A mam wprawę od siódmej klasy.
-Jeszcze dziś to powtórzymy?-mruknął gryząc mój płatek uszny.-Teraz powinniśmy już iść, bo wzbudzimy jakieś podejrzenia.
-Dziś przyjadę do ciebie-mruknęłam i jeszcze raz natarczywie wpiłam się w jego usta.-O ile Chaz mnie nie zatrzyma.
   Oboje wyszliśmy razem z pokoju rozmawiając o planach na jutro. Somers siedział już na sofie,więc dosiadłam się do niego podkulając nogi. Bieber przysiad po mojej lewej stronie. Doszłam do wniosku, że przydałby się popkorn,więc zapytałam się czy ktoś chce.
-Pomogę ci-powiedział niechętnie Ryan.
  Kiedy oboje znaleźliśmy się sami w kuchni kumpel piosenkarza popatrzył na mnie z wyrzutem, a jego sympatyczny wyraz twarzy zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
-O co chodzi?
-Nie lubię dziewczyn takich jak ty. Nie wiem co oboje widzą w tobie-nawet nie mrugnął.-We troje znamy się od dzieciństwa i jakaś dwulicowa dziwka nie zniszczy naszej 9-ęcio letniej przyjaźni.
-A co ja złego zrobiłam?
-Oboje zwodzisz i okręcasz ich sobie w okół palca-powiedział beznamiętnie.-Chaz na pewno wróci do Shay, z którą chodził od roku. A Justin słucha Scootera jak wyroczni , a on z tego co wiem nie popiera związku Justina z tobą.
-Kłamiesz-wzięłam dużą miskę i nerwowo zaczęłam wsypywać popcorn do niej.-I nie wtrącaj się.
   Wróciłam na sofę po drodze gasząc światło. Podkuliłam  nogi i oparłam głowę o ramię Somersa i złapałam za rękę Justina.
   Film był nudny,ale nawet przy wielkim wysiłku nie mogłam powstrzymać się od ziewania, a tym bardziej od trzymania otwartych powiek. Doszłam do wniosku, że nikt nie zauważy, że przymknę na chwilę oczy. Tylko na sekundę. Ołowiane powieki zamknęły się, a ja zapadłam w płytki sen. Jakąś godzinę później poczułam jak ktoś bierze mnie na ręce i gdzieś niesie. Trzaska drzwiami i kładzie na czymś miękkim.Uchyliłam powieki,lecz wciąż nie widziałam twarzy osoby,która mnie tu zaniosła. Ktoś położył się obok mnie i dotknął mojego policzka.
-Jak mam ci wynagrodzić to, że zapomniałam o dzisiejszej randce?-szepnął Chaz i delikatnie mnie pocałował.
-Nie mam pojęcia. Zabierzesz mnie na kawę,albo inną randkę?-powiedziałam zachrypniętym głosem.-A teraz mnie przytul. I pocałuj.


***
Siabadana da! Jestem mega szczęśliwa. Nawet nie jestem tego w stanie opisać. 
Ale i tak rzygam ze stresu. <3
Dziękuję za 4 pocałunki. <3


