|04|-Jemioła

   Jednak mnie nie myliły. Miejsce pomiędzy mną, a Bieberem zajęła chamsko panna Gomez z naburmuszoną miną. Miałam ogromną ochotę walnąć ją prosto w buźkę słodkiej idiotki,lecz doszłam do wniosku,że później znajdzie się lepsza okazja.Odsunęłam się i zaczęłam udawać, że interesuje mnie zakorkowana ulica. 
-Nie uwierzysz twoje głupie fanki napadły na  mnie u Saksa! Nie mogłam kupić tego swetra od CALYPSO i tej sukienki od Christophera Kane'a, o której ostatnio ci mówiłam-powiedziała z wyrzutem w głosie i podwinęła rękaw swetra z grubej włóczki od Missoni ( wiedziałam, bo sama mam identyczny). Na jej przedramieniu skóra była lekko zaczerwieniona.-I jeszcze mnie pobiły!! Cała czerwona ręka!!
   Justina interesowało tyle co mnie-czyli miał to kompletnie w gdzieś. Tylko, że on  nie wywrócił teatralnie oczami jak ja,lecz  wpatrywał się we mnie. 
-Czy to w ogóle słyszysz co ja do ciebie mówię-Selena wyrwała się z amoku i spojrzała tam gdzie przez ostatnią minutę patrzył Bieber.-Kim do cholery jest ta dzi...-wiedziałam co miała na myśli i na pewno nie była to 'dziewczyna. Opanowałam się od dokończenia, bo Bieber przerwał jej:
-Ty masz swojego chłopczyka to dlaczego ja nie mogę mieć koleżanki?-powiedział to tak obojętnie, że trochę zabolało,ale szybko zapomniałam o mojej urazie kiedy na mnie spojrzał i posłał mi anielski uśmiech.-I ona ma imię...
-Ona mnie tyle obchodzi co wyprzedaż u JCPenney-czyli gówno mnie obchodzi-spojrzała na swoje dopracowane w każdym calu paznokcie i dodała obojętnym tonem:-Wiesz, że wszystko niszczysz?
-Ja?! Ty pierwsza zaczęłaś, a z resztą-pochylił się do przodu i wymienił kilka szeptanych zdań z Kennym za kierownicą.-Żegnam. Wysiądziesz dobrowolnie czy Kenny ma ci pomóc?
   Selena otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć, ale szybko się opamiętała i z miną obrażonej księżniczki wyszła z auta trzaskając głośno drzwiami,tak ,że oboje podskoczyliśmy. 
   Resztę drogi spędziliśmy w niemym milczeniu. Wielki SUV zatrzymał się i ochroniarz otworzył nam drzwi. Podał mi rękę,aby łatwiej było mi wysiąść. Kanadyjczyk wysiadł za mną i razem z Hamiltonem przed nami weszliśmy do wielkiego hall'u z wysokim sufitem. 
   Drzwi windy wyłożonej błyszczącym,czarnym kamieniem i wielkimi lustrami na ściankach. 
-Nie będę wam przeszkadzać?-zapytałam przerywając krępującą ciszę.
-Coś ty, nikt nie pobije rodzeństwa Smith,Chaza z Ryanem nawet kilka megafonów , do których wrzeszczałyby wszystkie  fanki Justina-Hamilton wybuchł śmiechem.- No co nie mówię prawdy?
-Mówisz,mówisz-mruknął Bieber.
   Dojechaliśmy na piętro gdzie mieściło się studio. Kenny bez trudu otworzył ciężkie drzwi i znaleźliśmy się w przestronnym pomieszczeniu z wielkimi konsolami przy weneckiej szybie. Po drugiej stronie pokoju była wielka czerwona sofa zajmująca całą ścianę i oba narożniki. 
-Rozgość się. Po drugiej stronie korytarza na pewno jest Chaz-powiedział niby od niechcenia,ale wiedziałam, że chce,abym została razem z nim.- Możesz jeśli chcesz ze mną posiedzieć w studiu i powiedzieć coś o mojej nowej piosence.
-Zostanę-zdjęłam z siebie pomarańczowy płaszcz i położyłam go na oparciu kanapy i usiadłam na wielkim czarnym fotelu przy konsoli.
    Kiedy ochroniarz wyszedł, Justin zaczął coś włączać i przełączać, aż w końcu popatrzył na mnie wielkimi oczami w kolorze płynnej czekolady z ciemnymi refleksami. 
-Tylko szczerze.
