|07|-Zwycięstwo, ale czy ,aby na pewno?

    Po kilku godzinnej cudownej randce wreszcie wróciliśmy do penhouse'a Justina. Ostatnie trzy godziny spędziliśmy w Central Parku całując się na moście,karmiąc kaczki i spacerując w okół stawu. Nawet odważyliśmy się popłynąć łódką, ale oboje doszliśmy do wniosku, że nie  najlepiej wiosłujemy. Zdjęłam z siebie kożuch i usiadłam na wielkiej kanapie.
-Mel,a ty jeszcze nie gotowa?-zapytał Kenny,który dopiero co wszedł do pokoju.
-A już idziemy?
-Za momen...
-Cholera! Nie mam żadnych rzeczy do ćwiczeń....-przerwałam mu.
-Ja ci coś pożyczę-powiedział Bieber,którego wcześniej nie zauważyłam.-Powinienem mieć coś w twoim rozmiarze.
    Wspólnie poszliśmy do pokoju Kanadyjczyka. Przez całą drogę nie odezwaliśmy się do siebie. Kiedy oboje znaleźliśmy się w sypialni należącej do piosenkarza.Podszedł do mnie i wpił się w moje wargi.
-Nie możemy tu za długo siedzieć-powiedziałam odsuwając się od Biebera.
-Dobrze, ale wieczorem siedzimy, a właściwie całujemy się bez oporów.
-Oczywiście-powiedziałam muskając jego wargi.-Masz dla mnie jakiś dres?
-Mhm,powinienem mieć gdzieś od D&G...-zaczął grzebać po szufladach.-Kupiłem go kiedyś dla Seleny,ale stwierdziła, że nie będzie grać w kosza albo chodzić w nim. Znalazłem!
    Z szuflady wyjął szare spodnie od dresu,a następnie bluzę od kompletu.
-Weź go sobie.Mi się nie przyda.
-Dzięki...-wycofałam się do drzwi .-Teraz idę się przebrać. Do zobaczenia w salonie.
    Pobiegłam do pokoju i zrzuciłam z siebie ubrania i założyłam dres, który dał mi Bieber i luźną kaszmirową koszulkę od CALYPSO. Na stopy wsunęłam szare Vansy. Poprawiłam włosy i opuściłam pomieszczenie, i dołączyłam do wszystkich w salonie.
-Idziemy?-zapytałam.
   W odpowiedzi wszyscy skinęli głową. Zauważyłam, że do naszego towarzystwa dołączył menadżer Kanadyjczyka.Razem zeszliśmy do wielkiego SUV-a opędzając się od ogarniętych furią nastolatek. Po kilku minutach szarpaniny i kilkunastu spędzonych na podpisywanie kartek i różnych części ciała, wreszcie wsiedliśmy do samochodu. Jedna dziewczyna mnie rozpoznała. Nie żebym była wielką celebrytką,ale wzięłam udział w kilkunastu sesjach dla TEENVOGUE'a i jeszcze w innych magazynach.Teraz wzięłam się za aktorstwo ,wkrótce na ekrany wchodził film ze mną w roli głównej.Przez ostatnie pół roku musiałam udawać zakochaną w Taylorze Lautherze, który był moim filmowym partnerem. Nie powiem, że było źle, ale mogło być lepiej.  Z rozważeń o mojej"karierze wyrwał mnie głos Kenny'ego,który zaczął dyskutować ze Scooterem na temat drogi.Siedząc na przeciwko Ryana czułam się nie zręcznie, nawet nie wiecie jak bardzo. Szczególnie, że byłam wciśnięta pomiędzy Justina,który trzymał moją dłoń rozmawiając razem z ochroniarzem i Braunem, a Chazem który podobnie jak Bieber ściskał moją rękę. Prawie zapomniałam o Shay,która posyłała mi jadowite spojrzenia. Cudowna atmosfera,prawda? Minuty mijały, a my wciąż siedzieliśmy w ogromnym SUV-ie. Kiedy lekko przymknęłam powieki rozległ się głos Hamiltona:
-Dzieciaki, jesteśmy na miejscu!
Wysiedliśmy i udaliśmy się w ślimaczym tempie do wielkiego budynku.
-Mel, na pewno wygrasz...-szepnął Somers kiedy wchodziłam na boisko.-Dla mnie .
w odpowiedzi posłałam mu promienny uśmiech.