_____________________________________________________________________
 Link do otufit'u

|04|-Jemioła

   Jednak mnie nie myliły. Miejsce pomiędzy mną, a Bieberem zajęła chamsko panna Gomez z naburmuszoną miną. Miałam ogromną ochotę walnąć ją prosto w buźkę słodkiej idiotki,lecz doszłam do wniosku,że później znajdzie się lepsza okazja.Odsunęłam się i zaczęłam udawać, że interesuje mnie zakorkowana ulica. 
-Nie uwierzysz twoje głupie fanki napadły na  mnie u Saksa! Nie mogłam kupić tego swetra od CALYPSO i tej sukienki od Christophera Kane'a, o której ostatnio ci mówiłam-powiedziała z wyrzutem w głosie i podwinęła rękaw swetra z grubej włóczki od Missoni ( wiedziałam, bo sama mam identyczny). Na jej przedramieniu skóra była lekko zaczerwieniona.-I jeszcze mnie pobiły!! Cała czerwona ręka!!
   Justina interesowało tyle co mnie-czyli miał to kompletnie w gdzieś. Tylko, że on  nie wywrócił teatralnie oczami jak ja,lecz  wpatrywał się we mnie. 
-Czy to w ogóle słyszysz co ja do ciebie mówię-Selena wyrwała się z amoku i spojrzała tam gdzie przez ostatnią minutę patrzył Bieber.-Kim do cholery jest ta dzi...-wiedziałam co miała na myśli i na pewno nie była to 'dziewczyna. Opanowałam się od dokończenia, bo Bieber przerwał jej:
-Ty masz swojego chłopczyka to dlaczego ja nie mogę mieć koleżanki?-powiedział to tak obojętnie, że trochę zabolało,ale szybko zapomniałam o mojej urazie kiedy na mnie spojrzał i posłał mi anielski uśmiech.-I ona ma imię...
-Ona mnie tyle obchodzi co wyprzedaż u JCPenney-czyli gówno mnie obchodzi-spojrzała na swoje dopracowane w każdym calu paznokcie i dodała obojętnym tonem:-Wiesz, że wszystko niszczysz?
-Ja?! Ty pierwsza zaczęłaś, a z resztą-pochylił się do przodu i wymienił kilka szeptanych zdań z Kennym za kierownicą.-Żegnam. Wysiądziesz dobrowolnie czy Kenny ma ci pomóc?
   Selena otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć, ale szybko się opamiętała i z miną obrażonej księżniczki wyszła z auta trzaskając głośno drzwiami,tak ,że oboje podskoczyliśmy. 
   Resztę drogi spędziliśmy w niemym milczeniu. Wielki SUV zatrzymał się i ochroniarz otworzył nam drzwi. Podał mi rękę,aby łatwiej było mi wysiąść. Kanadyjczyk wysiadł za mną i razem z Hamiltonem przed nami weszliśmy do wielkiego hall'u z wysokim sufitem. 
   Drzwi windy wyłożonej błyszczącym,czarnym kamieniem i wielkimi lustrami na ściankach. 
-Nie będę wam przeszkadzać?-zapytałam przerywając krępującą ciszę.
-Coś ty, nikt nie pobije rodzeństwa Smith,Chaza z Ryanem nawet kilka megafonów , do których wrzeszczałyby wszystkie  fanki Justina-Hamilton wybuchł śmiechem.- No co nie mówię prawdy?
-Mówisz,mówisz-mruknął Bieber.
   Dojechaliśmy na piętro gdzie mieściło się studio. Kenny bez trudu otworzył ciężkie drzwi i znaleźliśmy się w przestronnym pomieszczeniu z wielkimi konsolami przy weneckiej szybie. Po drugiej stronie pokoju była wielka czerwona sofa zajmująca całą ścianę i oba narożniki. 
-Rozgość się. Po drugiej stronie korytarza na pewno jest Chaz-powiedział niby od niechcenia,ale wiedziałam, że chce,abym została razem z nim.- Możesz jeśli chcesz ze mną posiedzieć w studiu i powiedzieć coś o mojej nowej piosence.
-Zostanę-zdjęłam z siebie pomarańczowy płaszcz i położyłam go na oparciu kanapy i usiadłam na wielkim czarnym fotelu przy konsoli.
    Kiedy ochroniarz wyszedł, Justin zaczął coś włączać i przełączać, aż w końcu popatrzył na mnie wielkimi oczami w kolorze płynnej czekolady z ciemnymi refleksami. 
-Tylko szczerze.
-Zawsze jestem szczera,aż do bólu-zaśmiałam się z jego poważnego tonu.-Puścisz to wreszcie?
 Skinął głową w odpowiedzi.
   Z głośników wydobyły się dźwięki dzwoneczków, które były przeczepione do sań Świętego Mikołaja.Potem  do dzwonków  dołączyły brzdęki gitary i anielski głos Kanadyjczyka. Głowa zaczęła kiwać się w rytmie piosenki. Trzy minuty minęły, a ja wciąż nuciłam melodię. 
-I jak?-zapytał zniecierpliwiony.-Może być?
-Jest świetna. Ma taki świąteczny klimat...Może w święta wejdzie na pierwsze miejsce i zepchnie Last Christmas lub Marię Carey na niższe miejsca-posłałam mu szeroki uśmiech.-Jaki ma tytuł?
-Misteloe-odpowiedział z jeszcze większym uśmiechem. 
  Pochylił się nade mną. Jego ciepły oddech drażnił moje rzęsy,ale ja pod żadnym wypadkiem nie mogłam mrugnąć. Jakieś dziwne przyciąganie popchnęło mnie jeszcze bliżej jego. Wiedziałam, że jego malinowe wargi zaraz się we mnie wpiją. Trzy...Dwa... Do pomieszczenia wszedł rozwrzeszczany mężczyzna.Oboje jak oparzeni odskoczyli od siebie. 
-Justin, ty idioto! jak mogłeś powiedzieć coś takiego Selenie!? Jej menadżerka mnie zabije albo lepiej, nas obojga. 
-Scooter poznaj Melissę-Bieber szybko zmienił temat,a menadżer Kanadyjczyka popatrzył na mnie sceptycznie.
-Droga Melisso, mogłabyś nas na chwilę zostawić samych?-Braun wciąż wlepiał wściekłe spojrzenie w piosenkarza.
-Mel,idź do Chaza. Ja zaraz do was dołączę...
   Skinęłam głową i opuściłam studio. Otworzyłam drzwi na przeciwko i pewnym krokiem weszłam do pokoju. Na sofie siedział Somers z Kennym grając na konsoli. W głębi siedział chłopiec z wielkim afro wyżywał się na swoim PSP Slim. Obok niego był inny chłopak, którego widziałam pod Starbucks'em. Kiedy zamknęłam z trzaskiem drzwi wszyscy skierowali swoje spojrzenia w moją stronę.
-Cholera! Zapomniałem-krzyknął Chaz patrząc na zegarek od Swiss'a.- A ty skąd się tu wiedziałaś, że jesteśmy tutaj?
-Justin mnie podwiózł.
Małe niedopowiedzenie chyba nic nie zmieni-przecież nie skłamałam.
-I Chaz, nic się nie stało-uśmiechnęłam się serdecznie.-Tylko małe spóźnienie.
-Dwu godzinne-powiedział wściekły na siebie.-Będę musiał mu podziękować za to, że cię tu przywiózł.
Drzwi po raz kolejny się otworzyły i Kanadyjczyk wszedł do pokoju.
-O wilku mowa-mruknęłam.
-A co obgadywaliście mnie?-zaśmiał się.-Niedługo będziemy musieli się zbierać.
-Dobra tylko wyłączę konsolę-powiedział Kenny.
Somers zaczął się krzątać po pokoju sprawdzając stoliki i szafki.
-Szukasz czegoś?-zapytałam.-Pomóc ci?
-Nie pamiętam gdzie położyłem swoją komórkę-mruknął wciąż przeszukując każdy kąt.-Widział ktoś mój telefon?
   Każdy zaczął sprawdzać różne miejsca. I kiedy Ryan zaproponował żeby zadzwonić pod numer Chaz'a,kątem oka dostrzegłam, że Justin dyskretnie wyjmuje z kieszeni komórkę i kładzie ją na blacie. Po co mu był jego iPhone?
-Znalazłem-poinformował nas.-Idziemy?
Wszyscy zgodnie opuściliśmy pokój i poszliśmy w stronę windy.



