Trzymając kurczowo mojego pupila podeszłam do drzwi luksusowego budynku , w którym mieszkała moja najlepsza przyjaciółka. Skinęłam głową portierowi i wsiadłam do windy, która miała zawieść mnie prosto do penhouse'a na ostatnim piętrze należącym do rodziny Akiro. Będąc na najwyższym piętrze wysiadłam i stanęłam w wielkim przedpokoju z marmurową podłogą i drogimi tkaninami na ścianach.
-Och, witaj Melisso-z salonu wyszła wysoka kobieta z kruczoczarnymi włosami upiętymi w misterne upięcie.-Jak dawno cię nie widziałam... Co u ciebie?
-Nie narzekam, proszę pani. A jak pani się wiedzie?
-Dobrze, wiem , że pewnie przyszłaś tutaj pogadać z Akiro, a nie ze mną, więc Li jest u siebie. Freddie jest razem z nią...
Uśmiechnęłam się serdecznie i już miałam ruszyć schodami w stronę sypialni córki słynnej chińskiej aktorki kiedy usłyszałam entuzjastyczny okrzyk małego chłopca.Po schodach zbiegł mały brat mojej kumpeli, który trzymał kurczowo wielkiego persa za ogon.
-Melissa!!!-podbiegł do mnie wymachując kotem.-Dostałem kotecka!!! Ładny?
-Isao śliczny,ale nie wolno go tak nosić-odebrałam kociaka i pokazałam mu jak powinno się prawidłowo nosić zwierzaka.
-Masz Milo!!!-rzucił kociątko w kąt i zaczął gonić mojego psa zapominając o mnie.
Jeszcze chwilę przyglądałam się jak malec gania mojego pupila, a potem zapomniałam o mojej silnej woli i łzy popłynęły niczym dwa strumienie po mich policzkach. Pobiegłam w stronę pokoju Li pociągając nosem. Bez pukania otworzyłam drzwi i weszłam do środka ze szklącymi się oczyma. I dopiero widząc niewyraźnie sylwetki moich przyjaciół obściskujących się na łóżku zrozumiałam jak bardzo ważne jest pukanie.
-Nic nie widziałam! A teraz wyjdę i wejdę jakby do niczego by tu nie doszło!-powiedziałam zasłaniając widok dłonią.
Zamknęłam drzwi i zapukałam, Kiedy usłyszałam ciche "proszę" weszłam do pokoju.
-Dobra, nic się nie wydarzyło. Ale należą mi się wyjaśnienia, Freds. Od ilu lat wmawiałeś mi , że jesteś homoseksualny!
-Nigdy niczego nie mówiłem ci o mojej orientacji seksualnej! I dla twojej wiadomości jestem biseksualny!
Nie odpowiedziałam tylko się rozpłakałam jak małe dziecko. Azjatka zaraz do mnie podbiegła i przytuliła,a Fred jeszcze przez chilę udawał obrażonego , a potem zmiękł.
-To przeze mnie tak płaczesz?-zapytał głaszcząc mnie po głowie.-Przepraszam, jeżeli tak.
-To ja przepraszam. Dzisiaj wszyscy na mnie krzyczą, a mi się nic nie udaję. Wszystko niszczę i jestem do dupy!-powiedziałam przez łzy.-Pokłóciłam się z Justinem! I przerwałam wasze obściskiwanki.
-Mel,nic się nie stało-Li jeszcze mocniej mnie przytuliła.- A to nie ty powinnaś się obwiniać za wasze kłótnie. -Ile czasu minęło od waszej sprzeczki?
-Niecałe 30 minut-otarłam łzy wiedząc o czym myśli mój kumpel.-Ale z nim jest inaczej...
-Facet to facet. Zaraz mu dokopiemy-powiedziała Akiro sięgając po moją komórkę z torebki,którą przed sekundą upuściłam.-Ale jak? Ja prawie o nim nie wiem.
-Wiem, jak mu dokopać, ale on się załamie. Nie zasługuje na to...-zaczęłam gryźć moją wargę, a Azjatka podała mi moje blackberry.-Myślicie , że to dobry pomysł?
-To jest świetny pomysł. On cię skrzywdził, teraz ty się na nim zemścij-Li objęła mnie ramieniem i przyciągnęła do siebie.-No już ,wybierz jego numer.
Drżącymi dłońmi nacisnęłam zielony przycisk i przyłożyłam telefon do ucha.Przecież lekkie drażnienie niczemu nie powinno zaszkodzić. Myślałam, że po chwili włączy się poczta głosowa, ale po sekundzie odebrał.
-Mel?-usłyszałam jego głos w słuchawce.-Miałem właśnie do ciebie dzwonić z przeprosinami.
Czułam jak mięknie mi serce, ale spojrzenie mojej przyjaciółki popychało mnie do tego,aby odgryźć się na Bieberze.