   Po drugiej stronie pojawiła się moja przeciwniczka w dresie od Juicy Couture, ze starej kolekcji. Spojrzałam na Kanadyjczyka,który kłócił się ze swoim menadżerem. Sekundę później odwzajemnił spojrzenie i posłał mi uśmiech. Z obmyśleń wyrwał mnie głośny hałas gwizdka Kenny'ego. Przez trzy czwarte przegrywałam , ale pod koniec kiedy Kenny już prawie oznajmił zwycięstwo Shay ja rzuciłam do kosza trzy razy za trzy punkty. Zaczęłam prowadzić dwoma punktami  i mierzyłam się do kolejnego rzuty kiedy Hamilton dmuchnął w gwizdek, a wszyscy wydali okrzyk radości. Chaz podbiegł do mnie , a ja wskoczyłam mu w ramiona z entuzjastycznym okrzykiem na ustach.
-Wiedziałem, że wygrasz ten mecz...-nachylił się i szepnął mi do ucha.
-Bez twojego dopingu nie dałabym rady.
-Dobra dziewczyny, teraz my wchodzimy na boisko!- Ryan zrzucił bluzę i pobiegł na boisko trzymając w lewej dłoni piłkę.
   Ja usiadłam na jednym z plastikowych krzesełek przy boisku i założyłam nogę na nogę. Przyglądałam się rozgrywką chłopców. Po kilku rozegranych meczach, kiedy opanowałam już mój dopingujący okrzyk . Scooter oznajmił:
-Dzieciaki pora wracać!
Zaczęłam zbierać wszystkie swoje rzeczy i wrzucać drobiazgi do swojej torebki kiedy poczułam czyjąś dłoń najpierw na mojej tali, a potem na biodrze. Odwróciłam się i chociaż wiedziałam kogo zobaczę, zaskoczył mnie widok Biebera ze zmierzwionymi włosami i zaczerwionymi policzkami.
-Mogę cię gdzieś dzisiaj zabrać?-zapytał szelmowsko się uśmiechając.-Nie będziesz musiała się przebierać.
-Na pewno? W dresie nie najlepiej wyglądam.
-Ty nawet w worku świetnie byś wyglądała!
-Dzięki-posłałam mu promienny uśmiech.-No ro gdzie mnie zabierasz?
-Niespodzianka...-powiedział delikatnie muskając moje wargi.-No to idziemy?
Skinęłam głową i idąc obok siebie wsiedliśmy do czarnego Ferrari, które skądś się tu wzięło podczas naszej nieobecności, ale nie zamierzałam wnikać w szczegóły.Kanadyjczyk szarmancko otworzył mi drzwiczki , a ja uśmiechając się wsiadłam do sportowego samochodu.
-Kiedy dowiem się gdzie jedziemy?-zapytałam po pół godzinnej jeździe.
-Zaraz,moja niecierpliwa Melisso...-powiedział skupiając się na drodze.-Dobra jesteśmy na miejscu.
Zanim zebrałam się , żeby otworzyć drzwiczki Bieber już grzecznie uchylił je.
  Posłałam mu serdeczny uśmiech i trzymając się za ręce weszliśmy do windy, która wjechała na prywatne piętro  należące do Justina.
-Witam w moich skromnych progach -powiedział kiedy drzwi się rozsunęły.-Nie jest jeszcze całkiem urządzone...
Ściana na przeciwko ukazywała w całej okazałości Upper East Side nocą i migoczącą wstążkę,którą była East Rivier. Podeszłam do okna i musnęłam opuszkami palców szybę.
-To jeszcze nie wszystko...-zaprowadził mnie do pokoju z wielkim puchatym dywanem zamiast łóżka. Okna sięgały od podłogi aż do samego sufitu i ukazywały jeszcze piękniejszy widok.
Bieber pocałował mnie w kark i delikatnie zsunął ze mnie bluzę. A potem wszystko potoczyło się bardzo szybko...

***
Rozdział dedykuje mojej kochanej kitsunechan, która ma dzisiaj urodziny. Życzę jej dużo snów z yaoi i wieeelu pomysłów na nowe wątki w opowiadaniu. <3 
A Emilka przeżywa załamanie i pytanie do moich kochanych czytelniczek : Da się umrzeć z tęsknoty, za kimś kogo prawie się nie zna?
_________________________________________________________________________________

3 komentarze:

alse pisze...

ej no co taka koncowka bez szczegółow ;pp
mmm fajny rozdzial, tez bym chcial miec taki dywanik mozjna by bylo robic na nim faaajne rzeczy ;pp

muah ;*

Hoopy. ♥ pisze...

Wtedy byłby latający dywan. Justin przecież przeleciał Mel. xd
A bez szczegółów, bo nie radzę sobie xdd

alse pisze...

hahab latający dywan ;DDD