***
Heeey ludziska! Rozdział przepisałam w ciągu 4 godzin co jest wielkim sukcesem przy moim tempie pracy.
Jak samopoczucie? Już wkrótce Mikołajki , a dzisiaj Andrzejki ;) Ja swoje w szkole obchodziłam w czwartek i było zajebiście ^.^
Dziękuję wszystkim moim czytelnikom, Milka. <3

|03|-Bieberoniespodzianka

      Siedziałam na ławce i przyjrzałam się zakochanej parze,która teraz mnie minęła trzymając się za ręce.Czemu  Chaz się tak spóźnia? Minęło już 10 minut od umówionej godziny. Miałam zamiar już wstać kiedy ktoś zasłonił mi oczy i zapytał :
-Cześć, shawty- głos raczej nie przypominał głosu Somers'a, ale i tak głupio palnęłam:
-Chaz?
-Przykro mi, ale tym razem to nie on- odwróciłam się i ujrzałam kogoś kogo nigdy bym się nie spodziewała.
-O mój boże!
-Po raz kolejny nie zgadłaś-powiedział z uśmiechem na ustach.- Nie jestem żadnym bogiem, ani Chazem...
-Wiem-wciąż zaszokowana zamknęłam oczy i ponownie je otworzyłam, ale i tak tam stał.W końcu po kilku sekundach milczenia zaczęłam mówić jak najęta:-Nie mogę uwierzyć, że w ciągu jednego dnia zobaczyłam ciebie, a co dopiero rozmawiałam z tobą. I chyba nikt nie uwierzy, że stoisz obok mnie... A tak w ogóle jak ja mam się do ciebie zwracać?
-Shawty,mów mi po imieniu-uśmiechnął się zabójczo i gdyby nie fakt, że siedzę upadłabym,bo moje kolana zapomniały o swojej roli i się rozpłynęły.
-Justin, wiesz może gdzie jest Chaz?Umówiłam się z nim tutaj i jeszcze nie przyszedł...
-Pewnie zapomniał albo wciąż gra na konsoli, jak to Chaz. Jak go znowu zobaczę wygłoszę mu wykład jaką gafą jest spóźnianie się na randkę z taką piękną dziewczyną jak ty.-moje policzki się lekko zarumieniły.-Przejdziesz się ze mną po parku czy wolisz wciąż tu czekać na Chaza? Albo wiem pójdziemy na lodowisko!
-Ja oczywiście jestem chętna,ale twoja dziewczyna nie będzie mieć nic przeciwko?
-Selena? Z nią właściwie nic mnie nie łączy. Ona ma wolną rękę i ja ją mam. Nasz "związek" istnieje tylko dlatego, bo mój menadżer chciał wzbudzić jakąś sensację, bo zaczynało się robić nudno. I tak się dogadali z menadżerką Seleny. I niestety nic na to nie poradzę, ona tym bardziej.
-Współczuje. Czyli nic się nie stanie jeśli chwilę z tobą pobędę jeżdżąc, a właściwie zabijając się na lodzie?
-Nie,raczej nie-uśmiechnął się tak,aby moje kolana ponownie zapomniały o swojej roli.-Idziemy?
-Oczywiście-uśmiechnęłam się promienie.- Tylko mówię na wstępie, że nie potrafię jeździć na łyżwach. Ostatnim razem jak tutaj byłam złamałam rękę. Byłam chyba wtedy w 7 klasie.
-Nie będzie tak źle-podeszliśmy do okienka skąd można było wypożyczyć łyżwy. Stanęliśmy obok wielkiego afroamerykanina. -A właśnie to  jest Kenny Hamilton, mój najlepszy przyjaciel i ochroniarz w jednej osobie.
-Miło cię poznać-uścisnął moją dłoń, która wyglądała jak filigranowa rączka lalki z porcelany, która stoi u mnie na półce, w wielkiej dłoni ochroniarza.-A ty jak masz na imię?
-Melissa Truelove- dygnęłam i odebrałam z okienka swoje buty do jazdy na lodzie.
-Mel, idziemy na lód?-powiedział podając mi rękę,abym weszła na lód.-Nic się nie stanie.
-Boję się-mówiąc to zrobiłam krok w jego stronę. 
  Zachwiałam się i kurczowo złapałam się bandy nie puszczając dłoni Justina. Spojrzałam na lód i jeszcze mocniej ścisnęłam jego kończynę.
-Złap mnie za rękę-podał mi drugą dłoń.-Teraz przytuptaj trochę bliżej.
   Wykonałam posłusznie polecenie i poczułam się pewniej. Pomaszerowałam dalej i po kilku krokach zachwiałam się i upadłam i wpadłam prosto w ramiona Biebera.