-Zawsze jestem szczera,aż do bólu-zaśmiałam się z jego poważnego tonu.-Puścisz to wreszcie?
 Skinął głową w odpowiedzi.
   Z głośników wydobyły się dźwięki dzwoneczków, które były przeczepione do sań Świętego Mikołaja.Potem  do dzwonków  dołączyły brzdęki gitary i anielski głos Kanadyjczyka. Głowa zaczęła kiwać się w rytmie piosenki. Trzy minuty minęły, a ja wciąż nuciłam melodię. 
-I jak?-zapytał zniecierpliwiony.-Może być?
-Jest świetna. Ma taki świąteczny klimat...Może w święta wejdzie na pierwsze miejsce i zepchnie Last Christmas lub Marię Carey na niższe miejsca-posłałam mu szeroki uśmiech.-Jaki ma tytuł?
-Misteloe-odpowiedział z jeszcze większym uśmiechem. 
  Pochylił się nade mną. Jego ciepły oddech drażnił moje rzęsy,ale ja pod żadnym wypadkiem nie mogłam mrugnąć. Jakieś dziwne przyciąganie popchnęło mnie jeszcze bliżej jego. Wiedziałam, że jego malinowe wargi zaraz się we mnie wpiją. Trzy...Dwa... Do pomieszczenia wszedł rozwrzeszczany mężczyzna.Oboje jak oparzeni odskoczyli od siebie. 
-Justin, ty idioto! jak mogłeś powiedzieć coś takiego Selenie!? Jej menadżerka mnie zabije albo lepiej, nas obojga. 
-Scooter poznaj Melissę-Bieber szybko zmienił temat,a menadżer Kanadyjczyka popatrzył na mnie sceptycznie.
-Droga Melisso, mogłabyś nas na chwilę zostawić samych?-Braun wciąż wlepiał wściekłe spojrzenie w piosenkarza.
-Mel,idź do Chaza. Ja zaraz do was dołączę...
   Skinęłam głową i opuściłam studio. Otworzyłam drzwi na przeciwko i pewnym krokiem weszłam do pokoju. Na sofie siedział Somers z Kennym grając na konsoli. W głębi siedział chłopiec z wielkim afro wyżywał się na swoim PSP Slim. Obok niego był inny chłopak, którego widziałam pod Starbucks'em. Kiedy zamknęłam z trzaskiem drzwi wszyscy skierowali swoje spojrzenia w moją stronę.
-Cholera! Zapomniałem-krzyknął Chaz patrząc na zegarek od Swiss'a.- A ty skąd się tu wiedziałaś, że jesteśmy tutaj?
-Justin mnie podwiózł.
Małe niedopowiedzenie chyba nic nie zmieni-przecież nie skłamałam.
-I Chaz, nic się nie stało-uśmiechnęłam się serdecznie.-Tylko małe spóźnienie.
-Dwu godzinne-powiedział wściekły na siebie.-Będę musiał mu podziękować za to, że cię tu przywiózł.
Drzwi po raz kolejny się otworzyły i Kanadyjczyk wszedł do pokoju.
-O wilku mowa-mruknęłam.
-A co obgadywaliście mnie?-zaśmiał się.-Niedługo będziemy musieli się zbierać.
-Dobra tylko wyłączę konsolę-powiedział Kenny.
Somers zaczął się krzątać po pokoju sprawdzając stoliki i szafki.
-Szukasz czegoś?-zapytałam.-Pomóc ci?
-Nie pamiętam gdzie położyłem swoją komórkę-mruknął wciąż przeszukując każdy kąt.-Widział ktoś mój telefon?
   Każdy zaczął sprawdzać różne miejsca. I kiedy Ryan zaproponował żeby zadzwonić pod numer Chaz'a,kątem oka dostrzegłam, że Justin dyskretnie wyjmuje z kieszeni komórkę i kładzie ją na blacie. Po co mu był jego iPhone?
-Znalazłem-poinformował nas.-Idziemy?
Wszyscy zgodnie opuściliśmy pokój i poszliśmy w stronę windy.



***
Heeey ludziska! Rozdział przepisałam w ciągu 4 godzin co jest wielkim sukcesem przy moim tempie pracy.
Jak samopoczucie? Już wkrótce Mikołajki , a dzisiaj Andrzejki ;) Ja swoje w szkole obchodziłam w czwartek i było zajebiście ^.^
Dziękuję wszystkim moim czytelnikom, Milka. <3

3 komentarze:

Kitsune-chan pisze...

Rozdział świetny :) I nie martw się mi pisanie notki zajmuje minimum ostatnio 2 dni >< Czekam do następnej :)

m pisze...

Rozdział świetny <3

alse pisze...

kiss from me <3

tylko 4 rozdzialy? huheuehuh zaraz bede czytac <333