-Nie musisz przepraszać-wiedziałam,że w duchu mu ulżyło,ale nie na długo.-Rezygnuję z występu w teledysku i Justin nie powinniśmy się spotykać. Nie dzwoń do mnie, a najlepiej zapomnij o mnie.
-Shawty,ale jak mam zapomnieć o wczorajszej nocy?
-Nie moja sprawa-z trudem powstrzymywałam łzy, zanim się rozłączyłam powiedziałam bezbarwnym tonem:-Żegnaj.
Straciłam władzę w nogach. Załamałam ręce i klapnęłam na sofę stojącą przy drzwiach prowadzących na taras. Jeszcze chwilę powstrzymywałam się od płaczu, ale w końcu dałam za wygraną i rozryczałam się jak małe dziecko. Akiro znowu zaczęła mnie pocieszać i wmawiać, że nie był mnie wart.
-Dacie mi chwilę?-zapytałam podkulając kolana pod brodę.
-Jakbyś miała się ciąć to wołaj-powiedziała opuszczając pokój.
Nie minęła minuta,kiedy wróćiła oznajmiając:
-Bieber do ciebie.
Podniosłam się i otarłam wierzchem dłoni krople z moich rzęs. Poprawiłam kosmyki włosów i moment później do środka wszedł Justin z wielkim bukietem róż i miną ,która spowodowała, że zmiękło mi serce. Aczkolwiek wciąż stałam jak słup z pokerową miną przypatrując się jak Kanadyjczyk do mnie podchodzi.
-Lisso,kocham cię i wybacz mi...Proszę.-podszedł do mnie widząc , że chwiejąc się opadłam na krzesło z wrażenia.
No , bo wiecie kto by nie zwariował słysząc wyznanie miłości z ust słynnego piosenkarza. Nawet od zwykłego licealisty to już wyróżnienie. Co prawda słyszałam wiele wyznań miłości, ale żadne nie było wypowiedziane z serca jak te.
Justin uklęknął przy mnie i przyjrzał mi się uważnie.
-Płakałaś? Przeze mnie? Jeżeli ta,k te 100 róż nie wystarczy. Nawet nie wiem czy w tym pokoju starczyłoby miejsca na tyle róż, abym wynagrodził ci każdą łzę.
Niewiele myśląc rzuciłam mu się na szyję płacząc. Tym razem łzami szczęścia.
-Wybaczam ci, a ty wybaczysz mi?-zapytałam tuląc się do niego.
-Zapomniałem o wszystkim zanim odjechałem.
-Chodźmy stąd, bo przeszkadzamy Li-powiedziałam ciągnąc Biebera za rękę w stronę wyjścia.
Po drodze założyłam zielony płaszcz od Valentino i resztę ciepłych ubrań.
-Czyli jednak wystąpisz w teledysku?-zapytał biorąc na ręce Milo,który zaczął biegać w okół naszych kostek wesoło ujadając.
-Justin,sama nie wiem. Boję się... A co na to moje fanki?
-Nimi się nie przejmuj. Decyzja należy do ciebie-pocałował mnie w czoło.-Pojedziesz ze mną do Jazmyn i Jaxona? Mała na pewno będzie cię uwielbiać od pierwszej chwili kiedy cię zobaczy, a Jax na pewno zmusi cię do układania klocków, albo udawania dinozaura.
-Nie będę wam przeszkadzać w waszych rodzinnych sprawach?-zapytałam nie pewnie.
-Mel,ty już należysz do rodziny-przyłożył moje czoło do jego tak,że stykaliśmy się nosami i jego oddech muskał moje rzęsy.-Chyba masz gorączkę...
-Co ty nie powiesz doktorze Bieber...
-Shawty,mówię poważnie. Jesteś cała rozpalona.
-Pewnie lekkie przeziębienie-kichnęłam.-Nic wielkiego.
-Weźmiesz jakąś tabletkę, może zbije gorączkę.
-Just zachowujesz się jakbym była jakiś jajkiem w delikatnej skorupce...
-Bo nie chcę , żeby stałą ci się jakaś krzywda-winda się otworzyła. Kiedy weszliśmy nie chciałam kontynuować rozmowy,ale Kanadyjczyk miał inne plany.
-Pojedziemy do lekarza!
-Nie-jęknęłam.-Zaklinam cię nic mi nie jest!
-Dobra, jeśli coś ci się stanie, będzie to twoja wina.
Wysiedliśmy z windy i wsiedliśmy do czarnego Ferrari.
***
Cześć wszystkim!
Chciałabym wam życzyć 'hapi niu jera' i spełnienia marzeń! <3
1 komentarz:
romantiko ;)
hepi nju jer Milciu ;p ;* duzo weny w nowym roku <33
Prześlij komentarz