-Shawty wszystko w porządku?-zapytał zatroskany.-Może lepiej pójdźmy na jakąś kawę, a potem jeśli będziesz chciała pójdziemy do studia,gdzie pewnie teraz Chaz i Ryan grają na konsoli.
-Na prawdę będę mogła pójść z tobą do studia?
-Powiesz mi co myślisz o jednej z nowych piosenek- pomógł mi zejść z lodu na ziemię.-A przy okazji dasz mi swój numer.
  Bez wahania podałam mu mój telefon i oddałam łyżwy do okienka.Kenny zamienił kilka zdań  z Justinem i ruszyliśmy za barczystym mężczyzną. 
-Powinnam być na ciebie złą-powiedziałam z uśmiechem kiedy skończyliśmy dyskusję o najnowszej płycie Red Hot Chili Pepers.
-Dlaczego?-powiedział zbity z tropu.
-Wciąż nie followujesz mnie na twitterze chociaż spamowałam cię codziennie od kilku miesięcy.
-Przepraszam , ale nie dam rady  follować każdego. Zaraz zacznę obserwować tylko podaj nazwę.
-xoMelsSmilexo- powiedziałam serdecznie się uśmiechając.-Przepraszam na chwilę, ale moja przyjaciółka do mnie dzwoni w sprawie życia i śmierci.
Bieber skinął głową , a ja odebrałam brzęczącą komórkę.
-Li co się stało?-Zapytałam zaniepokojona.
-Nie możesz u mnie nocować,bo moja matka powie twojej siostrze o tym, że jesteś u mnie.
-Cholera...Dobra będę musiała nocować na jakiejś ławce.Pa-rozłączyłam się.
-Fuck,fuck,fuck!-usiadłam na najbliższej ławce i schowałam twarz w dłoniach. 
-Przepraszam, że się wtrącam,ale z tego co rozumiem nie masz gdzie nocować-usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem.-Możesz zatrzymać się u mnie. Chaz na pewno się ucieszy.
    Dopiero teraz doszło do mnie, że przez ostatnią godzinę zapomniałam o Somers'ie, a spędziłam najcudowniejszą godzinę z Justinem. Nie wiedziałam co myśleć, a tym bardziej co powiedzieć, więc odpowiedziałam krótko:
-Z wielką chęcią.
A zaraz potem dodałam:
-Uratowałeś mnie od nocowania na jakiejś ławce czy kartonie.
     Byłam tak szczęśliwa, że nie myśląc rzuciłam się na szyję Kanadyjczykowi i gdyby zza krzaków nie wyskoczył facet z aparatem za pewne zaczęlibyśmy obściskiwać się na środku Central Parku przy dość dużej widowni. Kenny pociągnął nas oboje za ręce i zaczęliśmy przepychać się przez alejki pełne zakochanych par. Podczas ucieczki oberwałam gałęzią w twarz i kilka razy potknęłam się o krawężnik.
      Wreszcie po kilku minutowym biegu gwałtownie wepchnięto mnie na tylne siedzenie wielkiego SUV-a. Za mną do środka wszedł Justin uważając na to, aby nie zrobić mi najmniejszej krzywdy.-Wszystko w porządku-usiadł obok mnie z zatroskaną miną.-Nic sobie nie zrobiłaś?
-Poza kilkoma siniakami i zadrapaniem jest dobrze. -przysunął się bliżej tak blisko, że stykaliśmy się ramionami. 
   Czułam na karku jego ciepły oddech. Nachylił się tak , że dzieliły nas milimetry. Pochyliłam się jeszcze bliżej... Musnął moje wargi najpierw delikatnie potem coraz łapczywie. Drzwi samochodu otworzyły się gwałtownie. Odskoczyłam od Biebera jak oparzona. Chciałam wygonić tą osobę z auta i sprawić, że moje wargi i Kanadyjczyka stopiły się w jedno.Nie chętnie odsunęłam się od bruneta i spojrzałam na przybysza. Moje oczy chyba się myliły widząc naburmuszoną minę Seleny Gomez.


***
 Witam po tygodniu przerwy. Mamy już niedzielę i to jest straszne. Od wtorku będę miała przynajmniej 3 kartkówki i sprawdzian z anglika. Ale jest dobrze ; ) Powinnam sobie poradzić. I dziękuję mojej Kitsune-Chan za to , że czyta. <3 


P&L

|02|-Nie kompromituj się

      Usiadłam na sofie na przeciwko Li,która naprawdę nazywała się Akiro Yumishi Yuna-Zhang. Była córką znanego producenta filmowego i słynnej aktorki pochodzenia Azjatyckiego, ale od urodzenia mieszkała na terenie Stanów Zjednoczonych. Freddie był natomiast homoseksualistą i był świetnym kumplem. I jedynym facetem, z którym spokojnie  mogłam pogadać o najnowszych butach,które kupiłam u Jimmy'ego Choo i torebce od Vuitton'a.
-Zgadnijcie co dla was załatwiłam?-nie czekałam na ich odpowiedzi tylko zaczęłam dalej mówić:- Ten, z którym się zderzyłam nazywa się Chaz i przyjaźni się z Justinem Bieberem!-wyjęłam z kieszeni kamizelki karteczkę na,której podpisał się Kanadyjczyk.-Macie autograf.
-Wiedziałam!-wykrzyknęła entuzjastycznie Azjatka.-Wiedziałam, że skądś go kojarzę! Chaz Somers,oczywiście! Oh my fucking godness! Dziś musisz zerwać z Danem!
-Mówię jej to od tygodni-wtrącił się Fred.- Musimy już iść jeżeli chcemy jeszcze zdążyć do szkoły bez spóźnienia się.
-Freds mamy dzisiaj na 9 i jeszcze odwołali nam geometrie...-powiedziałam dopijając moją kawę,kiedy zabrzęczał mój telefon.- Chaz do mnie napisał! Chce się spotkać! Co mam mu odpisać?
-Będziesz pisała po drodze, a teraz musimy iść. Przecież nie pójdziesz do szkoły z wielką plamą na bluzce!-wypchnął mnie z lokalu przez szklane drzwi z zielonym logiem Starbucks'a.
   Złapał mnie za nadgarstek i w ekspresowym tempie zaczął przebierać nogami niczym Forest Gump, ciągnąc mnie za sobą. Zatrzymał się dopiero pod drzwiami mojego apartamentu. Moja pokojówka wpuściła mnie do środka. Pobiegłam prosto do mojej garderoby i kilkoma szybkimi zdjęłam z siebie brudny golf. Zamiast niego włożyłam inny czarny golf, ale tym razem od Jil'a Sanders'a. Korzystając jeszcze z wolnej chwili poprawiłam włosy i spojrzałam na łóżko, gdzie wylegiwała się moja tygrysica, którą ocaliłam podczas podróży
-Thabita!-pogłaskałam ją po pyszczku.- Bądź grzeczna i nie sprawiaj kłopotów podczas mojej nieobecności...
   Opuściłam pokój i wróciłam do salonu gdzie czekali na mnie kumple.
-No to idziemy na pewną śmierć?-jęknęłam.
-Francuski nie jest taki zły-mruknęła Akiro zakładając na siebie swoje beżowe ponczo od Isabel Marant.-Mam pomysł poproś tego Chaza, aby zapytał Justina czy pouczyłby się z tobą.
-Li, bardzo śmieszne-powiedziałam z sarkazmem.
-No to co dziewczyny, idziemy do szkoły?
-A mamy jakieś inne wyjście?-z ironią w głosie zapytała Azjatka.
-Raczej nie-stwierdziłam z kwaśnym uśmiechem na twarzy.-Dobra ludzie, taksówka na nas czeka.
    We troje wsiedliśmy do taksówki omawiając co powinnam odpisać Somers'owi. Po kilkunastu minutach stania w korku byliśmy pod gmachem szkoły. Wysiedliśmy z samochodu w charakterystycznym kolorze i stanęliśmy na dziedzińcu wśród innych licealistów. Minęliśmy pierwszoklasistki, które cieszyły się z tego,że najpopularniejszy Kanadyjczyk nagrywa nowy album i szuka dziewczyny do teledysku.Kiedy obok nich przeszłam usłyszałam szepty dotyczące mojego dzisiejszego ubioru. Na środku dziedzińca dostrzegłam mojego chłopaka. Podeszłam do niego przedłużając każdy krok. W końcu stanęłam obok niego. Chciał pocałować mnie na przywitanie,ale ja się odsunęłam.
-Coś się stało Mel?-popatrzył na mnie z troską.- Znowu kłopoty z siostrą?
-Nie mogę tak dłużej...Nie zrozum nie źle... Jesteś naprawdę świetnym chłopakiem troskliwym,czułym, słodkim... Wszyscy twierdzą, że jesteśmy idealną parą królowa szkoły i kapitan drużyny szkolnej lacross'a. Niestety wszyscy się mylą. Nie pasujemy do siebie...Przykro mi to koniec.
-Jak się nazywa?-na jego twarzy malował się spokój, ale zdradziły go zaciśnięte w pięść dłonie.
-Ale kot?-zapytałam się jak idiotka.
-Ten facet dla , którego mnie rzuciłaś.
     Od tłumaczeń uratował mnie dzwonek. Ruszyłam szybkim krokiem w stronę wejścia do szkoły, wymijając grupki ludzi,którzy z zaciekawieniem przyglądali się sytuacji,która wcześniej zaszła pomiędzy mną a Danem.
Spojrzałam przez ramię i dostrzegłam pędzących za mną przyjaciół. Zwolniłam kroku i stanęłam pod drzwiami klasy od Francuskiego. Po chwili dotarli do mnie zdyszani z wypiekami na policzkach.
-Czemu tak pędziłaś?-wydyszała Akiro.-Czemu Dan się tak na ciebie patrzy?...A już rozumiem. Zerwałaś z nim , a on teraz odstawia szopkę. Dobrze zrobiłaś.
-Odpisałaś już Chaz'owi?-wtrącił Freddie.
-Tak. Dzisiaj idę z nim na lodowisko-uśmiechnęłam się szeroko i zignorowałam mojego byłego, który teraz stał za mną i odchrząknął.-Mam nadzieję, że nie zepsuję tego. A tak w ogóle co ja na siebie założę? 
-Mel, ja cię kocham! Chcę planować z tobą przyszłość! Chcę się z tobą zestarzeć!-mój ex chyba został przez coś opętany, bo wciąż rzucał obietnice na wiatr.-Daj mi jeszcze jedną szansę!
-Nie kompromituj się-powiedziałam wywracając oczami.
  W okół nas zaczęły się zbierać małe grupki gapiów.
-Z nami koniec. Już nic do ciebie nie czuje. I przyjmij to jak mężczyzna!
  Wiedziałam, że był to cios poniżej pasa dla kapitana drużyny lacross'a. Dzwonek oznajmił koniec przerwy i wspólnie z Li i Fred'em weszliśmy do sali. Zajęłam swoją ławkę w ostatnim rzędzie przy oknie. Nauczycielka,która była starą panną z zawsze grymasem na twarzy tak jak zwykle uwzięła się na mnie i musiałam dodatkowo napisać wypracowanie na kilka stron A4 o Quebekzykach.
   Reszta lekcji minęła całkiem spokojnie nie licząc kilku nagan za rozmawianie na lekcji astronomii i angielskiego. Wreszcie po kilku godzinach spędzonych na nauce mogłam spokojnie wrócić do domu. Stanęłam pod gmachem szkoły i wdałam się w rozmowę z przyjaciółmi,lecz naszą konwersację przerwał głos dyrektorki:
-Panno Truelove,proszę za mną do gabinetu.
-Proszę pani,ale według kodeksu szkoły-który ostatnio musiałam przepisywać-nie może mnie pani zatrzymać po lekcjach.
-W takim razie jutro panno Truelove, jutro pani przyjdzie wraz z siostrą do szkoły-powiedziała obojętnie,chociaż wiedziała, że był to cios poniżej pasa.-Do widzenia.
-Do widzenia-powiedziałam ze sztuczną uprzejmością.
  Kiedy odeszła wysyczałam kilka wulgarnych uwag kierowanych pod jej adresem. Usiadłam, a właściwie klapnęłam bezwładnie na brudny krawężnik i ukryłam twarz w dłoniach.
-Po prostu cudnie, mogę się pożegnać z Chazem ,wami,wypadami na kawę i premierą-byłam krok od płaczu,ale powstrzymała mnie wieść , że obok mnie stoi moja odwieczna rywalka.-Chyba , że...
-Tym razem nocujesz u Li. Ja nie chcę tym razem brać w tym udziału!
-Dobra Fred, urządzamy pidżama-party bez ciebie!-Akiro okazałą wielki entuzjazm wiadomością o moim noclegu w jej domu.-Okej pojedziemy do ciebie do domu,abyś się jeszcze przebrała na randkę z Chaz'em i wzięła ciuchy na najbliższe dni.Potem idziesz do mnie.
-Musimy zdążyć przed Catheriną inaczej nic z tego-prawie wybiegłam na ulicę,ale Freddie złapał mnie w ostatniej chwili. Zaczęłam nerwowo wymachiwać ręką wrzeszcząc "taxi". Po chwili podjechała do nas taksówka, do której weszłam z Azjatką.
   Po kilkunastominutowej jeździe byłyśmy na miejscu.Nie czekając na pokojówkę otworzyłam drzwi do domu swoim kluczem.Wnętrze było urządzone według najnowszych trendów,czyli pokoje były pełne bezużytecznych dodatków. Jedynie mój dwu poziomowy  pokój był urządzony tak jak ja chciałam, a nie jak jakiś projektant wnętrz,którego wynajmowała moja siostra. Wysokie okna od podłogi aż do sufitu ukazywały widok na całe Upper East Side i Central Park. Cały widok zapierał dech w piersiach. Rzuciłam torebkę na podłogę przy ogromnym łóżku, które zajmowało  większą część połowy pomieszczenia. Zbliżyłam się do wielkiej garderoby i wyjęłam z niej szarą bluzkę od Isabel Marant i czarne wąskie spodnie z zamkami na nogawkach zamiast szwów. Z osobnej części miejsca wielkiej szafy wyjęłam buty  z ciemnej skóry od Jeffrey'a Campbell'a, a następnie je wsunęłam na szczupłe stopy. Przerzuciłam wszystkie potrzebne rzeczy z torebki od Chanel'a do żółtej zaprojektowaną przez dom mody Balenciga. Na dworze panował lekki chłód, więc założyłam intensywnie pomarańczowy płaszcz, który kupiłam u Karen Miller. Do całego zestawu dobrałam kaszmirowy szal w kolorze fuksji od YSL'a,błękitne rękawiczki do łokci od Kate Spade,pierścionek z dużym oczkiem z turkusu i bransoletę od Juicy Couture.
     Z głębi garderoby wyjęłam torbę sportową od LV przygotowaną na takie wypadki jak teraz. Mówić szczerze ucieczki z domu zdarzały się średnio raz na dwa tygodnie. Wzięłam do ręki swoje blackberry i spojrzałam na wyświetloną godzinę. Wkrótce miałam się spotkać na lodowisku w Central Parku z Chazem. Do pokoju wpadła Akiro i odebrała ode mnie torbę. Wróciła do domu , a ja korzystając z wolnej chwili wyjęłam zeszyt i wyrwałam z niego kartkę. Chwyciłam czarny marker i napisałam jedno zdanie: "To przez ciebie i twoje twarde zasady. PS: Nie szukaj mnie,poradzę sobie - Melissa". Zostawiłam kartkę na widocznym miejscu i opuściłam dotychczasowy dom.
     

***
Hej, jak tam ludzie z wieścią, że macie 3 dni wolnego? 
Rozdział jest mega nudny,wiem,wiem. 
Ale takie rozdziały też muszą być... Następne będą pełne akcji.
I jeżeli nie będą ciekawe bijcie mnie po moich paluszkach i porwijcie wszystkie kartki.
Mam dziwaczną wenę na religii,historii i matmie xd Wyjmuje kartkę i zapisuje następne 3. lol
Dobra nie zanudzam. 
___________________________________________________________________________________
 

|01|- Słodka ( i lepiąca)


          Wybiegłam z pokoju trzaskając drzwiami .W korytarzu minęłam mojego pieska Milo i otworzyłam drzwi frontowe tak samo głośno zamykając je jak te poprzednie.Za swoimi plecami usłyszałam krzyk mojej siostry. Nie zamierzałam  na nią czekać, tylko zbiegłam po schodach ewakuacyjnych,które ratowały mnie od kazań Catheriny dzień w dzień. Będąc na pół piętrze do moich uszu dobiegły dźwięki uderzeń obcasów z metalową podeszwą. Jedynie moja siostra w tym wieżowcu miała botki od YSL’a, na które czekała kilka miesięcy na liście.Przyspieszyłam i zaczęłam przechodzić bokiem,aby nie przewrócić się na twarz w swoich botkach od Sam’a Eldman’a,chociaż wiedziałam, że mnie nie dogoni. Z gracją pokonałam ostatni stopień i ruszyłam zatłoczonym chodnikiem w stronę Starbucks’a ,mojej oazy spokoju, gdzie bez żadnego popędzania mogłam delektować się kawą.Wyjęłam perłowe blackberry i sprawdziłam  na dużym wyświetlaczu godzinę. Będę musiała chwilę poczekać na Li,moją najlepszą przyjaciółkę,która na prawdę nazywała się Akiro Yumishi.
        Mijałam ludzi, którzy jeszcze jedną nogą byli w łóżku i zupełnie śpiące osoby,które prawie się zataczały.  Z mojej ulubionej kawiarni wyszła głośna grupka chłopaków w moim wieku i jeden ogromny afroamerykanin po trzydziestce.Minęłam ich w drzwiach ignorując gwizdy na mój widok. Weszłam do środka. Ciepłe powietrze delikatnie ogrzało moje zmarznięte policzki. Jednak jesień w Nowym Jorku nie była najcieplejsza.Wkrótce miał spaść śnieg według anorektycznej pogodynki na kanale trzecim. Zdjęłam ciepłą futrzaną kamizelkę od ALICE i zajęłam moje stare miejscówki przy oknie. Wygrzebałam z torebki  pikowany,skórzany portfel od Chanel’a i stanęłam w kolejce po moją ulubioną kawę jak i Li. Będąc prawie przy kontuarze przypomniałam sobie, że dzisiaj Freddie miał wrócić z wypadu na Malediwy,więc zamówiłam mu bez kofeinową latte z odtłuszczonym mlekiem i z cynamonem,która była obłędna. Wiedziałam to,ponieważ piłam ją co ranek.Będąc już przy kasie zamówiłam trzy kawy i zaczekałam na zamówienie. Po kilku minutach odebrałam trzy kubki i gwałtownie się obróciłam.Poczułam, że zderzyłam się z czymś lub kimś rozlewając przy tym wszędzie kawę,na siebie i na osobę ,która weszła mi w drogę.
-Cholera-fuknęłam widząc , że mój czarny,kaszmirowy golf jest cały w kawie.-Przepraszam to moja wina. Powinnam się rozejrzeć za nim się odwróciłam.
     Podniosłam głowę i ujrzałam wysokiego chłopaka w moim wieku.Miał popularną fryzurę z grzywką a’la Bieber, wielkie zielone oczy z brązowymi refleksami.Jego twarz widziałam dzisiaj rano wchodząc do Starbucks’a. Miała lekko ciapowaty wygląd, ale przecież każda ciapa wyrasta na niezłe ciacho. Weźmy przykład aktora , który grał Nevill’a w Harrym Potterze.
-To moja wina-powiedział wciąż serdecznie się uśmiechając.-Masz na te kawy i pralnie chemiczną-wręczył mi stu dolarowy banknot i wyszedł mijając w przejściu dwójkę moich przyjaciół.
Spojrzałam na miny nowo przybyłych. Na twarzy Freds’a malowało się zdziwienie, a na wargach Li pojawił się tajemniczy,koci uśmieszek.Usiadłam na przeciwko nich i uniosłam pytająco wyregulowane brwi.
-No co?-Akiro uśmiechnęła się, kiedy usłyszała mój zmieszany ton.
-Rozlałaś naszą kawę-powiedziała niewzruszonym tonem.
-Aaa, tak...-wstałam od stolika.-Już idę!
Wróciłam do kontuaru i zamówiłam napoje,wciąż obserwując stolik , przy którym siedzieli moi kumple. Nachylili się ku sobie i zaczęli o czymś dyskutować.Spojrzałam krytycznie na swoje ubranie. Na środku czarnego golfa widniała duża plama. W dotyku była lepka i mokra. Niech to diabli! Mój ulubiony kaszmirowy golf był w klejącym się płynie. Odebrałam trzy nieszczęsne napoje i wróciłam do stolika. Zajęłam swoje miejsce na przeciwko Li i Fred’a.
-No bosh...Wpadłam na niego .-wzięłam głęboki oddech.-Nic więcej!...Co mam zrobić żebyście mi uwierzyli?
Koreanka tylko porozumiewawczo spojrzała na grupkę ludzi za szybą. Wśród nich stał ten chłopak,który mnie potrącił.
-Nie,nie zrobisz mi tego!-pokręciłam przecząco głową,nie wierząc , że moja najlepsza przyjaciółka zachowała się tak perfidnie i infantylnie.-Nie podejdę do niego. I nie poproszę o ŻADEN numer telefonu, a tym bardziej jego!
-Założymy się?
-Li przysięgam, że zabiję cię przy najbliższej okazji!-wstałam i założyłam futrzaną kamizelkę.
-Jeszcze mi podziękujesz-mruknęła.
-Ale ja mam chłopaka-jęknęłam,kiedy miałam już wyjść z budynku przez szklane drzwi.
-Od miesiąca chcesz z nim zerwać-powiedziała z nutką ironii w głosie.-No idź!
Wywróciłam teatralnie oczami i ociągając każdy ruch wyszłam z budynku trzymając kurczowo kubek z kawą. Ruszyłam pewnym krokiem w stronę grupki, ale z każdym krokiem byłam coraz mniej pewna. Wzięłam głęboki oddech i pokonałam dystans dzielący mnie od kompromitacji. Stanęłam bok niego i zaczęłam mówić w zawrotnym tempie swój monolog:
-Heeej-odwrócił się w moją stronę i promiennie się uśmiechnął.- Chyba mnie pamiętasz? To mnie oblałeś kawą, a właściwie to ja oblałam nas kawą, ale wina stoi po mojej stronie jak i twojej...
W odpowiedzi skinął głową , wciąż wspierając mnie uśmiechem. Czyli nic nie wskazywało,abym miała zaraz kapitulować.
-No i jest taka mała sprawa...-kontynuowałam.-Moja przyjaciółka ze względu na to, że rozlałam jej kawę...Za karę muszę poprosić cię o numer...
-Spoko,nie ma sprawy-powiedział wciąż się uśmiechając.-A tak przy okazji jestem Chaz.
-Melissa-powiedziałam odwzajemniając uśmiech.-Mel dla przyjaciół.
-Miło cię poznać-powiedział rozciągając każdą głoskę.-A i żeby było po równo.Musisz mi dać swój numer.
Przekrzywiłam głowę i popatrzyłam poważnie na chłopaka.
-No dobrze...-powiedziałam podając mu numer.-No to cześć!
    Odwracając się po raz kolejny tego dnia zderzyłam się z kimś. Podniosłam oczy i ujrzałam widok, który każdego by zaskoczył. I na pewno ściągnąłby tu wszystkie dziewczyny w przedziale wiekowym 5-18.
-Omójbożeomójbożeomójboże!...-moje oczy pewnie musiały wyglądać jak dwa wielkie talerze.- Chyba mam jakieś urojenia. Widzę Justina Biebera przed sobą.
-Shawty, nie masz urojeń-posłał mi uśmiech, przez który nie mogłam oddychać i stać prosto.
-Omójbożeomójboże mogę prosić o autograf?-posłał mi kolejny uśmiech i podpisał się na pomiętej kartce,którą mu podałam.-Li mi nie uwierzy! Co robisz w Nowym Jorku? Z tego co wiem nie masz żadnego koncertu...
-Powoli,shawty. Oddychaj-spojrzał na mnie swoimi czekoladowymi oczami i położył ręce na moich kruchych ramionach.-No wdech,wydech,wdech,wydech...-zaczęłam spokojnie oddychać, ale moje serce zaczęło robić jakieś akrobacje i walić jakby miało wyskoczyć.- Wkrótce się dowiesz co robię tutaj.
    Z ogromnym trudem opanowałam pisk radości,podniecenia i innych emocji , które teraz mnie opanowały. No , bo kto by nie skakał z radości na widok jego przystojnej twarzy z bliska i anielskiego,zachrypniętego głosu ? Raczej nikt.
-Mogę cię przytulić?-wypaliłam czerwieniąc się.
-Nie ma sprawy-podszedł do mnie i przyjaźnie uścisnął.-My niestety musimy już iść. Miło się gadało.
Pomachałam im. Nie mogłam nic z siebie wykrztusić,dopiero, kiedy wsiedli do samochodu wydarłam się jak głupia. Ludzie popatrzyli na mnie jak na wariatkę, ale oni nawet kiedy się uśmiechałeś patrzyli na ciebie jak na idiotkę z zaburzeniami psychicznymi. Szczerząc zęby wróciłam do kawiarni, żeby pochwalić się Azjatce i Fred’owi.


***
Pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że się spodobał...
Następny rozdział postaram się napisać wkrótce.
Liczę na szczere słowa krytyki, bo wiem , że piszę jak jakaś pięciolatka. 
PS:Nie wiem czy wam się spodoba,ale będę dodawać linki pod postem z polyvore.(ubranie Mel z tego rozdziału)
P&L
_________